Fantastyka · 6 min czytania
Tańczący z trollami
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tańczący z trollami
Poranek był naprawdę piękny. Słońce mozolnie zaczynało swą wędrówkę po niebie niebieskim aż do przesady, żeby nie powiedzieć - rzygu. Ptaki, bimbając sobie na wszelkie zakazy, wykonywały godowe pieśni, pełne romantyzmu, równie mdłego jak nieboskłon. Małą niepozorną ścieżyną, która nieustanniewgryzała się w połacie lasu, biegnąc ku nieznanym ziemiom, szedł młody przedstawiciel znakomitego cechu piekarzy. Był przerażliwie chudy, ba, patykowaty nawet. Głównie dlatego, że czeladzi dobrze nie karmiono, bito i ćwiczono natomiast nad wyraz dokładnie. Chłopaczyna zwał się Kropaczem, dostąpił niedawno 17 wiosny i chcąc to uczcić, zapoznał się z pewną ognistooką elfką, na kanwie towarzyskiej. Rano obudził się jednak spłukany i okradziony. Dziewczyna zapewne zabrała jego oszczędności by opłacić sobie dalszą edukację. Kropacza straszliwie bolała głowa i był nieco rozkojarzony, nic tedy dziwnego, że idąc leśną ścieżyną, wpadł prosto na ogromniastego trolla. Monstrum siedziało sobie na samym środku ścieżyny, budując zawzięcie mały zamek z kamyków. Miał dość małą głowę w stosunku do olbrzymiego cielska, pokrytego suchą skórą w kolorze zgniłozielonej papki z chwastów. Z pomidorowego nosa ciekły mu dziwne substancje, plamiąc przy okazji wyświechtaną kurtkę, i takież portki. Za trollem spoczywała maczuga, która nie była zapowiedzią miłego spotkania. Kropacz na widok stwora krzyknął cienko, niby wdowa z czwórką dzieci, gdy jej wytkniesz brak dziewictwa. U trolla, pochłoniętego budową, pisk ten spowodował drżenie wielkiej łapy, pochylonej tuż nad szczytem zikkuratu. Co za tym idzie, misterna konstrukcja rozleciała się na kawałeczki, wywołując w stwra minę bezgranicznej rozpaczy. Trolle znane były z głupoty. Wprost niezmierzonej. Szybko namierzając powód katastrofy, stwór spojrzał na Kropacza i ryknął przerażliwie. Poderwana z ziemi maczuga wykonała skomplikowany taniec nad jego głową. Piekarczyk zdrowo się przestraszył, przypomniwszy sobie jednak bajkę z dzieciństwa, postanowił monstrum oszukać. Zanim troll przeszdł od krzyku do mordu, chłopak uniósł grudkę ziemi i skruszył ją w dłoniach. - Głu... Zacny wojowniku! - krzyknął - Zostawże mnie, albowiem rozłupię twą czaszkę, tak jakoż to z tym kamieniem uczyniłem! Kropacz czuł się jak idiota, sądził, że w trollu drzemie choć kropla rozumu przodków i stwór się nie nabierze. Oj, jak chłpaczyna monstrum przecenił. Na dżwięk tych słów, zgniłozieloną gębę pokrył wyraz bezbrzeżnego zdumienia, ba, strachu nawet. - Wielki czarnoksiężniku! - zaryczł ,padając na mięsiste kolana, odrzucił przyrząd, służący agresji i…