Fantastyka · 21 min czytania
Taniec Bogów - Światło jest lewą ręką ciemności
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Taniec Bogów
Światło jest lewą ręką ciemności
Opowiadanie dedykuję Carlin i Geraltowi, którzy zgodzili się mi pomóc oraz Aliarii i Jainie, które kazały mi je koniecznie wysłać.
W opowiadaniu występują nazwy oręża, które mogą być wam nieznane. Ich krótki opis znajdziecie na końcu opowiadania.
1
Kim jesteśmy? Dobre pytanie… Samir, mój przyjaciel, odpowie na nie błyskawicznie. Spojrzy z niesmakiem na swojego rozmówcę. Uda ciężkie zamyślenie – usiądzie, położy rękę na stole, zaciśnie pięść i dotknie nią czoła. Zamknie oczy. Przez chwilę pozostanie w tej pozycji. Westchnie. Potem gwałtownie podniesie się i wrzaśnie: Bogami, kurwa, aniołami, demonami? A może jakimiś, kurwa, ufoludkami? Jakie to ma znaczenie? Cóż znaczy nazwa? Jesteśmy tym wszystkim! Ludzie tacy jak ty… – tu zapewne z pogardą spojrzy na delikwenta, który był zbyt dociekliwy –…zwą nas różnie, ale my jesteśmy… Kurwa, czym jesteśmy, Natchaniel? – Jak zwykle spojrzy na mnie, ale nie da mi odpowiedzieć. – Jesteśmy, kurwa, popierdolonymi herosami! Naginamy prawa natury… Jesteśmy niezniszczalni! Taaa… Jesteśmy BOGAMI! To najlepsze określenie! – Zapewne ostatnie dwa zdania wykrzyczy, po czym zetnie głowę rozmówcy. Jesteśmy bogami, o tak. Czy słyszeliście o teleportacji? Lataniu? Telekinezie? Pewnie tak. My się z tym rodzimy. O tak… I tu od razu przychodzi mi do głowy nasze hasło. Hasło? Może lepiej przysłowie? Nie… Nie da się tak łatwo wyjaśnić znaczenia tego krótkiego zdania. Musicie mi wybaczyć, ale choć widziałem początek świata, choć znam wszystkie języki, to nie ma takich wyrazów, które w pełni oddałyby sens tego ciągu liter… Niemniej spróbuję. To pojedyncze zdanie określa nasz byt, jego zamknięty cykl. Oto ono: Światło jest lewą ręką ciemności. Nie tego się spodziewaliście, jak sądzę. „To ma być to wielkie zdanie?” – myślicie. Cóż, jego sens jest trochę głębszy niż może się zdawać początkowo. Plotę bzdury. Treść jest przejrzysta…nie ma żadnego ukrytego sensu. Podejrzewam, że nie jesteście jednak w stanie w pełni zrozumieć jego istoty. Czemu właśnie ono? Cóż takiego w nim jest? Gdzie tu wyjątkowość? Mógłbym długo tłumaczyć wam jego nieprzemijalność i niezwykłą wartość, a nawet precyzyjność. Jak mówię…mógłbym. Tylko po co? Katują was tym na lekcjach literatury, dawniej torturowali, wbijając do głów siedem tajemniczych sztuk wyzwolonych. Ja chciałem wyjaśnić to możliwie przystępnie. Opowiem więc pewną historię. Ona powinna wszystko objaśnić…
2
Część 22 / 2
Jest tylko kilka rzeczy, które mimo upływu czasu nie zmieniają się nigdy. Pozostają żywe w każdym czasie i miejscu. To pieniądze, władza, prawa ekonomii i… wspaniały, cudowny seks. W małym pokoiku panowała cisza, którą mącił od czasu do czasu śpiew ptaków. Natchaniel wyciągnął rękę w kierunku zegarka, stojącego obok łóżka na szafce nocnej i nacisnął guzik. Odezwał się nieczuły, elektroniczny, kobiecy głos: -Siódma pięćdziesiąt sześć. - Dziwka – jęknął. Przetarł dłońmi kąciki oczu, westchnął i usiadł. Jego wzrok spoczął na sylwetce ukrytej pod cienką kołdrą. Czule pogłaskał głowę Anny. Obróciła się i spojrzała na niego z uśmiechem. W jej niebieskich oczach tańczył radosny błysk. Była naprawdę piękna. Miała to coś, co posiadają prawdziwe kobiety i co tak pociąga mężczyzn – w szczególności jego. Chyba było to spojrzenie, zarazem kuszące, ale i niewinne. - Idziesz? – zapytała, choć właściwie znała odpowiedź. - Tak, Aniu… To była wspaniała noc. – To mówiąc pochylił się i pocałował ją w policzek. –Mam małą sprawę do załatwienia. Westchnęła. Spojrzała mu w oczy. To wystarczyło, aby zrozumieli się bez słów „Wrócisz?” „Oczywiście” „Kocham cię” „Jesteś mą miłością” Zsunął z siebie kołdrę, usiadł na brzegu łóżka i powoli się podniósł. Że też akurat dzisiaj musimy to zrobić. Parszywe życie, ale przyjacielowi trzeba pomóc – pomyślał. Cicho jęknął i udał się do łazienki. Zimny prysznic. Zawsze uważał, że człowiek, który wynalazł prysznic, był geniuszem i dokonał największego odkrycia na świecie. Mężczyzna skupił się na wycieraniu, a potem rozpoczął przechadzkę po mieszkaniu, aby znaleźć porozrzucane ubrania. Poszukiwania szły mu topornie, bowiem Anna z głupim uśmiechem obserwowała jego poczynania i komentowała je złośliwie. Chodził nago, bo po co zasłaniać się ręcznikiem? Nigdy nie mógł pojąć, czemu większość ludzkości w nocy uprawia seks, a rano chowa się pod pościelą czy inną szmatą i wstydzi swojego ciała. Po długich poszukiwaniach znalazł wszystko, ale nie mógł zrozumieć jak to możliwe, że jego ciuchy walały się wszędzie – majtki wiszące na kloszu pod sufitem były szczytowym osiągnięciem wczorajszego wzajemnego rozbierania się. Kiedy się ubrał, zerknął na ukochaną i powiedział na odchodnym: - Ty to masz rozrzut! Nie mogłaś ich rzucić na ziemię? Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z mieszkania. Szczęście mu dopisało, bowiem zapowiadała się ładna pogoda, więc luźna hawajska koszula i sięgające kolan zielone spodnie pasowały idealnie. Lekko przyklęknął, po czym wzbił się w powietrze. Jedynymi świadkami tego wydarzenia były grasujące wśród kubłów koty.
3
Stali na dachu ośmiopiętrowego budynku.Młody brunet w hawajskiej koszuli z espadonem1 i blondyn w czarnym garniturze z shuangou2. Gdyby ktoś ich zobaczył, musiałby doznać wstrząsu na widok biznesmena z hakiem i handlarza czy rybaka z ogromnym mieczem. Trwali w pełnym skupieniu, wiatr rozwiewał im włosy. W kompletnej ciszy jednocześnie ruszyli ku drzwiom. Początkowo rozważali możliwość sfrunięcia na dół, ale widok dwóch ludzi wiszących w powietrzu na wysokości szesnastu metrów zbyt rzucałby się w oczy i rodził zbyt wiele komplikacji. Zeszli dwa piętra w dół. - Nat… dzięki. Tam powinno być ich trzech… - szepnął Samir - Już mi to mówiłeś. A ja ci powiedziałem, że skoro ktoś coś ma do moich przyjaciół, to ma coś i do mnie – odparł cicho i stanowczo. - Dzięki stary! Ratujesz mi, kurwa, moje cholerne dupsko. Zamilkli. Zaczęło się odliczanie. Teraz powinni wpaść do środka i rozstrzelać dupków, jak na głupich filmach sensacyjnych. Problem w tym, że amunicja nic by im nie zrobiła. W przeciwieństwie do starej, dobrej średniowiecznej broni – myślał Nat. Samir potężnie kopnął drzwi, które z hukiem wpadły do środka, a brunet podążył zaraz za nimi. Nat dostrzegł rudowłosego mężczyznę rzucającego się po miecz. W dwóch susach dotarł do przeciwnika i szybkim, pionowym cięciem odrąbał mu ręce. – Matka nie nauczyła cię telekinezy, skurwielu? – rzucił w przestrzeń. Usłyszał szelest. Dosłownie w ostatniej chwili postawił stopę na brzegu fotela i przydusił – mebel przechylił się i niemal w tym samym momencie wbiły się w niego groty strzał. Wyprysnął w powietrze niczym pocisk. I naraz zrozumiał, że popełnił niewybaczalny błąd. W cień za nim ruszył wróg. Błyskawiczny ruch i ostrze Saja3 wgryzło się w jego ramię. Spadli na dół. Natchaniel czuł, jak przy każdym ruchu wyostrzona klinga pogrąża się głębiej w jego ciele. Przeciwnik sięgnął do pasa po drugi sztylet i wziął zamach… - Niech ci się dziecko urodzi! – krzyknął Nat Obelga wydawała się śmieszna, wręcz żałosna, ale wśród nich waga tych słów była niebywała. Ostrze posunęło ku piersi. Tak się dać załatwić! Po tylu latach! Jak nieopierzony dzieciak… - pomyślał Natchaniel. Kątem oka dostrzegł, że Samir celnym uderzeniem wbił hak w rękę trzeciego z przeciwników. Ostrze najwyraźniej zaklinowało się na kościach, bo obrócił się, pociągając za sobą mężczyznę, i uniósł miecz. Krótki błysk i martwy przeciwnik zawisł na głowni. Naraz miecz stał się uchwytem maczugi, a ciało jej końcem. Makabryczny pocisk z niesamowitą szybkością i siłą zderzył się z człowiekiem ściskającym Saję. Rozległ się trzask pękającego kręgosłupa. - Kurwa… Co to, do pierdolonej kurwy, było, Nat? – wykrzyczał blondyn. Nat podniósł się, wzruszył ramionami, uśmiechnął się bezczelnie i rzekł: - Sprawdzałem twoje umiejętności, Samirku… Samir pokręcił z niezadowoleniem głową. - Jesteś cholernie porąbany – jęknął. – Naprawdę nie wiem, jak to możliwe, że tak długo przeżyłeś, a na dodatek jesteś, kurwa, lepszym wojownikiem ode mnie…To niepojęte! –powiedział z niedowierzaniem, po czym kopnął pobliski wazon, który błyskawicznie pofrunął w stronę Nata. Naczynie zatrzymało się tuż przed jego głową i zawisło w powietrzu. - Ja pierdolę! Teraz to używasz mocy, a jak ten skurwiel ze scyzorykami na ciebie leciał, to, kurwa, nie mogłeś? - Dałem się zaskoczyć – przyznał w końcu Natchaniel. - No, dałeś. Przyprawisz mnie o zawał serca! - Nie możesz go dostać – powiedział Natchaniel i uśmiechnął się. - Mogę! Przy tobie, kurwa, mogę i szlag z naszymi zdolnościami, przy tobie, kurwa, dostanę! – powiedział i otarł czoło z potu. - Zmykajmy stąd, Samir – odparł spokojnie Nat. - O tak, w końcu coś mądrego mówisz i chcesz zrobić. No to zapierdalajmy stąd. - Samir? - Co? - Mówił Ci ktoś, że nadużywasz przekleństw? - Kto, kurwa? Ja?! A za cholerę, ja, kurwa, nigdy nie ośmieliłbym się używać tych popierdolonych wulgaryzmów! Za kogo ty mnie, kurwa, masz, co? –zapytał i uśmiechnął się bezczelnie. Zanim opuścili pokój, Nat wypowiedział jeszcze jedno zdanie. -Wolałem cię jako średniowiecznego rycerza-amanta. Byłeś słodki, uroczy i taki kochany… -Spierdalaj! – warknął Samir.
4
Podejrzewam, że już domyślacie się istoty wspominanego przeze mnie zdania. Jeśli nie, to na najbliższych stronach rozwieję wasze wątpliwości. Dziecko…Szczęście czy przekleństwo? Jak łatwo to małe, bezbronne istnienie może przewrócić twój świat do góry nogami i zmienić go na lepsze. Chyba że jesteś taki jak ja…
5
Była taka szczęśliwa. Czyż to nie jest najpiękniejszy dzień w moim życiu? –myślała. Jeszcze raz spojrzała na wynik testu. Jego rezultat tak ją ucieszył! Biegła najszybciej jak mogła. Prosto do kuzyna. Tak bardzo chciała powiedzieć o tym Natchanielowi… Niestety on był daleko stąd, w innym mieście, wraz z kilkoma ludźmi z mafii, do której należał. Od początku wiedziała, że należy, chociaż nie znała szczegółów. Wierzyła, że teraz z niej odejdzie. Ich dziecko usunie tę ostatnią przeszkodę. Dobiegła do dwupiętrowej willi. Wyciągnęła klucze, otworzyła furtkę i…