Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 20 min czytania

Targ - Dzień V - Rozdział XIX

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kiedy dotarli do namiotu Utraconego, było już jasno, choć kłębiące się nad Targiem chmury były tego dnia wyjątkowo ciemne i ponure. Po Kwadracie kręciło się kilku ludzi, a niektórzy kupcy krzątali się przy swoich kramach. W powietrzu czuć było atmosferę nadchodzącego święta, ale wyczuwało się również coś innego. Nabrzmiałe oczekiwanie. Jakby wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że wkrótce coś się wydarzy i obawiali się, jakie to będzie miało dla nich konsekwencje. -Czują, że coś wisi w powietrzu –stwierdził Niewierny. Zima tylko skinął głową nie odzywając się słowem. -Skąd to wiecie? -spytał Zielonka. -Przypatrz się straganom –odparł Niewierny. -Jeszcze wczoraj gdy szukałem Trumny, widziało się na nich sporo towarów. Wszyscy wystawiali to, co mieli najlepszego, licząc na wzmożone zainteresowanie w okresie obchodów Dnia Oczyszczenia. A co widzisz teraz? Szczurołap rozejrzał się uważnie. Spoglądał na mijane stoiska i obserwował kupców. Nie odpowiedział od razu. Przez te kilka dni, które spędził w towarzystwie Zimy, nauczył się już, że w pierwszej kolejności warto zebrać jak najwięcej informacji i dokładnie je przemyśleć. -Kupcy wystawiają mniejsze ilości towaru, niektóre stragany są niemal puste –powiedział wreszcie chłopak. -Większość swoich rzeczy trzymają zapewne w skrzyniach na wozach, chcą być szybko gotowi do drogi. -Znakomicie –pochwalił go Niewierny. -Co jeszcze? Zielonka skupił się znów wodząc wzrokiem po mijanej okolicy. -Kupcy nie witają przechodniów uprzejmymi skinieniami, nie zachęcają do podejścia do swoich stoisk i przejrzenia towarów –kontynuował. -Raczej czujnie rozglądają się po okolicy, a do potencjalnych klientów podchodzą nieufnie. -Wiedzą, że Chleb wrócił –stwierdził Zima. -I czują, że to nie będą zwykłe obchody Dnia Oczyszczenia. Pewnie niektórzy żałują, że w ogóle tu przybyli. Oprócz kilku kupców, którzy pootwierali już swoje kramy i nielicznej grupy potencjalnych kupujących, na Kwadracie od rana kręciła się również niewielka grupka ludzi w brązowych szatach. Dwoma niewielkimi wózkami zwozili oni na plac większe i mniejsze części jakiejś konstrukcji. Część z nich była drewniana, jednak w przeważającej większości były one metalowe. Zwozili to wszystko i rozładowywali niedaleko wejścia do Tentu, gdzie dwoje innych ludzi również odzianych w brązowe szaty, systematycznie rozkładało przywożone części na ziemi. -Będą budować kolejną scenę? -zdziwił się Niewierny. -Poniekąd -odparł Zielonka. -To tradycyjna konstrukcja przy pomocy której Ojciec ogrzewa nad stosem Wodę Oczyszczenia. -Interesujące -mruknął mag. Tymczasem dotarli do namiotu Utraconego, który był jeszcze zasznurowany, co za pamięci Zielonki nie zdarzyło się nigdy o tej porze dnia. Kupiec zawsze pojawiał się w nim przed świtem a wychodził po zmroku. Szczurołap nie zwrócił na to wcześniej większej uwagi i dopiero teraz wydało mu się to dziwne. Nikt nigdy nie widział księgarza spacerującego po Targu, oglądającego towary oferowane przez innych, czy też zaglądającego choćby od czasu do czasu do karczmy. Spacer do namiotu i później z powrotem do domu był jego codziennym rytuałem, rutyną od której za pamięci Zielonki nie odstąpił ani razu. -Musimy tam zajrzeć –stwierdził cicho Niewierny. Nie było w zasadzie potrzeby ściszać głosu, bowiem o tej porze po Kwadracie kręciło się jeszcze niewiele osób, a jak już wcześniej zauważyli, ci którzy już się wybrali na poranny obchód, raczej starali się trzymać z daleka od innych ludzi. -Podobno pod jego nieobecność ksiąg strzeże upiór –stwierdził z przestrachem Zielonka. -Jeżeli w ogóle, to sam jest tym upiorem –Zima rozejrzał się po placu. –Ale nie możemy tak po prostu tam wejść, znajdźmy jakieś ustronne miejsce na tyłach. Poszli więc w stronę Trójkąta, po czym gdy nikt ich nie obserwował, zagłębili się między namioty. To był świat Zielonki. Właśnie w tych ciasnych przestrzeniach spędzał najwięcej czasu wypatrując szczurów i kryjąc się przed strażą. Nigdy jednak nie zapuszczał się w pobliże namiotu Utraconego, nawet za dnia bał się upiora, o którym sporo słyszał. Ponadto siedziba księgarza znajdowała się niedaleko Zadziory, od której szczurołap również wolał się trzymać z daleka. Nie oznaczało to jednak, że nie wiedział jak trafić we właściwe miejsce. Poprowadził ich szybko i zdecydowanie, a przynajmniej na tyle szybko na ile było to możliwe biorąc pod uwagę zranioną nogę Niewiernego. Gdy znaleźli się pod tylną ścianą namiotu, mag ostrożnie uniósł jego połę przy wykorzystaniu swej mocy. Zima schylił się i zajrzał do środka. Chwilę badał wnętrze wzrokiem, po czym się tam wturlał. Zielonka najostrożniej jak potrafił poszedł w jego ślady. Teraz, gdy wejście było zasznurowane, w środku panował prawdziwy mrok, a jedyne strzępki światła wpadały od strony uniesionej przez maga poły namiotu. Wnętrze wyglądało tak samo jak podczas ich poprzedniej wizyty kilka regałów zastawionych księgami i kontuar, za którym zwykle stał księgarz. Jednak tym razem Utraconego nie było na miejscu. Nie chował się w żadnym mrocznym kącie swojej księgarni, nie zaatakował ich również żaden upiór. Zima pospiesznie zlustrował wnętrze, po czym dał Zielonce znak, że wychodzą. Gdy byli już na zewnątrz, Niewierny równie ostrożnie jak przedtem ją podniósł, opuścił połę namiotu. -Wiesz, który dom do niego należy? –Zima spytał szczurołapa. -Jest już jasno –odparł niepewnie Zielonka. -Tylko się rozejrzymy. Poszli więc pod dom, który księgarz zajmował wraz z bratem. Była to niewielka piętrowa konstrukcja otoczona niewysokim murkiem. W kilku oknach wciąż jeszcze zachowały się okiennice w tej chwili zawarte na głucho. Pozostałe okna pozasłaniano od wewnątrz ciemnymi pasami materii. Obserwowali dom z odległości kilkudziesięciu metrów stojąc w przejściu na Trójkąt. Spośród przechodniów mijających dom Utraconego nikt na niego nawet nie spojrzał, nie mówiąc o wejściu na posesję. Budynek nikogo nie interesował. Po jakimś kwadransie obserwacji przeszli na tyły domu i tam się przyczaili. -Chyba oszalał -powiedział nagle Niewierny. -O co chodzi? -spytał Zima. -Spójrz -mag wskazał gęstniejące kłęby kurzu na tyłach sąsiedniego budynku. -Do kogo należy ten dom? -pytanie Zimy skierowane było do Zielonki. -Do Aksamitnej -odparł szczurołap. -Ile osób wie o tym cieniu? -rzucił bardziej do siebie Niewierny. Tymczasem gęstniejący kłąb kurzu zaczął przybierać wyraźniejsze kształty. Wpłynął przy tym za rozrośnięty i źle utrzymany krzak znajdujący się na podwórzu tak, iż był niemal niewidoczny z drogi. Dopiero tam ostatecznie się uformował i zgęstniał przybierając postać zgarbionego mężczyzny. Człowiek przez chwilę czaił się za krzewem, po czym wyprostował się. Był wysoki, a na twarzy nosił granatową maskę. -To nie Utracony -stwierdził Niewierny. -Nie. To Czwarty -powiedział Zima. -Interesujące. -Jest magiem? -spytał Zielonka. -Nie -Niewierny pokręcił głową. -Żaden z nas nie posiadał takich umiejętności. To musi być skażony. -Czwarty? -szczurołap nie dowierzał temu, co właśnie usłyszał. Tymczasem alchemik otrzepał się z kurzu, wyszedł powoli zza krzaka i ruszył w stronę drogi. Przeszedł w pobliżu ich kryjówki, jednak nie wykrył ich obecności, a po chwili zniknął za zakrętem. Dalsza obserwacja domu Utraconego nie przyniosła żadnych rezultatów. Zielonka zaobserwował natomiast coś innego. Czekali ponad godzinę i w tym czasie tłum poruszający się ulicami Targu wyraźnie zgęstniał. Co jakiś czas przechadzały się pośród niego grupki myśliwych w swoich długich zielonobrązowych płaszczach i z łukami przewieszonymi przez ramiona. Zwykle szło ich dwóch, trzech naraz, jednak w pewnym momencie minęła ich nawet pięcioosobowa grupa. -Jakby nagle wyskoczyli spod ziemi –stwierdził Zima.-wcześniej widzieliśmy ich tylko w okolicach Późnej Godziny, a teraz jak się zdaje są wszędzie. Zielonka skinął głową nieco rozczarowany faktem, że nie tylko on to zauważył. Odczekali jeszcze kilka minut, jednak gdy nie zaobserwowali niczego godnego uwagi, postanowili opuścić swoją kryjówkę i przyjrzeć się posiadłości z bliska. Podeszli do wysokiego drewnianego płotu i zajrzeli za niego przez szpary między deskami. Znajdował się tam niewielki i zaniedbany podwórzec. Utracony nie trzymał tam żadnych mebli, jedynie na środku podwórka z lichego trawnika wyrastała samotna podniszczona fontanna. Widoczne ponad podwórcem okna budynku podobnie jak na froncie były pozasłaniane, czy to zawartymi okiennicami, czy też ciemnymi zasłonami tam, gdzie brakowało tych pierwszych. Nie zaobserwowali żadnych ruchów wewnątrz budynku. -Nie wydaje mi się, żeby był w środku –stwierdził wreszcie Niewierny. -Na pewno tam jest, ale w ten sposób go nie wypatrzymy –uznał Zima. -Dobrze wie, że będziemy go tutaj szukali –mag rozejrzał się wokół. -Poza tym za dużo ludzi się tu kręci, a jak już stwierdziliśmy wcześniej, większość jest obecnie nieufna. Nie ryzykowałbym włamania. Zima jedynie skinął głową. Jeszcze przez jakiś czas obserwowali dom, jednak ku ogromnej uldze Zielonki wreszcie uznali, że wszyscy trzej potrzebują posiłku i czas już wracać do Ściętej. -Jednak po drodze musimy koniecznie odwiedzić Czwartego –stwierdził Zima. -Dlaczego? -spytał go Zielonka. -Przecież byliśmy z nim umówieni. Wówczas chłopak przypomniał sobie, że faktycznie mieli odwiedzić alchemika za dzień lub dwa. Poszli więc na Kocioł. Pomimo wczesnej pory z niewielkiej sceny ustawionej na placu przemawiał już jakiś bard. Niewątpliwie nie był on równie utalentowany jak Chaber, jednak jego słowa wzbudzały pewne zainteresowanie wśród tłumu. -W ten sposób Ursula zablokowała dostawy żywności do mniejszych osad otaczających Targ –mówił artysta. -Strażnicy zatrzymywali każdy wóz, który miał wyjechać z osady i dokładnie go przeszukiwali, aby mieć pewność, że zachowywane są limity ilości wywożonego pożywienia. Jeżeli cokolwiek znaleźli zawracali właściciela wozu, bądź też zmuszali go do odsprzedania nadmiarowej żywności. -Ostatnio ciągle słyszę jakieś historie o…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%