Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 5 min czytania

Tam Gdzie Nie Sięga Światło Słońca... - cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Leżała na niestazitelnie białym łóżko i wpatrywała się w małe lusterko. Gromada ludzi stąpała po cmentarnej ziemi. W przodzie dwie trumny, dwie czarne trumny zlewające się z czarnymi ubraniami. Jednak biały śnieg i delikatne elementy słońca nie pasowały jej tam. Nie w dzień pogrzebu jej rodziców, nie, słońce nie miało prawa radośnie ocieplać pełnej tajemnic kuli ziemskiej. Powinien panować mrok, powinien padać deszcz. Cisnęła lusterkiem w kąt komnaty, a z oczu ponownie popłynęła krew. - Dlaczego? - szepnęła spoglądać w górę jakby spodziewając się ukazania starej, miłej i błogo bezpiecznej twarzy, którą tak często widziała w wyobrażeniach, do której tak głośno wołała o pomoc kiedy jeszcze żyła...kiedy przegrała z losem to o co grała. - Nadine, pan Cię wzywa.- szepnął chłopak, jeśli w ogóle mogła go tak nazywać. Wstała i ciągnąc suknię po podłodze wyszła z komnaty. Jednak zatrzymała się i spojrzała mu w oczy. - Jak...jak Ci na imię? - Darius.- złapał ją za rękę i poprowadził pomagając niszczyć nienawiść do samej siebie. Kiedy ponownie weszła do tego pięknego pomieszczenia nie oglądała go. Nawet nie podnosiła powiek, zacisnęła je natomiast słysząc chichot. Ten okropny ㄽpanㄽ śmiał się. Poprostu śmiał się, z tego jak cierpiała, jak przed samą sobą czołgała się w błocie ku drodze do nadziei. - Podołałaś. Ślicznie Ci słodziutka w tych skrzydełkach.- zaśmiał się tak okrutnie, że miała wielką ochotę go uderzyć, tak aby chociaż ta twarda skorupa poczuła coś. Tak aby nie mógł już więcej mówić, a tymbardziej śmiać się. Niestety to było niemożliwe, samo pyskowanie do niego stało daleko od jej możliwości.- Ale masz kolejne zadanie. Tymrazem zabijesz swoich przyjaciół, wszystkich po kolei... - Ale... - Csiii...- przerwał.- Jeśli chcesz zostać zrobisz to, jeśli nie trafisz na wieczne potępienie. Nadine, daje Ci cały, ludzki dzień na zastanowienie.- nie mogła, poprostu nie mogła, chciała nakrzyczeć, jednak Darius w porę ścisnął jej rękę i poprowadził spowrotem do komnaty. Zwijała się z bólu, nie, nikt jej nie uderzył to pochodziło z środka, z duszy, z jej własnej przestrzeni. Siedziała w koncie łóżka, a Darius trzymał za rękę i szeptał, aby nie płakała. - Dlaczego? Dlaczego mam ich pozbawić tej chociaż żałosnej ważnej dla nich egzystencji, ha? Mariah, Joel i cała reszta, dlaczego?! Dlaczego nie mogę krzywdzić tych, których nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%