Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 23 min czytania

Targ - Dzień I - Rozdział I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szczur powoli wychylił łysy łebek spod sterty odpadków. Jego wąsy ruszały się szybko, gdy gryzoń czujnie obwąchiwał teren i rzucał na wszystkie strony płochliwe spojrzenia. Po dłuższych oględzinach uznał chyba, że jest bezpieczny, gdyż zaryzykował wyciągnięcie spod sterty przednich łapek, które oparł na połamanej drewnianej łyżce. Znów zastygł nieufnie, uważnie świdrując wzrokiem okolicę. Jego łebek odwracał się ostrożnie na boki, gdy skanował wzrokiem kolorowe acz wypłowiałe ściany namiotów, skierował również wzrok ku górze, w stronę nabrzmiałego ciężkimi czarnymi chmurami nieba. Dopiero po dłuższych powolnych oględzinach poczuł się na tyle pewnie, że wskoczył cały na szczyt sterty śmieci, jakich pełno zaścielało okolice Targu, zwłaszcza puste ciasne przestrzenie między namiotami. Wyglądał paskudnie, łysy łebek pokrywały podłużne zaczerwienione blizny, również na przednich łapkach brakowało futra, a ogon cały był czerwony i nienaturalnie poskręcany. Gryzoń chwilę jeszcze trwał w bezruchu, po czym przytknął nos do znajdującej się pod nim bezkształtnej brei i zaczął ją intensywnie obwąchiwać. Właśnie wówczas wystrzeliła w jego stronę para sinych dłoni, pokrytych siateczkami pęknięć i fragmentami odłażącej niewielkimi płatami białej zaschniętej skóry. Prawie się udało. Gryzoń był już zupełnie spokojny, ale w ostatniej chwili instynkt kazał mu odskoczyć. Posłuchał go bez wahania i zaczął biec przed siebie, nie tracąc czasu na sprawdzanie co mu grozi. -Parszywiec –zaklął pod nosem Zielonka i ruszył w pogoń. Szczur pędził ciasną alejką między rzędami niewysokich namiotów przeskakując po zagradzających mu drogę kupkach odpadków. Zielonka znajdował się tuż za nim. Nie tracił czasu na rozglądanie się po okolicy i obserwację wyblakłych i postrzępionych tkanin. Był jak jego zwierzyna, doskonale znał tę okolicę i wszystkie ciasne zakamarki. Jak się okazało gryzoń należał do tych bardziej bystrych. Nagle gwałtownym ruchem odbił w prawo i przebiegł między dwoma namiotami wprost na otwartą przestrzeń. -Szlag! -wykrzyknął Zielonka momentalnie zmieniając ułożenie ciała i skacząc za szczurem. Znalazł się na niewielkim otwartym placu, którego granice wyznaczały porozstawiane wokół namioty. Przed niektórymi ustawiono stragany, które nie należały do najbardziej solidnych, ale przynajmniej nie były tak smętne jak te, które w większej ilości zaścielały wolną przestrzeń placu. Na tych pierwszych można było od czasu do czasu dostrzec jakąś ciekawszą miskę, a nawet inne proste naczynia z dawnych lat, natomiast na pozostałych jedynie z rzadka dostrzegało się cokolwiek choć odrobinę wartościowego, jednak od Dołu nie można było wymagać więcej. Południe minęło już jakiś czas temu, a to oznaczało, że na placu panował spory ruch. Część zamaskowanych kupców, głównie tych, którzy nie mieli tu swoich namiotów, zachwalała wystawione towary wykrzykując głośno choć bez przekonania różne bzdury i zaczepiając niezbyt licznych przechodniów. Natomiast stali bywalcy siedzieli ze spuszczonymi głowami przy swoich straganach, czekając aż okazja sama się trafi. Zielonka przeczesał wzrokiem tłum na ogół gorzej odzianych przechodniów, choć i tak większości mógłby pozazdrościć ich może wyblakłych i znoszonych, ale jednak niezniszczonych szat. Zwracał uwagę głównie na nogi, obute byle jak, często w wypłowiałych spodniach. Obecnie na Targu nie przebywało jeszcze zbyt wielu przyjezdnych, ale już wkrótce miało się to zmienić. Poszukiwania nie trwały długo, nim Zielonka zlokalizował swoją niedoszła ofiarę. Gryzoń zręcznie przeskakiwał między nogami przechodniów zbyt zaabsorbowanych straganami, żeby go dostrzec, gdyż w przeciwnym razie przynajmniej niektórzy mogliby się nim zainteresować równie mocno jak Zielonka. Szczurołap rzucił się w tłum kontynuując pościg. Starał się jednocześnie utrzymać kontakt wzrokowy ze swoją zwierzyną i nie zwracać na siebie przesadnej uwagi. Było to o tyle trudne, że uciekający szczur nie pozostawiał mu wiele czasu do namysłu, gnał przed siebie na złamanie karku i wkrótce znów wpadł między namioty. Zielonka pobiegł za nim odprowadzany gniewnymi spojrzeniami zamaskowanego tłumu. Przedarł się między namiotami i wypadł na kolejny plac. Ten był zdecydowanie większy z dużą ilością straganów i na ogół lepiej odzianą klientelą. Być może nieprzesadnie lepiej, ale jednak zauważalnie. Na Drugim Trójkącie jako jednym z trzech głównych placów Targu obowiązywały przecież jakieś standardy, nawet jeśli był połączony bezpośrednim przejściem z Dołem. Zielonka pospiesznie przeczesał wzrokiem tłum w poszukiwaniu strażników, ale szczęśliwie żadnych nie wypatrzył, wobec czego kontynuował pogoń. Szczur pędził zakosami między nogami i straganami, a Zielonka na ile mógł dotrzymywał mu kroku. W tym szalonym pędzie przebiegli tuż obok namiotu Odwróconego Uśmiechu. Wyróżniał się on wyraźnie na tle innych swoim rozmiarem i intensywnością barw, a także tym, że nigdy nie rozstawiano przed nim straganu. Kupiec stał akurat na zewnątrz odziany w swój barwny kaftan i pstrokatą czapę. Jego pełna maska, którą zawsze zakładał na opak, tak iż szeroki uśmiech odsłaniał fragment czoła i oczy, trzęsła się teraz nieznacznie, gdy kupiec z rozbawieniem kręcił głową obserwując poczynania Zielonki. Chłopak tylko kiwnął mu na powitanie ręką i już pędził dalej. Szczur bowiem znów zanurkował między namioty i uciekał dalej po stertach odpadków. Gnał na złamanie karku przed siebie i po chwili zwierzyna i łowca wypadli spomiędzy namiotów wprost w objęcia Kwadratu. Zielonka nie poświęcił jednak ani chwili na kontemplację ogromu placu. Fałszywej wspaniałości i intensywności barw, która na pierwszy rzut oka mogła oszołomić niewprawnego obserwatora. On jednak wielokrotnie przemykał się wokół Kwadratu tymi ciasnymi przestrzeniami na tyłach namiotów i wiedział, że nawet najbardziej wystawny plac Targu ma swoje drugie, mniej atrakcyjne oblicze. Zdarzało mu się również obserwować Kwadrat po zmroku, kiedy było tu niemal pusto i prawdziwie ponuro. Jednak bez względu na to co myślał o samym Kwadracie, Zielonka zawsze podziwiał Tent, ogromny namiot rozstawiony dokładnie pośrodku placu. On jeden zawsze robił na nim wrażenie, chłopak uwielbiał go obserwować i wyobrażać sobie, że jest jednym z tych naprawdę majętnych kupców, których stać na wystawianie tam swoich towarów. Albo nawet którymś z tych bogato odzianych przyjezdnych, którzy wchodzili do Tentu jak do siebie i nigdy nie wychodzili bez jakiegoś skarbu, a to starej filiżanki, a to złotej łyżki, albo kunsztownie zdobionej maski. Tak naprawdę zawsze marzył nawet nie o tym, żeby mieć cokolwiek swojego – choć byłoby to niewątpliwie wspaniałe, ale pociągało go żeby wiedzieć jak to jest o nic się nie troszczyć i wydać półroczne zapasy żywności na zbędny drobiazg. Oczywiście na Kwadracie jak zawsze o tej porze kręciło się pełno ludzi. Spora część z nich nie mogłaby sobie pozwolić na zakupy na tym placu, ale byli jak Zielonka, chcieli chociaż zobaczyć jak to jest nie troszczyć się o zaspokojenie podstawowych potrzeb, skoro nie mogli sami tego doświadczyć. Wbrew wszelkiej logice szczur pognał na złamanie karku wprost w stronę Tentu. Zielonka zaklął pod nosem. Nie rozglądał się w poszukiwaniu strażników, wiedział że gdzieś tam są. Na Kwadracie zawsze było choć kilku, nawet nie tyle żeby pilnować porządku, ile żeby pokazać, że jest on pilnowany. Zielonka gonił więc za szczurem nieustannie cicho klnąc, ostatni posiłek jadł jakieś trzy dni temu, więc skoro już dobiegł za zwierzyną aż na Kwadrat, to nie mógł się teraz cofnąć. Starał się przy tym całą uwagę skupić na gryzoniu i nie rozpraszać się wspaniałością Tentu. Jego materiałowymi ścianami, które wznosiły się na pięć metrów w górę po drewnianych palach. Barwnymi tkaninami, które rzeczywiście przyciągały uwagę swą soczysta zielenią, lazurowym błękitem i krwistą czerwienią. Nawet w ferworze pościgu Zielonka musiał wytężyć całą siłę woli, aby nie rzucić choć przez chwilę jednego pełnego podziwu spojrzenia na Tent. Jeżeli ktoś tak jak on nie miał nic, to chciał mieć cokolwiek, choćby najmniejszy drobiazg, ale w głębi duszy pożądał wszystkiego, a tym był właśnie Tent – symbolem wszystkiego. Niezmierzonego bogactwa ludzi, którzy przetrwawszy Skażenie potrafili znów się wzbogacić, a zarazem symbolem dawnych czasów, urodzaju który został im wszystkim brutalnie odebrany na rzecz niepewnej egzystencji na ruinach dawnego świata. Szczur jednak nie miał podobnych rozterek. Niewątpliwie mało go obchodziły ludzkie troski, a jeszcze mniej dawno przebrzmiała chwała minionego świata. Odbił gwałtownie w prawo i pognał na złamanie karku w stronę ciemniejącego na horyzoncie przejścia między dwoma zgrzebnymi namiotami. Zielonka jęknął w duchu, od razu bowiem rozpoznał cuchnące krwią na kilometr przejście do Zadziory. Rzucił się oczywiście za szczurem, jednak w duchu jął wznosić żarliwe modły do Stada, aby gryzoń odbił jednak w dowolnym innym kierunku, a jeżeli już koniecznie musiał wbiec do Zadziory, to aby chociaż ta okazała się akurat pusta. Szczurołap zawsze unikał tego miejsca. Nawet gdy jego ominięcie oznaczało nadłożenie znacznego odcinka drogi, chłopak wolał uniknąć tego placu, niż przypadkiem natknąć się na kogokolwiek, kto mógł się tam akurat znajdować. Zadziora pełniła rolę nieformalnej areny, gdzie każdy kto chciał mógł załatwiać swoje sprawy nie martwiąc się poszanowaniem którychkolwiek praw Targu. Zadziory nigdy nie odwiedzali strażnicy, a przynajmniej nie w oficjalnych maskach. Stanowiła ona swego rodzaju terytorium niczyje z jednej strony poza Kwadratem, a z drugiej na tyle blisko, żeby pilne interesy nie musiały czekać zbyt długo. Zielonka za bardzo skupiał się na uciekającym gryzoniu, przez co omal nie stracił równowagi potykając się o stojący na ziemi kosz i roztrącając ramionami tłoczących się wokół ludzi. Ustał jednak i nawet się nie zatrzymując pobiegł dalej ścigany tradycyjnymi w takiej sytuacji złorzeczeniami i okrzykami pomstującymi na leniwych strażników. Nawet nie zwrócił uwagi na ten incydent wciąż pogrążony w żarliwej modlitwie i skoncentrowany na umykającym gryzoniu, który ku jego uldze litościwie odbił w lewo. Obrał teraz kurs na namiot Utraconego, rzadko odwiedzany, ale cieszący się sporą renomą. Zielonka nigdy nie zaprzątał sobie Utraconym głowy, bo i tak nie miał go z czego okraść. Nie miałby pożytku z jego ksiąg, które mógłby co najwyżej przeczytać, a z pewnością nie byłby w stanie ich sprzedać. Każdy wiedział, że na całym Targu jedynie Utracony handluje księgami, nikt nie uwierzyłby, że taki obdartus jak Zielonka uczciwie wszedł w posiadanie dowolnej z nich. Poza tym chłopak nie chciał się również narazić pilnującemu podobno namiotu upiorowi. Już prędzej buchnąłby coś Aksamitnej, której kram znajdował się trzy namioty dalej. Tymczasem szczur przebiegł tuż obok namiotu Utraconego i pod pompą, która stała kawałek dalej znajdując się tym samym na rozstaju dróg poza placem. Nie zatrzymał się jednak zdezorientowany, a od razu dał nura po skosie w prawo i wpadł między kupców. Zielonka się nie zawahał, przebiegł tuż przed dwoma łysymi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Targ - Dzień I - Rozdział I — czytnik · opowiadania