Fantastyka · 6 min czytania
Tango z Aniołem cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wschodzące słońce nie napawało nadzieją na nowy nadchodzący dzień. Tym razem anioł bał się tego co może się stać gdy wzejdzie. Obserwował ziemię. Widział jak promienie słońca dają życie roślinom. Dla niego miały nieść śmierć. Pogodził się z tym. Chociaż wiedział że Lena nie podda się i zrobi wszystko by mu pomóc, pogodził się z porażką. Świadomy jej zdolności nadal się bał. Był prawie pewien że demon zdobył odpowiednią broń skoro przebywał w piekle. Nie każdy wie jak można zabić anioła, demon jednak wiedział doskonale. Czas by iść do wojowników. Musiał wyjaśnić im strategię. Wyszedł do zebanych aniołów, które szykowały swą broń. Przed sobą miał sześćdziesięciu gotowych umrzeć wojowników, wśród nich dostrzegł Elżbietę i przywołał ją do siebie. - Elżbieto co ty tutaj robisz? - spytał bojąc się odpowiedzi - Jak to co? Idziemy walczyć. Mam miecz, umiem dobrze nim władać... - odpowiadała tak jakby to było naturalne że anielice ruszały do walki z demonami. - Nie. Nie możesz iść. Nie rozumiesz? Nie jesteś wojownikiem. Serafini nie chodzą na wojnę nawet jeśli są mistrzami w walce! - nie chciał na nią krzyczeć, ale nie mógł pozwolić by narażała się na takie niebezpieczeństwo. Uśmiechnęła się tylko. - I tak wiesz że pójdę. Nikt mi nie zabroni nawet ty. Z resztą nie mogę pozwolić by tobie... to jest komuś stała się krzywda - zmieszała się i lekko zarumieniła - koniec tematu! - podniosła lekko głos i rozplynęła się w powietrzu. Teraz był bezsilny. Miała rację wiedział że pójdzie. Najgorsze było to że wiedział dlaczego ona tego tak bardzo chce. Kochała go i chciała go bronić. Podejrzewał że będzie w stanie zabić jeśli ktoś zamierzy się na niego mieczem lub czymkolwiek innym, co było równoznaczne z opuszczeniem raju. Walczyła o niego jednak jego serce należało do Leny i Elżbieta dobrze o tym wiedziała. Bądź co bądź nie chciał jej ranić. Z zamślenia wyrwał go głos Kajusza. - Przyjacielu wojownicy czekają - w jego oczach dostrzegł spokój, dłoń którą Kajusz położył na jego ramieniu dodała mu otuchy. Skinął głową w jego stronę i odwrócił się do zebranych. - Wojownicy! - głos miał teraz potężny i donośny jak dzwon. Jako przywódca musiał wykazać się siłą i pewnością siebie. Rozłożył bardziej skrzydła. - Przyjaciele. Dziś czeka nas ciężka próba. Wróg nie okaże litości. Nie mogę mieć pewności co do tego czy znalazł Rzekę Lucyfera, jednak jest to bardzo możliwe. Nie możemy jednak... - Zabije nas wszystkich jeśli ją znalazł! - z tłumu dobiegał krzyk młodego wojownika - dwa uderzenia i nie będzie po nas śladu - Filonie, nie przerywaj mi. Wiemy że do tej rzeki bardzo trudno się dostać. Nie każdy wie gdzie ona w ogóle się znajduje - anioł starał się być opanowany