Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Talizman mocy cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział III : SZUKANIE Pierwszy dzień w szkole. Nie mogłam się doczekać kiedy znowu zobaczę Marcina. A może to wszystko to był jeden zwykły sen? Czemu on wtedy ze mną rozmawiał? Przecież wcześniej nie zwracał na mnie uwagi, a nawet darzył mnie wrogością. Po co w ogóle ze mną rozmawiał? Przecież Ola jest lepsza. A może chciał w niej wzbudzić zazdrość? Ale czemu ze mną chciał tego dokonać? Mógł wybrać kogoś lepszego i ładniejszego. A nie zwykłą dziewczynę o ciemnych długich włosach i szaro zielonych oczach wyglądających jak szary kamień w porównaniu z oczami Oli. Bałam się, że gdy go dziś spotkam to nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Dzwonek. Zaraz zacznie się pierwsza lekcja w nowej szkole. Po chwili dołączyła do mnie Aga. Na szczęście ona wiedziała gdzie są jakie sale, więc trafiłyśmy bez trudu. Idąc korytarzem do Sali, rozglądałam się za Marcinem. Nie było go. Pewnie zobaczę go na przerwie- pomyślałam. Weszłyśmy do klasy. Wysoki szczupły mężczyzna stał przy tablicy z ponurą miną i z niecierpliwością czekał jak wszyscy zajmą miejsca. - To nie może się już powtórzyć. Marnujecie czas jak tak wolno zajmujecie miejsca- oznajmił ponurym głosem kiedy wszyscy już siedzieli. – Nazywam się profesor Krzysztof Mahoń. – oznajmił. – Będę uczył was najlepszego przedmiotu, czyli matematyki. No tak, pierwsza lekcja nie zapowiadała się dobrze. Będzie ciężko w tym roku z matematyki. Kiedy przedstawił nam wszystkie sprawy organizacyjne, zadzwonił dzwonek. Tak! Nareszcie go zobaczę. Wzięłam szybko torbę i wybiegłam z Sali najszybciej jak się dało przewracając jakiegoś chłopaka który był przede mną. „Przepraszam” – wykrzyknęłam i pobiegłam. To było dziwne. Rozmawiałam z Marcinem tylko jeden jedyny raz, a czułam się jakby był dla mnie powietrzem bez którego nie mogę oddychać. Nigdy się tak nie czułam. Już jak pierwszy raz go zobaczyłam, wtedy na rozpoczęciu roku, czułam że jesteśmy połączeni jakąś silną więzią. Biegłam tak zadyszana, bo przebiegłam już chyba całą szkołę. Jego nie było. Może jest w łazience, albo poszedł na dwór. A może w ogóle go nie było w szkole? Czekałam całą niedziele, aż go w końcu zobaczę, a go nie ma! Nie ma!!! Włóczyłam się tak cały dzień po szkole. Na lekcjach nudziłam się słuchając spraw organizacyjnych i patrzyłam przez okno, mając nadzieję, że go zobaczę. Jaka ja jestem głupia! Na jednej przerwie Aga miała mnie dosyć. - Co Ci dzisiaj jest?! Zachowujesz się jakby Cię nie było. Jesteś jakaś ponura. Czy coś się stało?- spytała zatroskana. - Nie ma go…- powiedziałam prawie, że płacząc. - Kogo nie ma?- spytała Aga. - Jego! Nie ma go, rozumiesz?!- naskoczyłam na nią. Patrzyła na mnie jakbym oszalała- Marcina, nie ma Marcina – wyjaśniłam jej już trochę spokojniej. - A jednak rozmawiałaś z nim w sobotę?! O Anka, jak się cieszę! Ale co z Olą?- spytała blednąc.- Ona jest twarda i sobie nie odpuści- oznajmiła. - Och, daj spokój Aga. Ja z nim rozmawiałam tylko raz, nic z tego nie będzie – odpowiedziałam wypatrując za plecami Agi czy przypadkiem nie przyszedł. - W takim razie co robisz? Chodzisz dziś jakbyś była duchem, rozglądasz się co chwila czy nie przyszedł, a teraz histeryzujesz, że go nie ma. Ania, ty się najnormalniej w świecie zakochałaś!- powiedziała z uśmiechem na twarzy,. Na chwilę przestałam rozglądać się po korytarzach i spojrzałam na Agę. Na jej małą twarzyczkę z małymi niebieskimi oczkami. Nie zwróciłam wcześniej uwagi na urodę Agnieszki. Była bardzo ładna. Wszyscy w ogóle byli ładni, oprócz mnie oczywiście. Dopiero po chwili dotarły do mnie słowa Agnieszki. Ja się zakochałam? Nie, to niemożliwe. Nie jestem taka. Ja przecież w ogóle nie znam Marcina. A może… A jeśli to prawda co mówiła Agnieszka? Jeśli się jednak zakochałam? Po Agi minie widać było, że zauważyła, że zrozumiałam, że to co mówiła było prawdą. Uśmiechnęła się i mnie uścisnęła: - Chodź. Już był dzwonek – powiedziała. - Aguś, ale ani słowa Oli, ok.? – spytałam. - Oczywiście. Buzia na kłódkę!- zrobiła gest przypominający zakluczenie swojej buzi, a na koniec wyrzuciła niewidoczny kluczyk. Poszłyśmy na ostatnią lekcje. Lekcję z wychowawczynią. Z panią Elą lekcje były zupełnie inne niż z panem Krzy…, ups profesorem Krzysztofem. Nie kazał mówić nam do siebie „pan” lecz „profesor”. Pani Ela była uśmiechniętą, niziutką panią o króciutkich rudawych włosach. Była tak miła, że mogłaby być przedszkolanką. Na lekcji wychowawczej poznałam lepiej swoją klasę. Jak się okazało, chłopak, którego przewróciłam po lekcji matematyki miał ma imię Bartek. Trzymał się z Olą i Natalią. Nie wiem nawet czy Bartek i Natalia nie byli parą. Nawet jeśli nie byli, to bardzo do siebie ich ciągło. Skończyły się lekcje. Pierwszy dzień szkoły dobiegł końca a wraz z nim nadzieja, że zobaczę Marcina. Wychodząc ze szkoły pożegnałam się z Agą i poszłam

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%