Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 23 min czytania

Targ - Dzień II - Rozdział VII

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kiedy wyszli z Zarazy Zima rzucił głośną uwagę na temat bobrzych ogonów, stwierdzając, że nie są one zbyt sycące. Nie patrzył przy tym ani na odźwiernego, ani na ochroniarzy stojących przy drzwiach. Natomiast Zielonka nerwowo zerknął w ich stronę, ale ku jego uldze nie sprawiali oni wrażenia zbyt zainteresowanych tym co ma do powiedzenia ktokolwiek wychodzący z karczmy. -Gdzie moglibyśmy sensownie dojeść? -zwrócił się do niego Zima. -Nieopodal znajduje się Spichlerz, plac na którym handluje się żywnością –odparł szczurołap. -Zatem prowadź. Zielonka skinął głową i poszli w tamtym kierunku. Po drodze mijali dom Chleba, piętrowy murowany budynek z zawartymi odrzwiami i zamkniętymi wyblakłymi okiennicami. Sprawiał on dość ponure wrażenie, wyglądał wręcz na opuszczony, co niemiło kontrastowało ze zwykłym wyglądem tego miejsca. Szczurołap wprawdzie rzadko zapuszczał się w te rejony Targu, ale zawsze gdy mijał dom Chleba, okiennice i drzwi były szeroko rozwarte, nawet w godzinach nocnych, panował tu również nieustanny ruch i gwar, bowiem gospodarz tego miejsca zawsze chętnie przyjmował wielu gości - kupców, myśliwych, czy zarządców. Z tego co Zielonka o nim słyszał, dla każdego potrafił znaleźć czas i dobre słowo. -Zimo –odezwał się nieśmiało szczurołap, próbując zająć myśli innym tematem. –Dlaczego tak nienawidzisz skażonych? -A ty co o nich myślisz? –spytał przybysz, zamiast udzielić odpowiedzi. Zielonka nie odpowiedział od razu. Doszli akurat do rozstaja i chłopak gwałtownie przyspieszył wskazując przybyszowi właściwy kierunek. Po kilku krokach weszli już na Spichlerz. Szczurołap uciekł wzrokiem w stronę najbliższych namiotów. Pierwszym, co zwróciło jego uwagę, był niewielki ruch. Rozpoczęły się już obchody Dnia Oczyszczenia, więc kupcy powinni sprzedawać więcej jadła, czy to okazjonalnych wyrobów przygotowanych na święto, czy to zapasów zboża, warzyw, bądź suszonego mięsa, tymczasem obserwując stragany Zielonka zauważył, że sporo z nich nie było wypełnionych, jak również że asortyment był mało zróżnicowany. A przecież byli na Spichlerzu, placu który zawsze dostawał to co najlepsze w jak się zdawało nieograniczonej ilości. -Nie odpowiedziałeś –ponaglił go spokojnie Zima. -Nie wiem co –przyznał Zielonka. –Mało się nad tym zastanawiałem. Każdy mój dzień to jedynie zmagania z głodem i próby przechytrzenia straży –chłopak spojrzał na Zimę. –Z pustym brzuchem trudno się myśli o czymkolwiek, ale właściwie nie mam powodu, żeby ich nienawidzić, nie doznałem od nich żadnej krzywdy. -Ich zdolności są wbrew naturze –stwierdził rzeczowo Zima. -A nasze choroby, nasz wygląd? –Zielonka uniósł dłonie i pomachał Zimie przed oczami. –Czy to wszystko nie jest wbrew naturze? -Jest –przyznał Zima. -Jednak pamiętaj, że to co dzieje się z nami jest naturalną konsekwencją tego, jak świat funkcjonował przed Skażeniem. To co się z nami dzieje i tak by się wydarzyło. -Przecież to wszystko wina magów! -zaoponował gwałtownie Zielonka.-To wszystko -wskazał na swoje ręce i twarz, a później szerokim gestem cały plac -nie wydarzyłoby się, gdyby nie oni. W odpowiedzi Zima jedynie powoli pokręcił głową i na tym zakończyli temat. Przybysz podszedł następnie do jednego ze straganów i kupił Zielonce niewielki płat suszonego mięsa, nie przez oszczędność, żadna z porcji wystawionych do sprzedaży nie zachwycała rozmiarem. Zima nie wziął natomiast niczego dla siebie. Pomimo niewielkiego ruchu wśród ludzi obecnych na Spichlerzu słychać było wyraźnie szemrania, głównie przeciwko Siostrze, ale Zielonka wyłapał również kilka głosów niezadowolenia wymierzonych w Chleba. -Zastanawiające jak wielu ludzi jest dziś niezadowolonych -rzucił Zima, gdy przechodzili przez plac w stronę Kwadratu. -Orientujesz się właściwie jak to jest z tymi dostawami? -Wiem ledwie tyle co wszyscy a pewnie i mniej -stwierdził Zielonka. -Za dostarczanie żywności na Targ odpowiada Chleb. Sprawuje nadzór nad myśliwymi, którzy nie tylko polują w lasach, ale są również czymś na kształt jego prywatnej armii. Jednocześnie zarządza polami uprawnymi, które rozciągają się wzdłuż traktu prowadzącego do Dawności i zbieraczami. Wszystko co pozyskają ludzie Chleba stanowi własność Targu i rozporządza tym Siostra, która decyduje o podziale towarów między oficjalnych dostawców na placach. Oczywiście część żywności Chleb zachowuje dla siebie i swych ludzi jako zapłatę, a część odsprzedaje się również niezależnym dostawcom, głównie tym, którzy transportują żywność poza Targ. -Chcesz mi powiedzieć, że cała sprzedawana tutaj żywność pochodzi od Chleba? -O ile wiem, to byłoby niemożliwe. Na tutejszych terenach działają również niezależni myśliwi i hodowcy, część z nich pozyskuje prawo do produkcji żywności bezpośrednio od Siostry, część dogaduje się z Chlebem. Są też tacy, którzy dostarczają pożywienie z dalszych zakątków Orezji. Ale o ile wiem, co najmniej połowa sprzedawanej żywności pochodzi bezpośrednio od Chleba. -To spora władza w ręku tylko jednego człowieka -stwierdził Zima. -Zastanawiam się jak udało mu się ją zdobyć. -Pytasz o zbyt wiele Zimo, nic na ten temat nie wiem -gdy skończyli rozmowę, byli już na Kwadracie, gdzie panowało spore ożywienie. Obecnie na placu przebywało o wiele więcej osób niż od rana. Ludzie tłumnie gromadzili się przy straganach, podziwiając towary wystawiane przez kupców. Wielu spośród nich było odzianych w porządne a nawet zbytkowne szaty i maski. Ci przechadzali się powoli między stoiskami, pozornie nie poświęcając zbyt wiele uwagi wystawionym na nim towarom. Tego typu klientela nie była przyzwyczajona do pospiesznych zakupów, na takich jak oni towary zawsze czekały. Jednak Kwadrat wypełniali nie tylko potencjalni klienci. Kiedy wkroczyli na plac Zielonka wypatrzył w tłumie kilka ekip robotników, którzy kończyli rozstawianie pomniejszych scen, a także dostawców ciągnących za sobą dwukołowe wózki z długimi dyszlami, którzy próbowali torować sobie drogę przez tłum. Tu i ówdzie na tyle dyskretnie na ile to możliwe w takich okolicznościach przemykali również odpadowi. Szczurołap nie mógł również przeoczyć przechadzających się z wolna dwóch dziewcząt i wysokiego chłopaka odzianych w proste szaty oraz czarne maski z wymalowanym na policzku czerwonym pocałunkiem. Dzieci Matki spacerowały pojedynczo zachowując pewien dystans od siebie, ale jednocześnie na tyle blisko jedno drugiego, że przez cały czas miały się w zasięgu wzroku. -Nie uważasz, że jest tutaj zbyt głośno? -zagadnął go Zima. -Nie bardziej niż zwykle -odparł Zielonka. -Poza tym teraz to jeszcze nic. Mógłbym iść o zakład, że kiedy wieczorem będzie przemawiał mistrz Chaber, zgromadzą się tutaj prawdziwe tłumy. -No tak... Chaber. Być może zaszczycimy go naszą obecnością -stwierdził przybysz. -Teraz jednak wolałbym znaleźć się w jakimś spokojniejszym miejscu. -Któryś z Trójkątów? -spytał szczurołap. -Myślałem o czymś jeszcze spokojniejszym, jakiś mniejszy plac na uboczu. -Moglibyśmy iść na Kluchę lub Szczynę -zaproponował niechętnie Zielonka. -Czy te place można zidentyfikować po ich zapachach? Bo jeżeli tak to wolałbym coś mniej inwazyjnego. -Możemy się przejść na Dół -zaproponował bez przekonania Zielonka. -Chodźmy. Szczurołap bez przekonania poprowadził go w stronę wyjścia z Kwadratu. Ponieważ jedyne przejście na Dół znajdowało się na Drugim Trójkącie, poszli w stronę Późnej Godziny. Gdy znaleźli się na rozstaju naprzeciw karczmy spostrzegli trójkę ludzi w zielonych płaszczach i z łukami przewieszonymi przez plecy, którzy wchodzili właśnie do środka. -Czy to owi osławieni myśliwi Chleba? -spytał Zima. -Tak -odparł Zielonka. -Wszyscy noszą zielone płaszcze i łuki. Siostra nie zezwala im na inną broń. -Ostrożna kobieta. -O ile wiem, żaden z poprzednich władców Targu nie rozstał się z władzą w sposób pokojowy. -Fascynujące. W trakcie tej wymiany zdań dotarli pod Sanctum, pod którym panował wzmożony ruch. Kilkoro ludzi wychodziło właśnie ze świątyni, a w tym czasie liczniejsza grupa zmierzała właśnie po schodach w przeciwnym kierunku. Wśród wchodzących Zielonka rozpoznał Tkacza. Tymczasem znaleźli się już na Drugim Trójkącie. Wchodząc na plac Zielonka spojrzał w stronę namiotu Odwróconego Uśmiechu, ale nie wypatrzył ani kupca ani też jego pomocników. Natomiast na samym placu panował ożywiony ruch. Tutaj również kończono stawiać sceny, jedną większą pośrodku i drugą mniejszą ustawioną w pobliżu przejścia na Dół. Na placu znajdowało się sporo osób, głównie odwiedzających przeglądających wystawiane towary, ale Zielonka wypatrzył tutaj również dostawców i odpadowych, a także dwójkę starszych dzieci Matki. W tym momencie pomyślał o Drugim Trójkącie jako miniaturze Kwadratu. Uderzyła go ta myśl, gdy uświadomił sobie, że właśnie w tym miejscu znajduje się przejście na jeden z najmniej znamienitych placów na Targu. Poprowadził Zimę w tę stronę i już po chwili znaleźli się na Dole. -Spory ten plac -stwierdził Zima, co było prawdopodobnie jedyną pozytywną rzeczą, jaką można było powiedzieć o tym miejscu. Namioty porozstawiane wokół na pierwszy rzut oka sprawiały wrażenie, jakby stały tam jeszcze od czasów poprzedzających Skażenie. Kolory wyblakły już dawno, a materiały na wielu ścianach były spłowiałe i poprzecierane. Ponadto większość namiotów była niewielka, a skromne towary wyłożone na nieatrakcyjnych straganach nie przyciągały wzroku. Również znajdujący się tutaj przechodnie w większości odziani byli co najwyżej solidnie, a często niewiele lepiej od Zielonki. -Niesamowite -powiedział Zima, gdy przechadzali się wolno po obrzeżach Dołu. -Zaledwie kilkaset kroków od Kwadratu i tuż przy Drugim Trójkącie. -W obecnych czasach niewielu ludzi może pozwolić sobie na zakupy na tamtych placach, zwłaszcza na Kwadracie -stwierdził Zielonka. -Naprawdę myślisz, że świat wyglądał kiedyś inaczej? Szczurołap zastanowił się nad tym, co usłyszał. Targ jaki znał był miejscem, w którym tak naprawdę niewielu ludzi miało bardzo wiele. Najznamienitsi kupcy zajmowali wystawne główne place, mieszkali w murowanych domach, które przetrwały Skażenie i trudne czasy jakie po nim przyszły oraz zarządzali wielkimi majątkami. W tym nowym świecie nie brakowało im wygód, pożywienia czy rozrywek. Największym symbolem ich potęgi był oczywiście Tent, gdzie wstęp mieli jedynie najbogatsi, a zakupy tam kosztowały tyle, ile zwykłemu człowiekowi starczyłoby na kilka miesięcy spokojnego życia. Tymczasem na tych mniej znamienitych placach toczyła się trudna walka o przetrwanie. Ich mieszkańcy z dnia na dzień musieli się troszczyć o zabezpieczenie swych podstawowych potrzeb, cały czas mając na względzie, że w każdej chwili może się przydarzyć coś, co sprawi, że nie będzie ich już stać na zamieszkiwanie na Targu. Wówczas w perspektywie pozostawał już tylko niepewny los w którejś z mniejszych osad rozsianych po okolicy, albo też próba życia na własną rękę. W skrajnych przypadkach można było liczyć już tylko na Osadę Wyrzutków. Życie w czasach po Skażeniu było trudne i uciążliwe, ale do tej pory Zielonka zawsze znajdował pocieszenie w myśli, że kiedyś stosunki społeczne wyglądały lepiej. Tymczasem przechadzając się wśród lichych straganów i smętnych namiotów Dołu natknęli się na niewielkie zgromadzenie wokół jednego z nich. Tłum gapiów cisnął się przy skromnym straganie, a ludzie wyciągali głowy, aby dojrzeć co znajdowało się za nim. Zima przystanął wśród nich, a Zielonka uczynił to samo. Po chwili udało im się przepchnąć na tyle, że ujrzeli przyczynę całego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Targ - Dzień II - Rozdział VII — czytnik · opowiadania