Przygoda · 17 min czytania
Tamten Świat cz3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- A dzięki i nawzajem. - U mnie wszystko dobrze. Bardzo zmęczona jestem. O trzeciej wróciłam dopiero z koncertu i nie wyspana jestem trochę. A co u Was? - Przepraszam jak cię obudziłam. - Nic nie szkodzi i tak musiałam wstać, chociaż nie o tej porze. Muszę się trochę ogarnąć, coś zjeść i na rozdawanie autografów pędzić. - Matka jest zła na Ciebie. - Dlaczego? - Nie zadzwoniłaś w ogóle. Nigdy tego nie robisz jak jesteś poza domem. - Wysyłam jej smsy. Starczy. - Wiem, że między wami trwa wojna ale to jednak twoja prawna opiekunka. - Słuchaj gdybym miała więcej czasu zadzwoniłabym, ale ja jestem cały czas w biegu. Nawet wyspać się nie mogę. Nie wymagajcie ode mnie dużo. Wszyscy czegoś wymagają a ja już powoli nie mam siły. Poza tym nie potrafię z nią już rozmawiać. Nie mamy o czym. Po to dzwoniłaś? - W sumie to nie. Chciałam cię poinformować, że się wyprowadzam. - Daniel ci się wreszcie oświadczył? - Tak. Zamierzamy się na stałe wyprowadzić do Zurychu. Mama zostanie sama. - Czy ty sugerujesz, żebym wróciła na stałe do domu? - Nie, ale po prostu cię informuje, że kobieta zostanie sama. - Ja moja droga siostro nie mam zamiaru ani wracać do domu ani zabierać ją wszędzie ze sobą. Koniec rozmowy na ten temat. Muszę kończyć. – nawet nie czekała aż Agnes się rozłączy tylko wyłączyła się od razu. Rzuciła telefonem i podniosła się z łóżka. Ta rozmowa nie była zbyt udana. Zła była na Agnes. Domyśliła się, że ta namawia ją do powrotu do domu chociaż wprost tego jej nie powie. Wreszcie ubrała i zeszła do restauracji. Śniadanie jadła dość długo. Gdy spotkała się przed hotelem z managerem i koleżanką z kapeli nadal miała kiepski humor. Pokłóciła się z Davidem i w drodze do centrum handlowego mało się odzywała. Do spotkania z fanami miała jeszcze godzinę. Musiała spokojnie wszystko przemyśleć, bo w takim stanie nie mogła się z nimi widzieć. Nie mogła być opryskliwa w stosunku do fanów. Mogła przez to stracić ich sympatię. Wypiła kawę w towarzystwie Erika. Chłopak rozweselił ją i spokojnie mogła przystąpić do rozdawania autografów. Spotkanie trwało dwie godziny. Ręka już ją zaczynała boleć od pisania. Co chwilę pozowała do zdjęcia wymuszając jak najlepszy uśmiech. Nagle przed nią pojawiła się starsza od niej dziewczyna. Miała krótkie blond włosy i niebieskie oczy. W ręku trzymała zapieczętowaną kopertę. Wręczyła ją piosenkarce bez słowa. Dziewczyna ze zdziwieniem w oczach rozerwała ją jednym ruchem ręki i szybko przebiegła oczami po tekście: „ Maya. Mam nadzieję, że podczas koncertu nic się takiego nie wydarzyło. Nie mogłem wtedy być. Załatwiałem ważne sprawy. Muszę szybko się z Tobą zobaczyć, bo mam Ci coś do powiedzenia. Wiem, że niezbyt chętnie to zrobisz (jeśli w ogóle będziesz chciała mnie zobaczyć). Przepraszam za tamten wieczór. Wytłumaczę ci wszystko jak tylko się zobaczymy. To naprawdę bardzo ważne i jest związane z Twoim pochodzeniem i rodzicami. Spotkajmy się dzisiaj o 15 w tym samym miejscu. Jeśli nie pasuje Ci to napisz i wręcz list Omari. Martin” Piosenkarka szybko odpisała: „ Niestety nie mogę się tam spotkać z Tobą, bo obecnie jestem w Zurychu i pracuje nad nowa płytą. Jeśli naprawdę zależy Ci na spotkaniu ze mną to wyznaczam nową datę. Jutro o ósmej rano przed hotelem „Paradoise”. Będę czekać tylko 10 minut więc się nie spóźnij. Maya” Oddała list łuczniczce a ona bez słowa pożegnania oddaliła się. Całą drogę od portalu rozmyślała o tym czy ta dziewczyna naprawdę jest córką jej króla. Była bardzo podobna do niego. Miała jego piękne i mądre oczy i szelmowski uśmiech. Królowej Zoe nigdy nie widziała, więc nic na ten temat nie mogła powiedzieć. Przypomniała sobie jak pierwszy raz spotkała króla. Było to gdy miała zaledwie 7 lat. Błąkała się samotnie po królewskich lasach i polowała na zwierzynę. Uciekła od ojczyma i ukryła się w lesie. By przeżyć musiała nauczyć się strzelać z łuku. Nawet nic nie podejrzewając pewnego dnia ustrzeliła zająca. Okazało się, że w tym samym czasie polował na niego król. Zdziwiony zabrał małą Omari na zamek i kazał szkolić na łuczniczkę. Od tego momentu całkiem zmieniło się jej życie. Przeszła przez portal ukryty w pobliskich krzakach i zniknęła. Chwilę później zjawiła się komnacie Martina. Ten stał przy oknie i przypatrywał się ćwiczeniom żołnierzy. Łuczniczka wręczyła mu list i odeszła. Przeczytawszy list uśmiechnął się pod nosem. Usłyszał pukanie. - Proszę. W drzwiach stanął kapitan Aro. Stał z założonymi rękami i nie miał zamiaru wypowiedzieć słowa. Za to od razu Martin rzekł to co chciał usłyszeć Aro. - Jutro. Wtedy wszystko powiem. - Mam nadzieje, bo wiesz jakie to dla nas ważne. Bez niej będziemy musieli podjąć ostre środki. Rzucić wszystko na jedną kartę. - Wiem. - No to nie przeszkadzam. Powodzenia jutro. Maya wstała dosyć wcześnie. Nie była zadowolona z tego spotkania, ale on wiedział coś o jej rodzicach. Uwinęła się szybko i zeszła na dół. Jeszcze go nie było. Przypadkiem spotkała swoją perkusistkę. Umówiły się na popołudnie do kina. Dyskutowały o Davidzie gdy Maya spostrzegła zbliżającą się w ich stronę dziwną postać. Wiedziała, że to Martin. Miał ten sam długi czarny płaszcz. Przy lewym boku można było zauważyć jak coś odbija światło. Wiedziała, że to jego miecz. Stał dość długi czas w dalszej odległości by dziewczyna mogła spokojnie skończyć rozmowę. Przyjaciółki pożegnały się i rozstały. Maya podeszła do chłopaka. - Witam Pana – rzekła z uśmiechem na twarzy. - Cześć. Zastanawiałem się czy przyjdziesz. - Wiesz mam do Ciebie małą prośbę. Oddaj mi swój miecz. - Po co? - Wiesz to bardzo dziwne jak ktoś chodzi z mieczem przy boku. Będziesz wzbudzał zainteresowanie ludzi a tego chyba nie chcemy. Nie bój się będzie bezpiecznie leżał schowany w moim pokoju. Chłopak posłuchał dziewczyny. Wróciła po kilku minutach i wspólnie udali się na spacer. - Ile masz czasu? – spytał po chwili milczenia. - Nie mam pojęcia. David ma mnie poinformować co na dzisiaj zaplanował. Mam mieć dzisiaj popołudniu wizytę w radiu. A od jutra zaczynam pracę w studiu.. O czym chcesz ze mną porozmawiać? - Wiesz to trochę prywatna rozmowa. Może chodźmy do tego parku. Usiądziemy na ławce i pogadamy. - Wiesz parki jakoś dziwnie mi się kojarzy – rzekła z uśmiechem. - Domyślam się, ale obiecuje, że nic ci się nie stanie. Jest dzień i z tego co wiem mamy niewielkie wsparcie. Szli obok siebie w milczeniu, rozglądając się dookoła. Maya rozdała trochę autografów i pozowała do zdjęć. Wreszcie doszli do pobliskiego parku. Mróz szczypał w policzki, ale oboje nie byli zbytnio tym przejęci. Dziewczyna kupiła karmę dla ptaków. Stanęła przy stawie i zaczęła rzucać kaczkom jedzenie. - Mów to co chciałeś powiedzieć na temat moich rodziców. - To dość skomplikowane. Możesz w to nie uwierzyć ale jednak to co powiem to będzie prawda. - Zamieniam się w słuch. Tylko telefon wyciszę. Dziewczyna oparła się plecami o barierkę i spojrzała Martinowi w oczy. - Zaczynaj opowieść. Podczas opowieści rycerza Maya spoglądała na niego ze zdziwieniem. Niezbyt mogła mu wierzyć, ale starała się nie komentować tego co mówi. - Wiem, ze nie uwierzyłaś. Jak mam Ci udowodnić, że naprawdę jesteś następczynią tronu? - Nie mam pojęcia, ale musisz naprawdę się postarać żeby to zrobić. Bardzo trudno jest uwierzyć w takie bajki. Oboje zamilkli. - Wiedziałem. – wreszcie odezwał się Martin po dłuższej chwili ciszy.- Cholera. Będziemy musieli postawić wszystko na jedną kartę. Walka o byt. No cóż nie mam nic więcej ci do przekazania, ale zastanów się nad tym wszystkim co ci powiedziałem. Ukłonił się dziewczynie i odszedł. Maya po chwili go dogoniła. - Powiedz mi tylko jak ty się tu pojawiasz? - To proste. Jedna z czarodziejek wytwarza co jakiś czas portal łączący tamten świat z tym. Możesz oddać mi mój miecz? - Tak. Po pół godziny dziewczyna wręczała mu miecz. - Chodź ze mną pokaże ci ten portal. Wiem, że chcesz go zobaczyć. Jesteś podobna do matki. Królowa Zoe była bardzo nieufna w stosunku do ludzi ale zarazem bardzo ciekawska. Kapitan Aro jeśli rozpozna w tobie tego noworodka, którego widział przed wszystkim odda naszyjnik noszony przez królową. Dziewczyna podążyła za nim bez słowa. Nie miała…