Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

tancerz pana profesora

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stałem pod ścianą, otoczony towarzyszami studentami, a co najważniejsze towarzyszkami. Mój dar narracji pozwalał skupiac wokół ciekawskich słuchaczy. Po wakacyjnych wojażach w których zawsze powalałem w opwieściach najsilniejszych, uwodziłem najpiękniejsze, odzwiedzałem miejsca najurokliwsze. Snułem tego typu opowieści: - ...Tak i wtedy policjant mówi proszę dokumenty, ja takowych nie posiadałem. Więc dałem mu tylko prawo jazdy i zaświadczenie, że je mi skradziono. Spytał się czy wiem, dlaczego mnie zatrzymali. Ja odpowiedziałem, że rutynowa kontrola. Powiedział, że nie, stop przejechałem. Pomyślałem, rzeczywiście, musiałem przysnąc lekko. Kazal mi wskoczyc do radiowozu.- W drzwiach pojawił się mój wuefista z liceum, przekleństwo moich członków, kat. - Biegaj Kowalski, biegaj, co z ciebie za mięczak. Dawaj. haha, powietrza brakuje co? Haha...-...No i w tym radiowozie mówi mi zrób fikołek do tyłu, znaczy obrócił się tyłem, w sensie, że do tyłu. Plątałem się, język mnie zdradzał, to był język zakażony nie mną, rachityczny twór pełznący kulawo mi z ust. Nie dało się tego dalej ignorowac, jakoś musiałem okiełznac tą bestyję. - Dzień dobry.- Powiedziałem, ale tak, żeby było to anonimowe z grupki ulatującę, pokazujące moją znajomośc, a jednocześnie asekuracyjne w przypadku rozpoznania, że pozdrowiłem. NIestety obrócił się, wyszukał nadawcę z tłumu i od niechcenia odpowiedział. - Dobry. ...No i tam w radiowozie siedzę, a oni mówią, że czeka mnie ciągnięcie liny, liną, znaczy cholowanie i mandat za przejazd na stopie, na ...Nie mogłem, on dalej był, był tym swoim dobry. Rozsadził narrację, rozsadził koncept, pokazał pogardę. Byłem znowu tym cherławcem z liceum, dostającym piłką po głowie, kopiącym nieudolnie "futbolówkę". On swoim "dobry" wrócił całe zło. Schodził po schodach, nie mogłem opowiadac, trzebabyło jakoś wrócic na piedestał z którego spadłem. Skanowałem umysł, w poszukiwaniu pomocnego rozwiązania, nic nie przychodziło do głowy, totalna pustka. - Panie profesrze .-trzeba jakoś przytrzymac go , tylko dalej do głowy nic nie przychodzilo. - Co chciałes? - Spojrzał tylko zdawkowo.- Dalej piłki kopnąc nie umiesz?- Złapał mnie poniżej pasa, tego się nie spodziewałem, kurde, ale naiwny czasem jestem. - Tak, nie umiem, bo nie chcę sport to nie wszystko. Liczy się idea, umysł.- Spojrzał na mnie z pogardą. - Nie dośc, że żelazne nogi, to jeszcze zakuty łeb.- Tyle go widziałem, to była masakra. Ubódł mnie w głowę, ugryzł świnia tam gdzie się nie spodziewałem, w odsłonięte. Ogrom zdruzgotania wychodził twarzą, ręką, drganiem, pianą na ustach. Zacisnąłem dłonie w kułaki, miałem czas, miałem czas, dużo czasu. KOlejne dni mijały i mijałem też wuefistę na mieście, przemykającego szeleszcząc po mieście swoimi ortalionowymi spodniami, pomykając stopami, okutanymi w najnowsze buty sportowe. Krokiem zamieniał nierówny chodnik, w trakt olimpjski, uwznioślając papierki, patyki, charki, nadajc im kondycji, tchnąc wnicowując weń żyłkę sportową. Szukając luki w nim, sam ulegałem jego fizjognomii, urokowi, z podziwem oczekując przejścia na krawężnik, tak pięknie dynamicznego, nawet nie zarejestrowanego przez niego. Ileż on w sobie nosił potencjału, złapałem się na tym , ze biegałem za nim zaróżowiony, z uwielbieniem na twarzy i obłąkaniem. Mijały dni, tygodnie, cel za mgiełką czasu niewyrażniał wyrażnie. Switaniem pobudzony nowym, przypomniałem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
tancerz pana profesora — czytnik · opowiadania