Kryminał · 13 min czytania
Taksówkarz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jan Frączak, siedział w swojej taksówce na terenie lotniska Okęcie. Jak każdego ranka, kiedy czekał na klientów, sięgnął po swoja ulubiona gazetę - Fakt. Wielki, czerwony tytuł natychmiast przyciągnął jego uwagę: “Szok! Zwyrodnialec zamordował 95-letnia staruszkę”. Nie śpiesząc sie przerzucił kilka stron i zaczął czytać:
“Janina T została zabita czterema ciosami noża. Morderca okazał sie sąsiad Bartosz W (22 l.). Pomagał mu w tym jego brat Damian W (25 l.). -To tak straszna tragedia! - załamuje ręce sąsiadka, pani Danuta. - Pani Janina nie miała dzieci, znajomych... Mieszkała samotnie. Nigdy nie była zbyt łatwowierna. Ale sąsiadom ufała... To ja zgubiło... Szczegóły zbrodni odtworzyliśmy na podstawie opowiadań sąsiadów i informacji, których udzielił nam funkcjonariusz policji Krzysztof Cietrzew. Kiedy braciom skończył sie alkohol, postanowili złożyć wizytę sąsiadce z czwartego pietra. Pani Janina, mimo ze z natury była raczej ostrożna, nie przypuszczała, ze ludzie, którzy codziennie witali sie z nią na klatce mogliby zrobić cos takiego! Kiedy staruszka odpięła łańcuch i otworzyła drzwi, bracia (jak później sami zeznali) zażądali pieniędzy na alkohol. Pani Janina odmówiła, a wtedy zagrozili jej nożem. Mimo to nie mogła im dąć pieniędzy, ponieważ ich nie miała. Zaoferowała jednak, ze da im 2 złote, które miała przy sobie. To rozsierdziło Bartosza W, który zadął jej 4 ciosy nożem. Zwyrodnialcy, nie przejmując sie wykrwawiającą sie na podłodze staruszka, zaczęli plądrować mieszkanie. Zrabowali srebrny łańcuszek z krzyżykiem, komórkę, święty obrazek w złoconej ramce, pieczeń wolowa, kiełbasę i butelkę taniego wina. Następnie pospiesznie opuścili mieszkanie. - Jednak nie byli dość ostrożni. - relacjonuje pan Krzysztof z policji - Szukając cennych rzeczy, zostawili odciski palców w wielu miejscach w całym mieszkaniu. Oprócz tego kurtka Bartosza W zaplamiła sie krwią. Kiedy próbowali niepostrzeżenie przemknąć sie z lupami do swojego mieszkania, spotkali na klatce schodowej sąsiadkę. - To ja ich spotkałam! - powiedziała nam pani Helena - Myślałam, ze zemdleje. Wyglądali jak oszalali. Często spotykałam ich wcześniej, pomagali nosić zakupy. Ale dopiero teraz dostrzegłam w ich oczach szatana! Oprócz tego kurtka jednego z tych bandziorów była zakrwawiona. W rekach nieśli jakieś rzeczy. Gdy mnie zobaczyli ich oczy zaświeciły sie złowrogo! Upuścili wszystko na ziemie. Jakieś szkło sie rozbiło. Myślałam ze to juz koniec. Ten bandzior, Bartosz W rzucił sie na mnie z nożem. Zaczęłam uciekać ile sil! Ale on był zaraz za mną. Na szczęście w pewnym momencie potknął sie i spadł ze schodów. Ten drugi, Damian nie próbował mnie gonić. Był raczej przerażony. Wybiegłam na dwór i poprosiłam pierwsza napotkana osobę, żeby zadzwoniła na policje. - W chwili zatrzymania Bartosz W miał 2,3 promila alkoholu we krwi, zaś Damian W 1, 2 promila - opowiada Krzysztof Cietrzew. - Funkcjonariusze wezwani na miejsce szybko zauważyli otwarte drzwi na 4 pietrze. Błyskawicznie zabezpieczyli wszystkie ślady na miejscu zbrodni.”
Taksówkarz zamknął gazetę. W stronę jego taksówki zbliżała sie ładna, zadbana, elegancko ubrana brunetka. Miała na sobie lekki, skórzany płaszczyk. Jej twarz, z delikatnym makijażem miała jednak w sobie cos niepokojącego. Jednak trudno było zdefiniować, co konkretnie. Może po prostu na tym polegała jej uroda. Jakaś nutka tajemniczości - pomyślał taksówkarz. Ciągnęła za sobą wielka brązowa walizkę. Natychmiast wyskoczył, żeby jej pomoc. - Thank you. - podziękowała z wyraźnym francuskim akcentem - No problem - odpowiedział, przyzwyczajony do wożenia klientów spoza Polski. Włożył jej walizkę do bagażnika. Otworzył jej drzwi. Kiedy byli juz w środku, zapytał o adres. Podała mu go mając jednak pewne trudności z wymówieniem polskich slow. Był zdziwiony okolica, do której chciała jechać, ale postanowił o to nie pytać. Myślał za to dość intensywnie nad tym co tak elegancka kobieta z zagranicy mogłaby tam robić. Droga minęła w milczeniu. Kiedy znaleźli się na miejscu, kobieta zapłaciła rachunek i zniknęła wraz ze swoja walizka w drzwiach budynku. Chciał już odjeżdżać, ale do taksówki podszedł wysoki mężczyzna, szczelnie okryty kurtka z kapturem. Otworzył drzwi i poprosił o podwiezienie w pewne miejsce daleko poza miastem. Kiedy ruszyli, mężczyzny zdjął kaptur Jan przyjrzał się sie jego twarzy, do tej pory zasłoniętej. Była podłużna, z orlim nosem i ciemnymi oczami zmienionymi cierpieniem. Było widać ze ten człowiek dużo przeżył. Jakiś czas jechali w milczeniu, wreszcie pasażer stwierdził znudzonym głosem: - Straszne korki dzisiaj. - Jak zawsze w piątki po południu. - odparł taksówkarz - ludzie wracają z pracy do domów poza miastem, albo na przedmieściach. - No ale takich korków to dawno nie widziałem. - A ja widuje co drugi dzień - zaśmiał się sie Jan -taka robota.
- Czasami zazdroszczę wam tej roboty. Cały dzień jeździć samochodem... Dużo przyjemniej niż siedzenie w papierach... - A w jakim zawodzie pan pracuje? - Jestem inżynierem. - Bardzo ciekawy zawód - powiedział taksówkarz nieszczerze. - Tak pan uważa? Może gdyby się pan ze mną zamienił na kilka dni, to zmieniłby pan zdanie. Rozmawiali aż do Łomianek. Kiedy zapadło piec minut ciszy taksówkarz szukając jakiegoś nowego tematu zapytał: - A tam gdzie teraz jedziemy... to dom jakichś pana znajomych? - A, to dłuższa historia. Czy chciałby pan posłuchać? - Proszę mówić - zgodził sie taksówkarz - To dom mojego największego wroga. Nazywa sie Marcin Bobrowski. - Co takiego zrobił, ze nazywa go pan swoim wrogiem? - Poszło o kobietę. - Jak zwykle. - Ta kobieta nazywała sie Natalia. Poznaliśmy sie na studiach. Miała przepiękne złote włosy. Jej oczy były głębokie jak bezchmurne nocne niebo. Jej glos... był tak delikatny... Znalem ja z widzenia, ale nigdy nie odważyłem sie z nią porozmawiać, traktując ja, jako odległa, niedostępną świętość. Któregoś dnia spotkaliśmy sie przypadkiem w parku kolo uniwersytetu. Ona uczyła się. A ja wracałem właśnie do domu. Widząc ja powiedziałem tylko cześć. Odpowiedziała. Usiadłem kolo niej. Rozmawialiśmy... nie pamiętam, o czym. O wszystkim. Później zaprosiłem ja do kina. Dałem jej bukiet czerwonych róż. Tak pięknie z nimi wyglądała. Film... Nie zwracałem uwagi na film. Ale ona sie śmiała. Chyba jej sie podobał. To uczucie miedzy nami