zbrodnia · 4 min czytania
Tańczę w niechcianym teatrze
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Unurzany w błocie patrzyłem w jego zakrwawione oczy. Moje przekleństwo i wybawienie patrzyło z nienawiścią. Bezcelowa walka prowadząca na próg jestestwa. W końcu stało się to, na co czekał, a ja podświadomie przeczuwałem. Pokora. Niechciana lekcja sponiewierała nie tylko mnie, ale i Mateusza. Niegdyś przyjaciela, a teraz najbardziej zaciekłego wroga.
– Zmądrzałeś? – wycharczał, a ja nie zauważyłem, by w jego tonie było coś więcej niż ciekawość. – Zmądrzałeś, czy dalej chcesz pogrążać ludzi w twoich przeklętych marzeniach.
– Wiesz, że to przez Ciebie? Fanatyczna wiara we mnie, a później równie fanatyczna nienawiść doprowadziły do tego. Rozumiesz. To nie jest moja wina! – wykrzyczałem i zacząłem łkać.
Płakałem nad sobą, nad swoim zasranym życiem, a przede wszystkim nad głupotą. Niegdyś szczęśliwy i beztroski, teraz bez przerwy analizujący każdy krok, każdą decyzję. Potykający się o myśli, pozbawiony marzeń, w końcu dostrzegałem koszmar życia.
Część 22 / 2
A miało być tak pięknie. Świat kłaniał się i oferował karierę, zabawę, dziewczyny i mnóstwo przyjaciół. Korzystałem, ciesząc się każdą chwilą. Byłem zachłanny i tak też się zachowywałem. Czy można zachłysnąć się szczęściem, nie zauważając tego? Tak właśnie było. Brałem i tylko to mnie interesowało. A może rajcowało?
Kiedy zacząłem krzywdzić innych? Może źle zadaję pytanie. Od zawsze krzywdziłem i nie było żadnego "kiedy", tylko "jak mocno?". Kołyszące się nade mną jędrne piersi ze sterczącymi sutkami były oazą szaleństwa i pożądania. Mateusz widząc swoją dziewczynę w tej jakże seksownej pozie, w jednej chwili wszedł w świat obłędu i nienawiści. To wtedy nienawiść stała się przekleństwem bez końca drążącym jego myśli.
– Tak, to byłem ja – śmiał się, nie zważając na nóż wbity w jego brzuch. – Tęsknisz do mamy? – wciąż śmiał się…