fantastyka · 17 min czytania
Targ - Dzień IV - Rozdział XIV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Chmury na niebie już pojaśniały, gdy wyszli z Holdu, jednak pora była na tyle wczesna, że na głównej alei nie kręcili się jeszcze ludzie. Jak na poranek czwartego dnia obchodów największego święta na Targu, okolica zdawała się nienaturalnie spokojna. Wszyscy trzej ruszyli powoli w stronę Ściętej. Zanim zostali wypuszczeni, Węgorz skrupulatnie oddał im wszystkie odebrane wcześniej przedmioty. Zielonka bardzo cieszył się z odzyskania sztyletu, nie minął wprawdzie choćby dzień odkąd go otrzymał, ale już zdążył się do niego przywiązać. -Jak się zabierzemy do pracy? -spytał Niewierny. -Znajdź Trumnę –odpowiedział mu Zima. –Spotkamy się o trzeciej godzinie nocy milę w stronę Siłowni. Mag skinął głową i zawrócił w kierunku Zarazy. Zielonka patrzył za nim zdumiony. Nie potrafił zrozumieć do czego przybysz może potrzebować trumny w Siłowni. Nie miał jednak czasu na zastanawianie się nad tym problemem. -Prowadź do Odwróconego Uśmiechu –zarządził Zima. –Najkrótszą drogą jaką znasz. Zatem ponownie w przeciągu dwóch dni szli ciasnym przesmykiem między Dupą a Zadziorą. Zielonka miał mętlik w głowie. Do tej pory myślał o Zimie jak o bogatym obieżyświacie, który z nudów się nim zainteresował i dla zabawy udawał, że nie orientuje się w realiach Targu. I nagle w ciągu jednej nocy okazało się, że jest on wprawnym manipulantem, który wie o wiele więcej niż udaje, że wie. Był to spory szok dla szczurołapa, który do tej pory nie zwracał wiele uwagi na polityczne gry toczące się na szczytach lokalnej władzy zbyt pochłonięty kwestią przeżycia o jeden dzień dłużej. Tak zaabsorbowały go te myśli, że nawet nie zauważył wychodzącego z Dupy jegomościa i omal go nie przewrócił. Gdy mamrotał niezborne przeprosiny, spostrzegł, że tamten odziany jest w długi workowaty płaszcz i skórzaną maskę. Wyglądał jak wielu biedaków, raczej przeciętnego wzrostu, obdarty, ale za to z wydatnym brzuchem, który nie pasował do reszty wizerunku. -Nie szkodzi. Z drogi –rzekł raczej szorstko i ruszył dalej drogą, którą przyszli. Zielonce wydawało się, że słyszał już gdzieś ten głos. Znajoma wydała mu się również woń jakby zepsutych owoców, którą poczuł od nieznajomego. Zima zdawał się nie zwracać uwagi na całą sytuację, ale szczurołapa dręczyła świadomość, że słyszał już ten głos w ciągu ostatnich kilku dni. Nie mógł sobie jednak zupełnie przypomnieć kiedy ani przy jakiej okazji. Tymczasem dotarli już na Drugi Trójkąt. Mimo wczesnej pory akurat na tym placu panowało spore poruszenie. Nieopodal stojącej już od kilku dni mniejszej sceny grupa ludzi rozstawiała właśnie wysokie słupy z podestami. Dwa już stały i właśnie przeciągano pomiędzy nimi linę, a kolejne dwa czekały na swoją kolej. -Bardowie, aktorzy, akrobaci, powoli na targu robi się tłoczno –stwierdził Zima. -Obchody Dnia Oczyszczenia to najlepszy czas –odparł Zielonka. -Więcej odwiedzających oznacza większe zyski. Przybysz zaśmiał się krótko. -Nie musisz mi tego tłumaczyć –stwierdził. -Za to chętnie usłyszę, gdzie ta cała hałastra nocuje. -Na pewno zauważyłeś, że w Ściętej panuje spory ścisk –odparł Zielonka. -Karczmy są w tym czasie naprawdę mocno oblegane. Do tego powstaje wiele tymczasowych, jak chociażby tamta –chłopak wskazał rozległy namiot stojący za tymczasową sceną. -Zamożniejsi przybysze goszczą w murowanych domach u naszych najznamienitszych kupców, część w namiotach tych mniej znamienitych, a większość przybyszów jak wiesz, po prostu rozbija własne namioty na zewnątrz. -Faktycznie, nie pomyślałem od razu o tej wiosce w drodze na Mokradła. Fascynujące. -To tak naprawdę jeszcze nic. Poczekaj do jutra –odparł Zielonka. -Na dwa dni przed Dniem Oczyszczenia wokół Targu gromadzi się dziki tłum. Wtedy najłatwiej się tu wślizgnąć między namiotami przybyłych. Gorzej jeżeli strażnicy złapią cię bez szarfy. -Ursula zadała druzgocący cios całemu Targowi! -usłyszeli po wyminięciu ekipy ustawiającej słupy. Okazało się, że kawałek dalej stał skromnie odziany bard z drewnianą piszczałką w rękach, który mimo wczesnej pory znalazł niewielkie grono zainteresowanych słuchaczy. -Nie tylko podstępnie przejęła władzę od Borsuka, któremu dopiero co udało się postawić tę osadę na nogi, ale również od razu przejęła większą część dostaw żywności oraz wprowadziła drastyczne opłaty dla kupców. Ponadto to ona zapoczątkowała niechlubną tradycję pobierania opłat za wstęp na Targ. -Zdaje się, że opowieści o Ursuli są ostatnimi czasy modne –skomentował Zima, gdy wyminęli barda i grupkę jego słuchaczy. -To stare dzieje –skwitował Zielonka. -Ursula rządziła Targiem na długo przed Siostrą, prawdopodobnie jeszcze zanim się urodziłem. -Faktycznie była tak zła, jak ją obecnie przedstawiają? -Nie wiem –odparł z wahaniem Zielonka. -Niewiele o niej słyszałem. Matka zawsze więcej opowiadała o Siostrze i Vuko –jej poprzedniku, którego szczerze nienawidziła. Ursulę wspomniała jedynie kilka razy, ale zawsze twierdziła, że gdyby dano jej czas, to mogła osiągnąć sukcesy porównywalne z tymi, które stały się udziałem Siostry. -Interesujące –skwitował Zima. Tymczasem dotarli już do namiotu Odwróconego Uśmiechu i weszli do środka. -Zima! Zielonka! –powitał ich radośnie kupiec wstając zza stołu. – Czego wam potrzeba? -Zatem słyszałeś już o naszym pojmaniu –stwierdził szorstko przybysz. Odwrócony Uśmiech zaśmiał się jakby usłyszał dobry żart. Wyprosił pomocników i wrócił za stół. -Nawet więcej, widziałem jak was prowadzą. A gdzie nasz spóźnialski? -Coś mu wypadło –Zima nieproszony usiadł naprzeciw kupca. –Co możesz mi powiedzieć o Siłowni? Odwrócony Uśmiech obdarzył go długim badawczym spojrzeniem. -Przede wszystkim, że nie powinieneś się pchać między Siostrę i Chleba –sięgnął po stojącą nieopodal butelkę i kubki. –To są dwie burzowe chmury, które są coraz bliżej siebie, a kiedy się wreszcie zderzą... -Jesteś świetnie zorientowany –Zima stanowczym gestem odmówił przyjęcia kubka. –Ale ja pytałem o Siłownię. -Chleb coś tam trzyma –Odwrócony Uśmiech odwrócił się na chwilę, aby pociągnąć tęgi łyk z kubka. –Oficjalnie się tam nie zbliża, jego ludzie też nie. Wmawiają wszystkim, że upiory dawnych lokatorów powstały z grobów, ale wszyscy wiedzą, że to tylko bajka, aby odciągnąć od tego miejsca nieproszonych gości. -Myślisz, że chce ją uruchomić? –spytał Zima. -Żeby zjednać sobie ludzi? –kupiec nie wydawał się przekonany. –Wątpię, aby udało mu się zapewnić sobie dostawy węgla. Raczej pilnuje, żeby Siostra jej nie uruchomiła. On ma żywność, a kupcy na placach już od kilku tygodni dostają wyraźnie mniej towaru, więc musiał zgromadzić spory zapas. Póki co Siostra robi dobrą minę do złej gry, ale prawda jest taka, że Chleb pogrywa z nią jak chce. Jeżeli szybko czegoś nie wymyśli, to jej myśliwy z łatwością wygra tę grę. Odwrócony Uśmiech znów się odwrócił tym razem na dłużej. Zima go nie popędzał, zapatrzył się w jakiś punkt nad jego głową i trawił informacje. -A ty mały? –spytał nagle kupiec, jakby dopiero zauważył Zielonkę i zaoferował mu kubek. -Pewnie nic nie piłeś przez całą noc –dodał. Chłopak rzucił Zimie niepewne spojrzenie, choć właściwie nie potrzebował jego pozwolenia. Przybysz musiał zdawać sobie z tego sprawę, bo wzruszył ramionami. Szczurołap ochoczo sięgnął po kubek i pociągnął srogi łyk. -To... –wysapał z oburzeniem –jest słabe. Odwrócony Uśmiech zarechotał głośno, jak się zdawało nawet Zima parsknął cicho z rozbawienia. -Ledwie przed chwilą świtało –powiedział wciąż ubawiony kupiec. –Wiesz ilu ludzi przyjdzie mnie dziś oszukać? To nektar pobudzający. A wracając do twojej sprawy –zwrócił się znów do Zimy. –Nawet wy trzej możecie mieć tam problemy. Nie mówiąc już o tym co czeka was po powrocie. Nienawidzę tego cyrku, który się właśnie odbywa, ale w tym roku miałem też inne powody, żeby wyruszyć wcześniej. -To zacznie się w Dzień Oczyszczenia? –spytał Zima. -Jeżeli Chleb będzie chciał czekać tak długo –odparł Odwrócony Uśmiech. -Rozumiem –przybysz wstał. –Zaryzykuję, ale zrozumiem, jeśli nie zaczekasz. -Zapłaciłeś –powiedział z naciskiem kupiec. –Ale czegokolwiek tu szukasz, lepiej się pośpiesz. Zima skinął głową i ruszył w stronę wyjścia. Zielonka dopił szybko zawartość kubka, choć miał smak rozczarowania, to był to jednak darmowy napój. Przybysz w połowie drogi nagle się zatrzymał. -Co sądzisz o Utraconym? –rzucił przez ramię. Odwrócony Uśmiech przez moment się zawahał. -Stary dziwak –powiedział w końcu. –Mieszkał tu chyba jeszcze przed…