Inne · 9 min czytania
taki los
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- … I po osiemdziesięciu! Triumfalnemu okrzykowi zawtórowało głośne uderzenie rzucanych kart o blat plastikowego stolika. Po sali czwartej drużyny przebiegł głośny śmiech Wąskiego i przekleństwa pozostałych mężczyzn. Papierosowy dym wił się między postaciami i osiadał na ich mundurach. Przy stoliku siedziało sześciu mężczyzn, pozostali zaś rozlokowali się w pobliżu – na pryczach, krzesłach i podłodze. Typowy piątkowy, zimowy wieczór dla tych, którym nie dane było wyjście na przepustkę. Co innego pozostało do roboty w koszarach, jak nie gra w karty? Dzięki obrotnemu Krzysiowi znalazło się kilka butelek alkoholu, który teraz parował z głów mężczyzn, przy wtórze karcianej gry, papierosowego dymu i miernej muzyki z lokalnego radia. - No panowie, dawajcie moje papieroski, dawajcie! – wyszczerzył się do przegranych kapral Wąski. Miał dzisiaj szczęście – to była jego piąta wygrana z rzędu i chłopakom powoli zaczynało już brakować waluty w postaci papierosów. - Może na zapałki grajmy… - zaproponował czerwony na twarzy, łysy jak kolano chłopak siedzący po prawej stronie Wąskiego. Po chwili znaczącej ciszy salę ponownie opanował gromki śmiech żołnierzy. Jeden z leżących na łóżku zachłysnął się ze śmiechu dopiero co wypitym łykiem wódki i nie patrząc na nic podbiegł do lekko uchylonego okna, jednym ruchem ręki otworzył je na oścież i zwrócił całą zawartość swojego żołądka wprost na odkuty z lodu chodnik, który zresztą sam odśnieżał dzisiejszego popołudnia. - Dobra, Maniek, zostaw tak otwarte! – krzyknął ktoś od stołu – Niech się wietrzy! Maniek zdążył się już jednak przewiesić przez ramę okna i w takiej pozycji zasnął. Pokrzykiwania kolegów przestały go obchodzić. Drzwi pomieszczenia cicho otworzyły się i równie bezszelestnie zamknęły. Chudy człowieczek truchtem podbiegł do stołu, po czym stanął prosty jak struna na baczność. - Co jest? – spytał od niechcenia jeden z żołnierzy. Mężczyzna poprawił wiszący na nim mundur. - Melduję posłusznie, że od strony kantyny ktoś się tutaj zbliża! – wykrzyknął formułkę i zamilkł w oczekiwaniu. Gruby Benek stuknął kilka razy w blat plastikowego stołu. Wbił wzrok w nowego żołnierza i wybałuszył oczy. Chłopak stał zmieszany niebardzo wiedząc co ma dalej zrobić. - Kazaliście meldować, jak ktoś będzie szedł… - zaczął powoli. - Kazaliśmy. A ty co? – przerwał mu Wąski. - Melduję posłusznie, że przyszedłem i… no… zameldowałem przecież… - Tak? – huknął Benek. - Tak… To znaczy „tak jest”! Żołnierze popatrzyli na siebie z uśmiechami. Tego dnia chłopak miał szczęście, bo w ogóle nie chciało im się go męczyć. Odbiją to sobie innego dnia. Na nim, albo na innym z pięćdziesiątki „kotów”. - To wszystko, kisiuś, co nam chciałeś powiedzieć? – spytał jeszcze groźnym tonem ledwo siedzący Wasyl. - Tak jest… - odparł niepewnie chłopak. - No to spier… Spierniczaj mi stąd! Hep! Nie widzisz, że w karty gramy? – zawołał z czkawką półleżący na blacie stołu Basior. Żołnierz zasalutował, po czym obrócił się na pięcie i wymaszerował z sali. W drzwiach minął się z Listkiem, którego widział parę minut temu nadchodzącego od strony kantyny. Przepuścił go w drzwiach, a następnie sam zniknął za nimi i powrócił na powierzone mu wcześniej stanowisko obserwacyjne na schodach półpiętra. Szeregowy Listek podszedł do stołu i nalał sobie do szklanki trochę alkoholu. Złapał naczynie i podreptał na swoje łóżko. Usiadł na nim ciężko i westchnął głęboko, opierając głowę o ścianę. Mężczyźni przy stole zaczęli szturchać się w boki. - Ty, co z nim? – spytał któryś z nich konspiracyjnym szeptem. - Listek, co z tobą? – zapytał głośno Wąski. Listek tylko pokręcił głową i ponownie westchnął. Mężczyźni poszli w jego śladu i wszyscy najpierw westchnęli, a później pokręcili głowami. - To pewnie o kobitę idzie… - stwierdził współczującym tonem Benek. Przez salę ponownie przeszła fala kręcenia głowami i wzdychania. Wasyl ostentacyjnie tasował karty, cmokając przy tym co chwilę. - A pamiętacie tę rudą, z którą ostatnio w remizie balował Boguś? – spróbował rozładować atmosferę Benek – Wiecie którą, tą z wielkimi… - Ty daj jej spokój, Benek! – odezwał się ze swojego…