Przygoda · 14 min czytania
Tamten świat cz2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- O to się nie martw. Rano nie będzie po tym śladu. Byli blisko głównej drogi gdyż pojawiały się jasne światła latarń. - Poinformuje Cię kiedy się znów spotkamy. – mówiąc to przystanął na końcu lasu. - Mam nadzieje, że następnym razem wyjaśnisz mi wszystko. Dziewczyny nawet nie przystanęła tylko jak najszybciej oddaliła się. Nie miała zamiaru się odwracać. Myślała tylko o szybkim pojawieniu się w domu. Chciała zapomnieć o tym co widziała i co się wydarzyło. Tymczasem Martin odprowadzał ją wzrokiem dopóki nie zniknęła za domami. Wolnym krokiem skierował się na wzgórze. Przystanął chwilę przy kaplicy i przeczytał napis „ Miejsce dziwnych wydarzeń. Historia zachowana głęboko w sercach najstarszych.” Wiedział co to oznacza. Wszedł w gąszcz drzew i zatrzymał się kilkanaście kroków dalej przed portalem. Przejście do innego świata emitowało dziwną czerwoną poświatę i było zawieszone kilka centymetrów nad ziemią. Chłopak rozejrzał się i gdy był pewny, że nikogo nie ma wszedł w portal. Ten po chwili zniknął. Maya nie mogła spać. Pierwsze co zrobiła po powrocie to zmyła krew ze spodni, butów i kurtki. Była druga w nocy gdy weszła do swojego łóżka. Zgasiła światło lecz długo nie mogła zasnąć. Przed oczami miała widok masakry na wzgórzu. Wreszcie poczuła jak po jej ciele rozchodzi się przyjemne ciepło i w mgnieniu oka zasnęła. Lecz to nie był spokojny sen. Dręczyły ją koszmary i zrywała się co jakiś czas z krzykiem. Były to niewytłumaczalne sny lecz jednak związanie z nią bezpośrednio. Obrazy, które widziała we śnie dotyczyły wspomnień z jej bardzo wczesnego dzieciństwa, którego nie pamiętała. Minęło już kilka dni od tamtej nocy. Koszmary jeszcze ją dręczyły ale szybko o nich zapominała. Zbliżał się sylwester. Zwykle spędzała go z paczką przyjaciół na rynku lub w domu. Tym razem było inaczej. Miała tego dnia koncert w Zurychu w klubie. Nie była zadowolona gdy manager oznajmił jej, że zgodził się na ten koncert. Jednak wiedziała, że ma tak być i nie chciała wyjść na rozkapryszoną gwiazdkę, która nie zamierza zagrać. Siedziała sobie ze starszą siostrą Agnes przed telewizorem gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Siostra piosenkarki poszła otworzyć. Po chwili zjawiła się w salonie. - Do ciebie – rzekła wręczając kopertę. - Kolejny list od fana – stwierdziła Maya i odłożyła go. - Nie przeczytasz? - Żeby znów wyczytać, że pięknie wyglądam podczas koncertów albo że totalnie nie umiem śpiewać?? Nie dzięki. Chcesz to czytaj, ale na głos. – rzekła oddając Agnes list. - Chętnie przekonam się czy tak piszą. Jednym szybkim ruchem otworzyła kopertę i wyciągnęła z niej list. - Maya – zaczęła Agnes – No nieźle się zaczyna. Musi ktoś bliski. - Przestań się nabijać. - To ja Martin. Usłyszawszy to imię Maya wyrwała list z rąk siostry i puściła się pędem do swojego pokoju. Trzasnęła drzwiami i usiadła zdyszana na łóżku. Pożerała każde zdanie jakby miało w sobie coś cennego. „ Maya To ja Martin. Innego sposobu na skontaktowanie się z Tobą przed jutrzejszym koncertem nie wymyśliłem. Posłuchaj. Jutro bądź cały czas w gronie bliskich Ci osób. To bardzo ważne żebyś te osoby znała i nie pozwalała na przyłączenie się innych. Na koncercie będzie kilka niepożądanych, przynajmniej dla Ciebie, osób. Wbrew pozorom to całkowicie normalnie wyglądający ludzie ale tylko nielicznie mogą ich rozpoznać. Spoglądaj ludziom w oczy – tak ich rozpoznasz. Mają czerwone oczy. Mnie tam nie będzie, więc proszę o to żebyś trzymała się swoich. Odezwę się.” Dziewczyna jeszcze trzy razy przeczytała wiadomość zanim cokolwiek z niej zrozumiała. Jeszcze dręczyły ją koszmary związane z tamtym wieczorem a już mogła spodziewać się czegoś groźniejszego. To przerastało ją. Usiadła przy toaletce i wpatrywała się w swoje odbicie. Widać było te ciężko przespane noce na jej zmęczonej twarzy. Niewiadomo z jakiego powodu łzy spłynęły jej po pliczkach. Nie znosiła płakać bo to mówiło jej że w wielu sytuacjach jest bezsilna, a płacz był jej oznaką. Usłyszała pukanie. - Kto? – spytała ocierając wierzchem rękawa policzki. - Mama. - Wejdź. Jej matka bez słowa usiadła na łóżku. Maya zajęła się przeglądaniem kosmetyczki by ta nie podejrzewała, że dziewczyna płakała. - O której jutro jedziesz? – spytała bezbarwnym głosem matka. - Wcześnie rano. Auto powinno zjawić się o siódmej, a ja potrzebuje godziny by doprowadzić się do normalnego stanu po nocce. – rzekła i podeszła do szafy. - Krótko byłaś w domu. - Taki zawód. – rzuciła grzebiąc w ciuchach - Pakuj się, idę zrobić kolację. - Nie jestem głodna. Zrób kolacje dla Agnes. Matka wyszła z pokoju. Ich rozmowa od dłuższego czasu się nie kleiła. Odkąd Maya spełnia swoje marzenie nie miała o czym rozmawiać z matką. Zdawała sobie sprawę, że to wszystko wiele zmieniło zarówno w jej życiu jak i w życiu rodziny. Niby było wszystko dobrze gdy po dłuższym rozstaniu pojawiała się w domu ale wiedziała, że matce nie podobało się to co robi dziewczyna. Zaczęły odsuwać się od siebie i żadna nie robiła kroku by to naprawić. Poza tym Maya wiedziała, że jest adoptowana i także ten fakt był kością niezgody między nimi. Najlepszy kontakt miała z przyrodnią siostrą Agnes. Ta ją zawsze rozumiała i we wszystkich złych chwilach była dużym wsparciem. Nigdy im nie przeszkadzało to, że tak bardzo się różnią od siebie. Maya była szczupła blondynką o niebieskich oczach. Natomiast starsza siostra była brunetką przy kości o piwnych oczach. Piosenkarkę od tych myśli oderwało kolejne pukanie. Nie zdążyła nawet zapytać kto, gdy w drzwiach pojawiła się siostra. - Młoda spakowana już? - Nie właśnie wybieram ciuchy. - Na ile tym razem wyjeżdżasz? - Nie wiem. Brandes mówił coś o dwóch tygodniach. Chciał popracować w studiu nad nowym krążkiem. Ile to wszystko naprawdę zajmie nie wiem. Poza tym dostałam zaproszenie do radia i powinnam się tam zjawić. - Jak ja ci zazdrosne takiej pracy. Ja to od czterech lat siedzę za biurkiem w banku i nic nie robię tylko coś liczę. Maya wyszczerzyła swoje białe zęby w szerokim uśmiechu. - W tym kierunku się kształciłaś więc nie powinnaś narzekać. - Wredna jesteś wiesz?? - Wiem. Mam to po tobie. - Za grosz szacunku dla ludzi pracy. Chodź na kolacje. - Nie chcę Agi. Zaraz szykuje się do spania, bo rano będzie trzeba mnie siłą z wyra wyciągać. - Nie myśl sobie, że to ja cię będę z niego wyciągać. Dobrej nocy życzę sis. Maya skończyła się pakować i zaraz poszła spać. Mimo, że wcześnie się położyła rano nie mogła się zebrać. Nawet kawa nie postawiła jej na nogi. W samochodzie była pół przytomna. Ciężkie powieki co chwilę się zamykały. Wiedziała, że manager coś do niej mówił, ale mało zwracała na to uwagę. On zawsze dużo mówił. Była zła zarówno na siostrę jak i na matkę. Żadna nawet nie wstała się pożegnać. W Zurychu zjawili się przed jedenastą. Do sylwestrowego koncertu zostało dużo czasu. Najpierw odbyła się długa próba z zespołem w klubie „Hollywood”. Został zamknięty na potrzeby Brandesa. - I tak zrobią niezły utarg w nocy.…