Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 21 min czytania

Targ - Dzień III - Rozdział IX

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kiedy Zielonka zbudził się następnego ranka, Zima stał przy oknie i spoglądał na rozpościerający się pod nim Targ. Chłopak obserwował go w milczeniu, mimo wczesnej pory przybysz odziany był w swój zwyczajowy rynsztunek. Jego płaszcz widziany z tej perspektywy, na tle zasnutego gęstymi szarymi chmurami nieba, wydawał się niemal czysty. Szczurołap zastanawiał się, czy Zima w ogóle się kładł. Na pewno nie spał jeszcze, gdy Zielonka zasypiał, a teraz wyglądał już na gotowego do drogi. -Ranny ptaszek z ciebie –stwierdził Zima odwróciwszy się od okna. –Bardzo dobrze, chodźmy na śniadanie. Zjedli w milczeniu. Sala była jeszcze pusta a Mak nie zaszczyciła ich swoją obecnością. Nie pokazała się odkąd poprzedniej nocy dowiedziała się co świętują w jej karczmie. Po posiłku Zima kazał się zaprowadzić do Sanctum, co zdziwiło Zielonkę, jednak nic nie powiedział. Tym razem poszli skrótem między Trójkątami, minęli więc wejścia do Zadziory i na Dupę. Zima spojrzał ciekawie w tamtym kierunku, jednak nie zboczył w tę stronę. -Polujesz tam czasem? –spytał Zielonkę. -Raczej unikam tego miejsca –odparł chłopak. W rzeczywistości zdarzało mu się polować na tym terenie, ale jedynie w ostateczności, gdy nigdzie indziej nie mógł znaleźć szczurów lub jadalnych odpadków. Na Dupie i wokół niej zawsze czuł się nieswojo. Jej mieszkańców zwano ogólnie znachorami, cokolwiek termin ten miał oznaczać. Specjalizowali się w ziołolecznictwie, talizmanach i urokach. Zielonka nie był pewien, czym właściwie różnili się od magów, ale w przeciwieństwie do tamtych cieszyli się społeczną akceptacją a nawet pewną dozą szacunku. Zwłaszcza Studnia, która z tego co Zielonka o niej wiedział, traktowała Dupę niemal jak swoją własność, a często też można ją było spotkać w innych rejonach Targu, gdy pomagała potrzebującym lub po prostu włóczyła się bez celu, jak chociażby podczas procesji inaugurującej obchody Dnia Oczyszczenia, czy wówczas, gdy spotkali ją na Dole. Tymniemniej wszyscy woleli unikać tego miejsca, przynajmniej dopóki nie potrzebowali usług któregoś ze znachorów, stąd jego skryta lokalizacja i mało szlachetna nazwa. Tymczasem dotarli już na Drugi Trójkąt. Przed namiotem Odwróconego Uśmiechu krzątali się jego pomocnicy. Rozładowywali właśnie jakieś skrzynie ze stojącego nieopodal wozu. Akurat gdy Zielonka z Zimą przechodzili obok, sam kupiec wyjrzał z namiotu. Gdy ich spostrzegł, ledwie dostrzegalnie skinął Zimie głową, na co przybysz odpowiedział takim samym gestem. Nie wymienili jednak żadnych słów, a przybysz nawet nie prosił szczurołapa, aby ten zwolnił kroku. Pod Sanctum było pusto. Zwykle w trakcie obchodów Dnia Oczyszczenia ktoś zawsze kręcił się po okolicy i zaglądał do środka. Był to właściwie jedyny okres w roku, kiedy obserwowano wyraźny wzrost pobożności zarówno wśród stałych bywalców Targu jak i przyjezdnych. Zima z Zielonką weszli do sanktuarium po podniszczonych marmurowych schodach. Chłopak nie po raz pierwszy pomyślał, że pomimo dziur w ścianach i zawalonej części dachu budynek wygląda imponująco i wyobraził go sobie w pełnej chwale. Wszystkie te strzeliste sklepienia i łukowate przejścia musiały w dawnych czasach wprawiać w zachwyt każdego, kto odwiedzał to miejsce. W środku powitały ich surowe ściany i wybrakowane sufity. Główna nawa tonęła w cienistym półmroku. W centralnej części świątyni dwie osoby rozmawiały coraz bardziej podniesionymi głosami. Zima nie zwrócił na nich uwagi, skierował się do lewej nawy i począł się nią powoli przechadzać lustrując wzrokiem wnętrze. Zielonka poszedł za nim. Bywał kiedyś w Sanctum i teraz z żalem stwierdził, że wyglądało dokładnie tak jak je zapamiętał, brak jakichkolwiek ozdób na ścianach, czy chociażby jednej rzeźby. W wielu miejscach brakowało nie tylko pochodni, lecz nawet uchwytów, w których mogłyby one wisieć rozświetlając wnętrze świątyni. Wciąż trwały spory dla którego bóstwa wzniesiono ją w dawnych czasach. Zwolennicy Ojca twierdzili, że Sanctum zbudowano dla Upartego, większość kupców twierdziła, że skoro Targ nawet przed Skażeniem był jednym z głównych ośrodków handlowych Orezji, to niewątpliwie świątynię poświęcono Sześciopalczastemu, natomiast strażnicy uważali, że oddawano tutaj cześć Dzieciom Niepokoju. Jakkolwiek sprawy miały się przed laty, obecnie Sanctum otwarte było dla wszystkich bóstw i ich wyznawców, stąd brak jakichkolwiek znamion konkretnego wyznania. Wprawdzie pieczę nad świątynią sprawował Ojciec, który był kapłanem Upartego, jednak nigdy nie próbował zawłaszczyć Sanctum jedynie dla swego boga, przez co cieszył się pewną dozą powszechnego szacunku, nawet jeśli wielu ludzi stroiło sobie z niego żarty. Podczas tych rozważań Zielonka minął niewielką kaplicę przyległą do lewej nawy. Niezbyt liczna grupka kobiet i mężczyzn rozsypywała tam właśnie drobne owoce wydając przy tym zwierzęce odgłosy. Chłopak cofnął się i zaczął zafascynowany obserwować jak spazmatycznie próbowali naśladować ruchy dzikich zwierząt. Wyznawcy Stada. Zielonka dawno temu sam wybrał Stado na swoje bóstwo opiekuńcze, niewiele jednak o nim wiedział, bo nie miał kto go uczyć. Znał jedynie ogólną ideę Stada jako bóstwa wieloosobowego i wielopostaciowego, które nikogo nie odrzuca i zajmuje się wszystkim co dotyczy jego wyznawców. Podobała mu się ta idea. Jednak żyjąc w ukryciu nie miał kontaktu z innymi wyznawcami tego bóstwa. Nie znał żadnych nauk ani rytuałów. Dlatego teraz z zainteresowaniem obserwował tę grupę. Rytuał przeszedł tymczasem w kolejną fazę, a biorący w nim udział stanęli w kręgu zwróceni do siebie twarzami i opadli na czworaki. Następnie powolnie zaczęli się skradać w kierunku centrum utworzonego przez siebie kręgu. Po drodze tratowali rozsypane wcześniej owoce, jednak nie zwracali na to uwagi. Zielonka uważnie obserwował jak powolnymi ruchami, wciąż pozostając w tym dzikim transie poczęli zrywać z siebie ubrania, przypomniał sobie jednak o Zimie i rzucił roztargnione spojrzenie w prawo. Przybysz pokonał już nieomal całą długość nawy i zwrócił się teraz w prawo podążając do głównej części Sanctum. Chłopak z żalem rzucił ostatnie spojrzenie na wyznawców Stada i pobiegł za swoim pracodawcą. Po drodze zerknął na dwie postacie sprzeczające się w głównej nawie. Teraz gdy jego wzrok przyzwyczaił się już do panującego wewnątrz półmroku, rozpoznał w jednej z nich Pięknego, dowódcę straży, którego dwa dni wcześniej widzieli na Kwadracie jak stał u boku Siostry otwierającej obchody Dnia Oczyszczenia. Mężczyzna zasłużył na swój przydomek dzięki pociągłym policzkom oraz kwadratowej szczęce, a także perfekcyjnym zębom, którymi się szczycił. Nikt nie wiedział, czy cała jego twarz jest równie urodziwa jak widoczna jej część, gdyż jej górną połowę skrywała obowiązkowa drewniana maska strażnika. -Ojciec musi się podporządkować! –wykrzyknął Piękny. –Siostra rządzi Targiem. -I jeżeli przyśle tutaj zbrojnych, wtedy rzeczywiście będzie musiał to zrobić –odparł spokojnie jego rozmówca w długiej szacie i materiałowej masce na twarzy. –Dopóki jedynie prosi, jak to ująłeś na początku naszej rozmowy, Ojciec ma wybór. I w tej chwili zgodnie z uświęconym zwyczajem wybiera całodzienne czuwanie przy Wodzie Oczyszczenia. -To dziecinada! -pieklił się Piękny. -Zostaliście napadnięci w trakcie oficjalnego święta. Zginęli ludzie i to nie tylko kapłani! Ojciec nie ma prawa odmawiać Siostrze tego spotkania. -Ma i właśnie to robi -stwierdził spokojnie kapłan. -Nie znam motywów jego działania, ale je szanuję i proszę ciebie oraz Siostrę o to samo. -Wrócę! -rzucił dobitnie Piękny nim odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę wyjścia. Jego rozmówca nie odpowiedział, jedynie odprowadził tamtego wzrokiem. Zielonka również spoglądał za odchodzącym Pięknym i ujrzał Brata siedzącego w jednej z ław w środkowej części świątyni. Rubin w jego masce wydawał się być niemal czarny w półmroku panującym w Sanctum. Szczurołap nie poświęcił mu jednak większej uwagi i ponownie podążył wzrokiem za kapitanem straży. Ten wychodząc zetknął się z innym kapłanem, który go zatrzymał i wdał się z nim w dyskusję. Chłopak stracił zainteresowanie i rozejrzał się w poszukiwaniu swego pracodawcy. Zima uważnie oglądał stojący u szczytu nawy pęknięty na pół kamienny ołtarz. Zielonka podszedł do niego, jednak swoją uwagę skupił na tym, co działo się w środkowej nawie. Kapłan który odprawił Pięknego cały czas stał w tym samym miejscu i czekał na tego, który zatrzymał kapitana przy wyjściu z Sanctum. Nie minęło wiele czasu nim Piękny wyszedł, a kapłan kiwając ze zrezygnowaniem głową wszedł do świątyni i podszedł do tego stojącego w środkowej nawie. Obaj razem ruszyli w stronę ołtarza. -Nie traktują tego z należytą powagą –mówił nowo przybyły, a po szarej szacie i takiej samej gładkiej masce Zielonka rozpoznał w nim Kamienia, opiekuna nekropolii. -Dzisiejszej nocy wykradli Łasucha, pamiętasz go? - Tak... tak pamiętam go –przytaknął drugi kapłan. -Często gościł u Złotoustego, zmarł na tę dziwną chorobę... ale to było kilka lat temu. - Tak. Takich rzeczy się nie zapomina, kiedy go otworzyłem cuchnęło, jakby cały zgnił w środku –przytaknął Kamień. -A dziś ktoś wykradł jego szczątki. To już piąty w ciągu ostatnich kilku dni. -I mówisz, że Siostra nie zamierza oddelegować dodatkowych strażników do pilnowania nekropolii? A ilu już wysłała? -Wcześniej czterech a wczoraj niespodziewanie jeszcze czwórkę, ale kradzieże stają się coraz bardziej zuchwałe -rozmawiając w ten sposób obaj kapłani podeszli pod sam ołtarz. -Przepraszam, że przeszkadzam –Zima wtrącił się do ich rozmowy, gdy go mijali - Jak rozumiem Ojciec nikogo dziś nie przyjmuje. Obaj kapłani się zatrzymali, a ten, który wcześniej rozmawiał z Pięknym uważnie zlustrował przybysza wzrokiem. -Masz do niego jakąś sprawę panie? –spytał. -Wystarczy Zimo –odparł. –A ta sprawa to zaledwie kilka pytań. -Zatem będą musiały poczekać dzień czy dwa. -Rozumiem –odparł Zima sięgając do zanadrza. –Proszę mu zatem przekazać w moim imieniu darowiznę na utrzymanie tego miejsca. To mówiąc wręczył zdumionemu kapłanowi sporą bryłkę soli, która ledwo mieściła się w dłoni, po czym nie czekając na jego reakcję przeszedł do sąsiedniej nawy. Zielonka poszedł za nim, obejrzał się jednak ciekawie na kapłana. Tamten przez chwilę przypatrywał się jedynie trzymanej w dłoni bryłce, po czym wraz z Kamieniem pospiesznie zniknął za drzwiami prowadzącymi do tylnych i podziemnych części świątyni. -Znasz tych kapłanów? -spytał…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Targ - Dzień III - Rozdział IX — czytnik · opowiadania