Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 16 min czytania

Taniec hormonów.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Co mu zrobisz? - zapytałem Kamila. Wciąż pamiętam jak bardzo byłem wtedy ciekawy, jaką torturę przygotował dla Krzyśka. - Zobaczysz. Mutant będzie płakał, jak z nim skończę – zaśmiał się dziko.

Nie miałem wtedy wątpliwości, że Kamil spełni obietnicę. W okrucieństwie potrafił wykazać niezwykłą pomysłowość. Nie był zbyt inteligenty, ale oprawcy nie muszą być członkami mensy.

Patrząc z perspektywy prawie dziesięciu lat, na to co się wtedy wydarzyło, wstyd mi. Czuję obrzydzenie dla swoich zachowań i pragnień. Jednak nie obwiniam się zbyt długo, byłem taki jak reszta rówieśników. Poza tym, życie toczy się dalej.

Szliśmy szkolnym korytarzem. Tłum zwiększał się z każdym krokiem. Dzieciaki krążyły wokół nas, jak satelity na ziemskiej orbicie. Krzysiek był za szkołą. Wyszedł na papierosa. Szkodliwość palenia czasem objawia się w wyjątkowy sposób. Mógł zostać w budynku, nikt by go nie wyciągnął na siłę. Może jedna lekcja by wystarczyła, aby zamiary Kamila uległy zmianie? Jednak skąd Mutant mógł o tym wiedzieć?

Przezwisko to otrzymał nie od razu. Stało się to po jego pierwszej przegranej bojce. Tej, która na zawsze odmieniła jego szkolne życie. Trafił do nas na początku szóstej klasy. Nic nie wskazywało, że stanie się największym znanym mi kozłem ofiarnym. Seplenił, ale wyglądał normalnie. Wysoki, szczupły, o czarnych włosach i równie czarnych oczach. Może nawet podobał się kilku dziewczynom. Teraz już nikt tego nie pamięta. Wszystkim wydaje się, że od samego początku był nieudacznikiem. To nie prawda.

Zaczęło się dość niewinnie. Czuliśmy wobec niego nieufność. Był nowym, nikt nie lubi nowych. Jednak okazało się, że nie jest z nim tak źle. Nie był kujonem, potrafił grać w kosza. Wysocy dorastając, mają problem z koordynacją ruchową. Strzelają do góry, jak sosny, a organizm nie może sobie z tym poradzić. Krzysiek był wyjątkiem pod tym względem. Powoli zaczynał się wtapiać w tło. Każdy ma, jakieś swoje wady i dziwactwa. Dzieciaki potrafią wiele zaakceptować.

Nie z powodu rzeczywistej wrogości, ale dla sportu, z chęci udowodnienia przewagi, Rafał Janski zażądał pojedynku od Krzyśka. Była by to bardzo nieuczciwa konfrontacja. Rafał potrafił się bić, był zaprawionym w bojach szkolnym chuliganem. Mutant, jako nowy nie posiadał protektorów, nie miał się kto za nim wstawić. Mógł walczyć i przegrać z honorem, ryzykując jakieś uszkodzenie ciała. To było mało prawdopodobne, nie pamiętam ciężkiego pobicia na szkolnym „ringu”. Inne rozwiązanie polegało na przyjęciu kilku kopniaków i przełknięciu hańby. Szybko by o tym zapomniano, nikt nie wymaga od Dawida zwycięstwa nad Goliatem. Niestety Krzysiek wybrał najgorszą, lepiej powiedzieć, najgłupszą opcję. Poprosił starszych chłopaków o ochronę. Oczywiście musiał ich jakoś przekupić. Zapłacił paczką „Marlboro”. Uratowali mu skórę. Janski go zostawił w spokoju. Wydawać by się mogło, że wszystko będzie w porządku. Niestety, to był początek końca spokoju Mutanta.

Po tygodniu jego ochroniarze wymusili kolejną ratę. Znów musiał im oddać paczkę fajek. Za trzecim razem się postawił. Wtedy Marek Dyszyk, najsilniejszy w szkole, tak się mówiło o tych, z którymi nikt nie chciał się bić bo zawsze wygrywali, pobił go na boisku szkolnym. Dyszyk bronił go przez dwa tygodnie, teraz Krzysiek pozostał sam. Znów musiał oddać Markowi papierosy. Jednak w tym wypadku to nie gwarantowało mu to bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie.

Wszyscy zobaczyliśmy, że jest bezbronny. Był słaby, poniżony i zastraszony. Rzuciliśmy się na niego jak dzikie psy. Porównanie do wilków, było by błędne. Wilki zabijają dość humanitarnie. Nie męczą zwierzyny, chcą zakończyć jej cierpienia, jak najszybciej aby się posilić ciepłym mięsem. Psy się pastwią, rozszarpują ofiarę, kawałek po kawałku. Ujadają wściekle. My byliśmy tacy sami.

Osaczaliśmy Krzysztofa powoli. Zaczęło się od wyzwisk, obelg, szturchańców na przerwie. Prawie nie reagował. Poczuliśmy krew i strach. Żarty stawały się coraz bardziej wulgarne i obsceniczne. Zaczął się bronić. Kiedy zareagował stosunkowo agresywnie, doszło do bójki. Postawił się i przegrał. Walczyliście kiedyś wśród wrogich okrzyków, okrążającego was tłumu? Jeśli nie, uwierzcie, że to bardzo osłabia. To brak pewności, czy zwycięstwo nie okaże się klęską. Przecież zawsze ktoś z tłumu mógłby rzucić się z pięściami na Mutanta, gdyby nieoczekiwanie zwyciężył.

Krzyczeliśmy i śmialiśmy się radośnie. Dziewczyny były, jak w amoku. Okrutnie jest poniżyć dwunastolatka wśród płci pięknej. Widziałem jego oczy. Pamiętam to cierpienie. Odebraliśmy mu godność, wiwatując na cześć oprawców. Gawiedź była ucieszona.

Nastąpił miesiąc względnego spokoju. Nie mieliśmy pewności, czy nie pęknie. Nikt nie chciał kłopotów z rodzicami i nauczycielami. Chodziłem do normalnej szkoły, żadnej patologi. Wszyscy z dobrych rodzin. Być może mutant pomyślał, że to już koniec, dość powiedzieć,że nie zrobił nic. To wielu ośmieliło. Znów zaczęło narastać ciśnienie. Doszło do kolejnej bójki. Przegrał.

W ten sposób upłynął rok szkolny. Obrzydliwe ataki, na niewinnego chłopaka, przerywane okresami spokoju.

W wakacje słuch o nim zaginął. Może wyjechał do rodziny? Nie wiem. W naszym małym miasteczku, nie ukrył by się. Nie było go. Oddaliśmy się sprawom wakacyjnym. Letniej beztrosce młodzieży. Z tęsknotą wspominam tamten okres. Przerwy na studiach to nie to samo. Dorosłem, nie potrafię się tak cieszyć.

Krzysiek pewnie cieszył się jeszcze bardziej. Musiał naprawdę odpocząć, przeszedł gehennę. Ciekawe jest, że nie wpłynęło to znacząco na wyniki w nauce. Miał silną psychikę, skoro wytrzymywał tak długo. Myślę, że poddałbym się znacznie wcześniej.

Siódma klasa zaczęła się tak smutno, jak wszystkie poprzednie lata nauki. Może z wyjątkiem pierwszej klasy, wtedy się nie ma świadomości, jak okropnym miejscem jest szkoła. Smutek, ale też radość ze spotkania z ludźmi, których się w wakacje nie spotykało. W naszym miasteczku było to trudne, ale zawsze kilka osób gdzieś zniknie z pola widzenia.

Krzysiek też się pojawił. Na początku września nikt specjalnie się go nie czepiał. Jednak to była cisza przed burzą. Agresja narastała niczym kula śniegowa tocząca się z góry. Pod koniec miesiąca doszło do pierwszej bójki. Mutant się postawił. I przegrał. Kiedy zobaczyłem go pierwszego dnia roku szkolnego, sprawiał wrażenie, kogoś kto się pozbierał, nabrał nadziei, że będzie lepiej. Jednak ta walka przypomniała mu, że jest dyżurnym chłopcem do bicia. Ostatecznie stracił siłę do obrony. Już nie odpowiadał na zaczepki, znosił wszystko z udawanym spokojem.

Teraz wiem, że spokój był udawany, wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakie napięcie w nim narastało. Wybuch nastąpił później. Nie taki, jakiego się spodziewałem. Byłem pewien, że nie wytrzyma i zacznie się skarżyć. Wyobrażałem sobie niekończące się lekcje wychowawcze, szukanie winnych, wywiadówki, na których nastąpią konfrontacje. Z tego powodu ograniczyłem swoje zaczepki względem Krzyśka. Mimo, że do tej smutnej chwili był opanowany, wolałem dmuchać na zimne, nie chciałem mieć kłopotów, rodzice chyba urwaliby mi głowę, gdybym okazał się jednym z winnych.

Wiedzieliśmy doskonale, że to co robimy jest złe. Jednak chęć stłamszenia słabego człowieka była zbyt duża. Co to była za przyjemność, patrzyć jak cierpi? Nie wiem, jak inni, nikt się nie przyznawał, to była by słabość, ale mnie nachodziły chwile refleksji. Mimo młodego wieku, zastanawiałem się nad cierpieniem tego chłopaka. Niestety zbyt rzadko. Poza tym sam akt poniżenia to niezapomniane wrażenia. Przyjemność z obserwowania „show”, taka korrida, z tym, że ofiarą jest człowiek, a torreador nie ryzykuje życia.

Wyszliśmy z budynku. Grupa zrobiła się dość duża, jakieś trzydzieści osób…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%