Fantastyka · 6 min czytania
Tam Gdzie Nie Sięga Światło Słońca... - cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy wreszcie poczuła grunt pod nogami usłyszała także zawodzenie i jęki dochodzące z lewej strony, Spojrzała tam natychmiast. Jeśli to zwie się piekło, z pewnością żadne z was nie chciałoby do niego trafić. Ciemność rozjaśniana co rzadką chwilę roztańczonymi płomieniami ognia. Przybliżyła się widząc zarysy postaci, jednak chłopak zasłonił jej oczy. - Nie waż się więcej tam spoglądać. - Bo? Ten Twój idiota oskubie mnie z resztki nędznych ludzkich uczuć? - szarpnął ją i z całej siły pchnął w prawą stronę. Upadła na coś w rodzaju rozgrzanego żwiru. Przydepnął ją najprawdziwszym kopytem, a czas jakby stanął w miejscu. Widziała jedynie nienawiść, słyszała jedynie pojękiwania, a czuła? Czuła to co kiedyś kazało jej krzyczeć po przebudzeniu w ciemną noc. - Nie mów tak o Panie, bo będę zmuszony pozbawić Cię i tej egzystencji.- tym razem to on wygrał, tym razem to on ją przestraszył. Nie miała najmniejszego zamiaru gościć obrażających nikogo słów na swoich ustach, nie zamierzała też patrzeć w lewą stronę. Zdjął kopyto z jej piersi i odwrócił się plecami. Spojrzała na siebie z obrzydzeniem, podniosła się i otrzepała z ㄽżwiruㄽ. - Co to? - postanowiła nie kłócić się, nie obrażać, ale udawać, że zupełnie nic się nie stało. - Ludzkie grzechy.- zachowanie dziewczyny wydawało się mu pasować, ponieważ delikatnie uniósł kąciki ust. Nie, nie był to uśmiech, to wyglądało raczej jak uznanie. - Tyle tylko? - Sięgają aż do jądra ziemi, za mną. - Phi! Kto powiedział, że będę się Ciebie słuchać?! - tyle groźby ile wtedy w jego oczach, nie znalazłoby się nawet w stu mieczach. Złapał ją za delikatną, zgrabną dłoń i pociągnął w prawą stronę. Nie opierała się, bo w końcu co zrobiłaby bez jego obeznania? Weszli do dużej komnaty, wszystko lśniło złotem i ogólnym bogactwem. Spojrzała w dół - najprawdziwszy czerwony dywan, o którym zawsze śniła, na przeciw najprawdziwszy tron, o którym śniła mając 5 lat. Cofnęła się natychmiast ujrzawszy istotę na nim siedzącą. Najprawdziwsze łuski, skrzydła, kopyta, najzimniejsze spojrzenie jakie kiedykolwiek widziała i wszystko to zalane czernią. Cała pewność siebie uleciała w przeciągu sekundy. Cały zapał rozpłynął się jak w porę nie zjedzone lody. - Witaj Nadine.- cofnęła się jeszcze dalej. Głos był gorszy od całego tego ㄽświataㄽ wziętego razem.- Nie bój się. Nic Ci nie zrobię jeśli podołasz oczywiście. - Podołam? Czemu? - wydukała. - Zadaniu, które Ci przydzieliłem Nadine.- postać przyglądała jej się z ciekawością, jakby nigdy nie widziała tak przestraszonego i niewinnego ㄽczłowiekaㄽ. Z pewnością nie…