Przygoda · 28 min czytania
Tango
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tomek byl ponad trzydziestoletnim singlem. Ze swoja ostatnia dziewczyna rozstal sie pare lat temu i od tamtego czasu nie wiazal sie z nikim. Finansowo powodzilo mu sie niezle. Mial stala dobrzeplatna prace i male mieszkanie w Warszawie. Ale czul nieustajaca wewnetrzna pustke i ciagle czegos szukal, choc tak naprawde nie wiedzial czego. Pewnego lipcowego dnia zdecydowal sie pojsc na pokaz tanga argentynskiego. Sam nie wiedzial dobrze skad ten pomysl u niego, bo pojecie o tangu mial niewielkie, i szczerze mowiac mialby klopoty z odroznieniem tanga od walca. Jednak cos go tam ciagnelo i postanowil sprobowac. Tymbardzie, ze mialy sie tam odbywac takze lekcje da poczatkujacych. Pod wskazanym adresem pojawil sie w sobote wieczorem. Byl spozniony. Gdy wszedl do kameralnej kawiarni na Starowce to impreza juz sie odbywala. Wewnatrz nie bylo duzo ludzi. Na srodku parkietu tanczyla tylko jakas para, zgrabnie poruszajac sie po scenie. Reszta rozsiana byla przy stolikach dookola. Tomek usiadl przy jednym z nich i zamowil wode mineralna. Swiatlo wewnatrz bylo przyciemnione, choc wyraznie widzial twarze i sylwetki ludzi siedzacych przy pozostalych stolikach. Wsrod obecnych dostrzegl atrakcyja kobiete, ktora siedziala niepodal. Usmiechnela sie do niego, gdy na nia patrzyl, a on odpowiedzial jej tym samym. Gdy tango sie skonczylo pomieszczenie wypelnio sie jasnym swiatlem. Wiekszosc ludzi poszla na parkiet. Przy stolikach pozostal tylko Tomek i ta atrakcyjna kobieta nieopodal. Tomek postanowil podejsc do niej i spytac, czy moze sie dosiasc. Nie miala nic przeciwko temu , wiec sie dosiadl. Przedstawili sie sobie. Na imie miala Ewa, i byla troche starsza od niego. Byla ladna i jednoczesnie seksowna. Miala duze zielone oczy i delikatne ramiona. Okazalo sie , ze Ewa mieszka w Lodzi. Tanczy tango juz wiele lat i robi to z nieustajaca pasja. Powiedziala mu, ze przyjachala tutaj dzisiaj specjalnie zeby zobaczyc argentynskich mistrzow, tych, ktorzy wlasnie przed momentem skonczyli tanczyc. Ewa byla troche rozdarta pomiedzy rozmowa z Tomkiem a checia pojscia na parkiet. Po chwili zapytala go czy nie poszedl by z nia zatanczyc, a on odparl jej, ze chetnie by to zrobil ale nie umie tanczyc tanga. Odpowiedziala, ze nie szkodzi bo ona pokaze mu kroki. Tomek byl spiety, gdy poruszali sie niezgrabnie po scenie pomiedzy wirujacymi parami. Gdy skonczyli, podziekowal jej za ta krotka lekcje, i powiedzial, ze chce wrocic do stolika, ale bedzie tam na nia czekal. Usmiechnela sie tylko i wrocila tanczyc. Po chwili podszedl do niej Argentynski mistrz i poprosil do tanca. Zatanczyli. Byla niewatpliwie krolowa parkietu. Swoim urokiem oczarowywala tanczacych wokol niej mezczyzn, a kobiety z trudem ukrywaly w sobie zazdrosc. Argentynski mistrz tanczyl z nia kilka razy pod rzad. A ona tanczyla z pasja cieszac sie kazdym krokiem i kazda chwila na parkiecie, jednak tanczac, nie zapomniala o Tomku, i pozdrawiala go, a on odpowiadal jej tym samym. Tomek ucieszyl sie, gdy wrocila. Saczac powoli wode mineralna ze szklanki przypominajacej duzy kielich zapytala go motywy przyjscia tutaj. Odpowiedzial jej, ze po prostu chcial zobaczyc jak ludzie tancza tango, ale nie przypuszczal, ze bedzie spedzal wieczor w tak milym gronie. Usmiechnela sie cieplo slyszac to. Ewa opowiadala tez o sobie. Mowila, ze nie zawsze dobrze sie czuje na tego typu imprezach, szczegolnie, tutaj, w Warszawie, gdzie, ludzie staraja sie ciagle cos udowadniac, jej, i wszystkim dookola, i ze bardziej swobodnie czuje sie z ludzmi poza Polska, gdzie miala okazje tanczyc na podobnych imprezach. Dobrze im sie rozmawialo ze soba. Duzo zartowali, i mieli ochote mowic o sobie coraz wiecej. Byli troche na uboczu tego calego tanecznego towarzystwa dookola nich. W koncu zdecydowali sie opuscic local i udac sie na spacer po starowce. Po wyjsciu Ewy argentynski mistrz usiadl samotnie przy stoliku, i ze smutna mina saczyl czerwone wino. Tamtego wieczora nie zatanczyl juz ani razu. Byl cieply, lipcowy wieczor, gdy spacerowali po Placu Zamkowym na Warszawskiej Starowce. Otaczaly ich kolorowe swiatla, ktore odbijaly sie jasnym blaskiem od wypolerowanych chodnikow. Kontury dachow pobliskich kamienic tonely w ciemnosciach. Bylo juz pozno, wiec nie bylo tam duzo ludzi. Czasami ktos tylko przemknal w pospiechu, i poza znieruchomialym pijaczkiem ktory stojac na wypolerowanym chodniku rozkoszowal sie blaskim swiatel pociagajac jednoczesnie z flaszki ktora mial ze soba, nie bylo nikogo. Zatanczyli na tym niezwykly parkiecie. Tomek zaskoczony byl wlasna smialoscia i tym, ze potrafil prowadzic Ewe jak zawodowy tancerz. A jej podobal sie ten klimat dookola i jego fantazja, byla po raz kolejny tego wieczoru krolowa tanca. Kolysali sie miarowo wokolo Pomnika Zygmunta. Ich taniec wyrwal z amoku nawet owego pijaczka , ktory teraz patrzyl zduminy na ten niezwykly nocny spektakl. Gdy skonczyli zaczal klaskac, a oni pozdrowili go rozbawieni i poszli dalej. Szli pustymi ulicami starego miasta i rozmawiali o sobie. Ewa czula sie bezpiecznie przy nim choc znala go zaledwie chwilke. Zerkala na niego zalotnie a on widzac to czul w sobie cieplo i pragnal jej. Podobali sie sobie wzajemnie. Ich nocna wedrowka powoli dobiegal konca, Ewa powiedziala, ze musi wracac. Samochod miala zaparkowany nieopodal starowki na strzezonym parkingu. Tomek odprowadzil ja tam. Pozegnali sie. Ucalowala go w policzek zanim wsiadla do auta, a on powiedzial jej, ze chcialby ja jeszcze spotkac. Usmiechnela sie. Wymienili sie numerami telefonow. Podziekowala mu za mily wieczor i odjechala. Tomek dlugo patrzyl na znikajace swiatla jej auta, a gdy zniknely ruszyl w strone pustej starowki. Tamtej nocy dlugo nie mogl zasnac, duzo myslal o Ewie i o tym czy bedzie mial jeszcze okazje ja spotkac. Nastepnego dnia obudzil sie niewyspany, ale szczesliwy. Caly czas mial w pamieci wydarzenia poprzedniego wieczora. Jakims cudem udalo mu sie umyc, zrobic kawe i wyjsc do pracy. W pracy caly dzien gapil sie bezproduktywnie w ekran komputera, az jego wspolpracowniczka Jola spytala czy dobrze sie czuje. Powiedzial, ze OK, tylko jest troczhe niewyspany. Z utesknieniem czekal na godzine 15 by moc wreszcie dac noge. Po pracy udal sie na Plac Zamkowy, ktory w blasku slonca tracil swoj wyjatkowy wymiar. Dookola niego krecilo sie mnostwo turystow, ktorzy co chwile robili sobie zdjecia. Tomek stanal dokladnie w miejscu gdzie poprzedniej nocy tanczyl z Ewa, i tanecznym krokiem ruszyl w strone Pomnika Zygmunta. Japonscy turysci widzac to usmiechneli sie do niego a on pozdrowil ich i poszedl dalej. Bardzo chcial przezywac jeszcze podobne chwile jak te wczoraj. Wiedzial, ze zrobi wszystko zeby moc ponownie spotkac sie z Ewa. Gdy sie rozstawali Ewa powiedziala mu , ze napisze, wiec nie pisal do niej, choc mial na to wielka ochote. Z niecierpliwoscia czekal na jakis znak od niej. I gdy po kilku dniach zaczal pisac smsa zeby przypomniec o sobie, dokladnie w tym samym momecie dlugo oczekiwana wiadomosc nadeszla. Ewa zapytala go w niej czy nie mial by ochoty wybrac sie z nia gdzies na pare dni. Zadzwonil do niej. Gdy rozmawiali cieszyl sie, ze znowu moze ja slyszec. Okazalo sie, ze Ewa podobnie jak on uwielbia Tatry, wiec postanowili, ze spedza tam wspolnie kilka najblizszych dni. Umowili sie, ze Tomek pojedzie sie do niej do Lodzi skad wspolnie, samochodem Ewy, pojada na poludnie. Nastepnego dnia udal sie na Dworzec Centralny skad pociagi do Lodzi odchodzily z czestotliwoscia tramwajow komunikacji miejskiej, wiec nie sprawdzil nawet wczesniej rozkladu, po prostu kupil bilet i wsiadl do czerwonego nowoczesnego pociagu. Po chwili byl juz w drodze. Pociag jechal szybko nie zatrzymujac sie czesto. Gdzies w polowie drogi za oknem zrobilo sie niezwykle zielono. Krajobraz urozmaicaly niewielkie wzniesienia , a gdzies pomiedzy nimi pojawialy sie kolorowe domki malowniczych wsi. Zielone wzniesienia zaczely mu sie jawic jak morskie fale, a owe kolorowe domki jak malenkie lodzie kolyszace sie na nich. I gdy juz tak odlatywal na dobre to z medytacji wyrwal go konduktor, ktory zapytal o bilet. Po godzinie z kawalkiem pociag zaczal zblizac sie do Lodzi. Za oknem w oddali pojawily sie blokowiska i dwa olbrzymie kominy. Pociag zatrzymal sie na stacji Lodz Widzew. Tomek patrzyl przez szybe na nieznany mu swiat. Nie mial okazji czesto bywac w tym miescie. Wlasciwie byl tam tyko raz na szkoleniach z pracy, zaledwie dwa dni. Jego swiadomosc na temat tego miasta nie wykraczala za bardzo poza ogolnie przyjete stereotypy, ze Lodz jest szara, smutna i biedna. No ale teraz patrzyl na to miejsce troche inaczej, raczej z ciekawoscia niz z niechecia. Usmiechnal sie w duszy do siebie, gdy uswiadomil sobie, jak piekna kobieta moze zmieniac sposob myslenia. Tymczasem pociag dotarl do dworca Lodz Fabryczna w centrum Lodzi. Tomek wysiadl i wraz z gestym tlumem ruszyl niepewnie przed siebie. Ewa czekala nieopodal. Ucalowala go w policzek na powitanie i powiedziala, ze cieszy sie, ze przyjechal. A on przez chwile sprawial wrazenie spietego, ale chwile pozniej gdy na nia spojrzal to dotarlo do niego jej naturalne cieplo, i nie mial juz watpliwosci, ze znajduje sie dokladnie tam gdzie powinien. Na parkingu otworzyla bagaznik swojego auta, a on wlozyl tam swoj plecak. Gdy juz to zrobil to stanal przed nia wzial jej prawa reke, nastepnie podniosl ja do gory i delikatnie sprowokowal do tanecznego obrotu. Ewa zrobila to z ochota. Powiedziala, ze beda tanczyc tak czesto jak to tylko bedzie mozliwe, i umiechnela sie tajemniczo. Bylo juz dosyc pozno gdy zostawili za soba Lodz. Jechali gierkowka. Mijali kolejne miejscowosci i wsie. Gdy przejezdzali przez las rozlozony po obu stronach drogi Tomek delkatnie zaczal masowac jej ciepla dlon ktora trzymala na drazku biegow. Oboje poczuli nagla fale ogarniajacego ich ciepla. Pragneli dotykow i wzajemnych pocalunkow. Ewa zjechala z trasy w lesna drozke i po kilkudziesiesiciu metrach zatrzymala auto. Zaczeli sie calowac namietnie, a nastepnie kochali sie dlugo i energicznie. Gdy skonczyli lezeli w ciszy na tylny siedzeniach. Tomek delikatnie glaskal ja po glowie. Nie spieszyli sie nigdzie, byli wolni i chcieli sie cieszyc dokladnie ta chwila ktora byla obecnie. Ich podroz z Lodzi do Zakopanego spokojnie mogla by znalezc sie na liscie guinnessa na najdluzsza podroz pomiedzy tymi dwoma miastami. Pomiedzy Lodzia a Krakowem zatrzymywali sie jeszcze wielokrotnie zeby sie kochac. Nie mogli i nie chcieli wstrzymywac wlasnych pragnien wiec robili to w roznych dziwnych miejscach, wsrod falujacego od wiatru zlotego zyta, gdzie pewna przeszkoda byly pszczoly i inne owady w wielkich ilosciach fruwajace dookola nich, czy tez obok zapomnianego przez ludzi niewielkiego jeziora ktore odkryli kolejny raz zjezdzajac z trasy. Nie chcieli jechac w nocy wiec postanowili spedzic ja w motelu ktory znajdowal sie tuz przed Krakowem. Wzieli przytulny dwuosobowy pokoj z wielkim lozkiem i lazienka. Nie mieli ochoty kochac sie tam. Smiali sie, ze nie ma to jak polskie krajobrazy, pola i lasy. Po kapieli polozyli sie. Przytuleni do siebi dlugo rozmawiali. Ewa nie chciala za duzo mowic mu o swoim zyciu prywatnym. Powiedziala mu tylko, ze ma corke, ktora bardzo kocha, i meza z ktorym zyje w separacji. Calujac go powiedziala, ze pragnie w tym momecie bliskosci i odrobine szalenstwa, i cieszy sie, ze moze byc wlasnie w tej chwili z takim mezczyzna jak on. A on nie mial watpliwosci, ze spotkal niezwykla osobe. Od dawna zadna kobieta nie pocigala go tak jak Ewa. Czul sie przy niej niezwykle swobodnie ufal jej jak staremu przyjacielowi choc znal ja zaledwie pare dni. Oboje mieli za soba dobry dzien, co z kolei wplynalo na to, ze ich sny tamtej nocy byly glebokie i spokojne. Nastepnego dnia wyruszyli dosc wczesnie. Dzien byl bezchmurny i pogodny. Do Zakopanego dotarli po poludniu. W pierwszym napotkanym kiosku kupili gazete zeby znalezc jakies ogloszenia o noclegach. Zadzwonili pod pierwszy numer ktory znalezli. Gospodarz ktorego wybrali sprawnie pokierowal ich do chalupy w ktorej mieli spedzic najblizsze dni. Czekal on na nich na podworku obok drewnianego domu w stylu zakopianskim. Wniesli swoje plecaki na pierwsze pietro gdzie znajdowal sie ich pokoj. Podloga skrzypiala gdy po niej stapali. W ich pokoju znajdowaly sie tylko dwa jednoosobowe lozka i drewniany stolik z krzeslami. Z okna widac bylo Tatry. Gospodarz domu okazal sie typowym zakopianskim gawedziarzem . Przysiadl sie do nich gdy siedzieli na lawce przed chalupa i jak gdyby nigdy nic zaczal rozmowe. A potem gadal nieustannie o pogodzie i o roznych innych regionalnych ciekawostkach. Tomek powoli przyzwyczajal sie do tego, ze wiekszosc napotkanych przez nich facetow popisywala sie przed Ewa, nie lubil tego ale staral sie to zaakceptowac. Podczas rozmowy okazalo sie, ze ich gospodarz nigdy nie byl nigdy na wyprawie w gorach, ktore mial nieomalze na wyciagniecie reki. Wieczorem postanowili udac sie na spacer na Kropowki. Spacerowali tam wsrod wielonarodowego kolorowego tlumu. Trafili akurat na jakies regionalne swieto wiec na glownej ulicy Zakopanego odbywaly sie roznorakie imprezy teatralne i muzyczne. Stragany wypelnione byly roznymi regionalnymi duperelami i przysmakami. Ewa czula sie tutaj jak ryba w wodzie, i ciagnela Tomka od jednego miejsca gdzie ludzie skupiali sie zeby zobaczyc jakies widowisko, do drugiego, byla przy tym jak ognista iskierka zwawo tanczaca nad plomieniami. Staneli na dluzej przy goralskiej kapeli przy ktorej tanczyli mali gorale. Ewa dolaczyla do nich probujac tanczyc tak jak oni. Wsrod okalajacego kapele tlumu rozlegly sie oklaski i okrzyki zachety dla niej. W slad za nia poszedl Tomek i jeszcze pare innych smialkow. Wszyscy bawili sie wysmienicie. Okazalo sie, ze wsrod paru smialkow probujacych tanczyc zbojnickiego byla takze urocza para Anglikow, ktorzy tak jak Ewa i innymi wyszli na srodek i przylaczyli sie do zabawy. Nastepnie…