Horror · 16 min czytania
Talizman
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
WSTĘP -Masz już sukienkę na zabawę?- zapytałam moją najlepszą przyjaciółkę- Sarę. - Kathe, niestety nie mam. -Zdziwiłam się tą odpowiedzią, bo jak ona, najpiękniejsza dziewczyna w szkole nie ma jeszcze sukni? Faceci za nią szaleją. Ale ona zdaje się tego nie zauważać. Kiedyś była inna. Pełna optymizmu, z nadzieja patrzyła w przyszłość. A teraz?? Stała się milcząca, nie rozmawia ze mną. Ba, a nawet nie widujemy się tak często jak kiedyś. Martwię się o nią. - Wyskoczymy w tygodniu do miasta i coś znajdziemy- uśmiechnęłam się. - A teraz lecę do domu. Pa! *** Idąc do domu rozmyślałam o wszystkim. Jesienna pogoda spowodowała, ze stałam się nieco melancholijna. Zastanawiałam się dlaczego nie mogłam, tak jak Sara, urodzić się w bogatej i normalnej rodzinie i mieć spokój. Nie martwić się za co opłacę rachunki, za co przeżyję cały miesiąc. I jeszcze ona. Moja matka. Już dawno nie widziałam jej trzeźwej. Ze złością kopię kamień, która turla się w krzaki. Najkrótsza droga do domu prowadzi przez las. Cholera, naczytałam się tylu książek, że teraz boję się przez niego przejść. Na domiar złego cos zaszeleściło w krzakach. - To tylko twoja wyobraźnia- powtarzam sobie. To tylko twoja wyobraźnia! Poziom adrenaliny wzrasta co powoduje, że zaczynam coraz szybciej iść a nawet biec. Mam wrażenie , że ktoś mnie obserwuje. Złowrogie pohukiwanie sowy doprowadza mnie do szału. Chcę się stąd wydostać! Wreszcie ku mojemu szczęściu wybiegam z lasu. Wiem, że to nie normalne ale odwracam się i widzę postać, która znika miedzy drzewami. Cała drogę zastanawiałam się kto to był i czego chciał. Wiele razy słyszałam o seryjnych mordercach ale tu w moim Scholder nigdy nie spotkałam się z takim czymś. Kiedy docieram do domu, matki nie ma jak zawsze. Pewnie śpi w jakiejś melinie. Kilka razy już próbowałam ją wyciągnąć z nałogu. Posiedziała na odwyku, wracała do domu a za parę dni, znowu to samo. Nie wiem dlaczego zaczęła pić. Jeszcze kilka miesięcy temu była kochającą mamą a zarazem moja przyjaciółką. A teraz? Za każdym razem powtarza mi, że to ostatni jej wyskok, że się zmieni. Za każdym razem są to słowa puszczone na wiatr. To nie ona dba o dom, nie ona zarabia, żebyśmy miały za co żyć. Czasami mam dość. Ale co mogę zrobić? Nie zostawię jej, mimo że jest złą matką. Na kolację zjadałam jakieś suchary, które znalazłam w domu. Jutro musze zrobić zakupy. Biorę kąpiel i kładę się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy zasypiam. Budzę się w nocy zlana potem. Znowu ten sen. To już ładnych parę tygodni kiedy w snach widzę tą samą postać co dzisiaj w lesie. Ten koszmar zawsze mówi o tym samym. Zawsze lubiłam iść na polanę w lesie i wsłuchiwać się w ćwierkanie ptaków, ale w snach znajduje się zupełnie w innej części lasu. Jest tu strasznie i ciemno. Widzę czyjąś sylwetkę i biegnę za nią. Ona pozostawia po sobie duże ślady, jakby psa czy wilka. On biegnie coraz szybciej ale ja nie daje już rady. Sen kończy się kiedy dobiegam do owej postaci, która nagle się zatrzymuje i potrząsam ją za ramię. – Kathe nie wariuj- sama do siebie mówię. W pozostałą noc nie mogę zmrużyć oka. Zastanawiałam się dlaczego ojciec nas porzucił. Byłam jeszcze dzieckiem ale doskonale pamiętam kłótnię ojca z matka. – Nie możemy jej powiedzieć! –krzyczał ojciec. – James, uwierz, że to dla jej dobra. Kiedyś i tak się dowie. Chcę dla niej jak najlepiej ale ty tego nie rozumiesz. Chcę aby była bezpieczna!- matka zawsze potrafiła na jedno słowo ojca odpowiedzieć mu dziesięcioma. Teraz już jako prawie 18- letnia dziewczyna chciałabym poznać prawdę. Dowiedzieć się co takiego nie chcieli mi powiedzieć. Nie wiele po owej kłótni ojciec wyprowadził się z domu. Nienawidzę go za to. Zostawił mnie, kiedy najbardziej go potrzebowałam.
WIADOMOŚĆ Budzik zadzwonił o 5.00 kiedy akurat przysnęłam. Świetnie. Zrywam się z łóżka, szybko ubieram. Na śniadanie nie mam nic innego niż wczorajsze suchary. Przed wyjściem do pracy zaglądam jeszcze do mamy. Siedzi na łóżku. Na odgłos otwieranych drzwi podnosi głowę. Patrzy na mnie błagalnym wzrokiem. Wiem co teraz powie, że nie chciała żeby znowu tak wyszło. Spotkała dawno nie widzianą przyjaciółkę w mieście i razem chciały to uczcić. Takich i wiele innych wymówek nie mogę już słuchać więc wychodzę. Nienawidzę moje pracy, ale muszę mieć pieniądze. Codziennie rano , przed szkołą pracuje w sklepie i rozkładam pieczywo oraz świeżą dostawę owoców i warzyw. Dzisiaj zajęło mi to trochę więcej czasu. Nie mogłam się skupić. W moich myślach krążyła ta tajemnicza postać. Czego ode mnie chce. I co ma wspólnego z moimi snami. Rozmyślania przerywa mi mój szef i zarówno przyjaciel-Gregor. – Kathe, widzę jaka jesteś zmęczona. Daje ci urlop. – Ale Gregor za co będę żyć?? Tak bardzo się martwiłam, że zostanę bez kasy. – To nie będzie problem, będziesz miała płacone za te dni. On jest złotym człowiekiem. Rozumie kiedy się spóźniam do pracy. Kiedy go o cos po proszę zawsze mi pomaga. Jest moim aniołem. Jedyną osobą, na której mogę polegać.
Do szkoły docieram lekko spóźniona. Szybko zdejmuję kurtkę- jak na jesień jest zimno- i pakuję ją do szafki. Zabieram parę podręczników i biegnę na lekcję. Wybiegam zza roku i wpadam na coś twardego. Uczucie porównywane do uderzenia głową w mur. - Nic ci się nie stało?- zapytał chłopak, na którego wpadłam. - Nic- odburknęłam. A swoją drogą to całkiem przystojny z niego facet. Pomaga mi pozbierać książki i nawet nie dziękując uciekam na lekcje. Na długiej przerwie spotykam Sarę. - Mam dla ciebie wiadomość. Do naszej szkoły doszedł n o w y. A najlepsze jest to, że będzie z nami chodził na zajęcia plastyczne . ! Dziwny przedmiot. Ale ja go lubię. Pomaga mi zająć moje myśli na pewien czas. Nie myślę wtedy o problemach, o szarej codzienności, moja uwagę skupia glina. To niewiarygodne, żeby z kawałka brązowej mazi można było ulepić coś pięknego, coś czym zachwyca się nauczyciel i stawia ocenę celującą. Zbliża się koniec semestru i muszę zrobić jedną ale porządną pracę. Mam coraz mniej czasu a nawet nie zastanowiłam się nad tematem pracy. Po przerwie śniadaniowej wracam na lekcje. Teraz czekają mnie zajęcia z matmy. Najgorszy przedmiot jaki może istnieć w szkole. Kiedy docieram do klasy wszyscy zajęli już miejsca. Jedynym wolnym miejscem jest obok n o w e g o. Na ten widok, dech zapiera mi w piersiach. Psia kostka, to na niego wpadłam z książkami i to jemu nie podziękowałam za pomoc. Czuję, że się czerwienie ze wstydu. Nie pozostało mi nic innego jak tylko siąść obok niego i udawać, ze nic się nie stało. Straszne gorąco od niego bije. Jakby przebywał cały dzień na słońcu. Ale mamy jesień, więc jak to możliwe. N o w y jakby czytał w moich myślach. – Temperatura mojego ciała od dziecka nie spada poniżej 38 stopni Celsjusza. Żaden lekarz nie potrafi tego wytłumaczyć. – Ok, przyzwyczaję się. Chciałabym ci podziękować za pomoc, wtedy z podręcznikami. – To ja powinienem cie przeprosić. Nie chciałem żeby ci się cos stało. – Nic mi nie jest- gdy to powiedziałam, zauważyłam uśmiech na jego twarzy. Super, przynajmniej nie gniewa się na mnie. Lekcja dłużyła się niemiłosiernie. Przy moim koledze z ławki zdążyłam już zostać tylko w cienkim podkoszulku na ramiączkach. Kątem widziałam, jak n o w y spogląda na mnie. – Może mu się podobam? – na tą myśl pojawił się uśmiech na moich ustach ale szybko zniknął. Cała drogę powrotną zastanawiałam się dlaczego Eric zwrócił na mnie uwagę. Kiedy przechodzę przez bramkę widzę otwarte drzwi. Pewnie mama zapomniała zamknąć jak się śpieszyła na „imprezę”. Poczułam nagły skurcz w żołądku i usłyszałam wycie psa. Nie, to…