Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 22 min czytania

Targ - Dzień V - Rozdział XVII

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W ostatnich latach jedynie w Osadzie Wyrzutków Zielonka czuł się jak w domu. Na Targu był niechcianym intruzem zbyt ubogim, żeby mógł tam choć wejść i poszukać swojej szansy. Tutaj natomiast nie potrzebował niczego, bo nikt niczego nie miał. Osada była w rzeczywistości sporą dziurą w ziemi, rozpadliną pozostałą po Skażeniu, której postrzępione brzegi wskazywały jakby z wyrzutem w stronę szarych chmur wiecznie zakrywających nieboskłon. Była to mniejsza odnoga większego wąwozu znajdującego się nieopodal, który służył za składowisko odpadów wynoszonych z Targu przez odpadowych. Okoliczni mieszkańcy, których nie było wielu, dzień w dzień przeczsywali to miejsce w nadziei odkrycia czegokolwiek wartościowego. Właściwie poza Brudem i kilkoma kalekami o których się troszczył, nikt nie mieszkał tu na stałe. Trafiali tu ci, którzy nic nie mieli i na jakiś czas utracili chęć pogoni za lepszym losem, jednak jeżeli tylko mogli, w końcu odchodzili przynajmniej na jakiś czas. Nikt nie lubił czuć się jak jeden z tych śmieci gnijących w wąwozie nieopodal. Szczurołap przybywał w Osadzie Wyrzutków zazwyczaj wówczas, gdy po raz kolejny wyrzucono go z Targu i musiał gdzieś przeczekać kilka dni. Teraz siedział skulony przy ognisku i wpatrywał się w Trumnę, którego opatrywał Niewierny. Patrzył tępo jak mag przemywa wodą poparzenia ciemnoskórego wojownika, który mężnie znosił swój los. -Wystarczyłaby sól –stwierdził siedzący nieopodal Zima. -To ty jesteś bogaczem –powiedział sucho Niewierny. –Mogłeś o tym pomyśleć. -Zaskoczył nas wszystkich –odparł przybysz. -Właśnie –Trumna mówił z wyraźnym wysiłkiem. –My nie robimy tobie wymówek. Po tych słowach pogrążyli się w posępnym milczeniu. Z Siłowni udało im się uciec bez większych komplikacji, jeśli nie liczyć słaniającego się na nogach Trumny. Niewierny z Zimą musieli podpierać go z obu stron, gdyż nie był w stanie samodzielnie zrobić kroku a jego skrzynia ledwie snuła się za nimi po ziemi. Na szczęście szkielety się więcej nie pojawiły, prawdopodobnie nie spostrzegły nawet pojawienia się cienia. Gdy znaleźli się już na zewnątrz, Zima uznał, że nocny powrót na Targ wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, wobec czego będący na skraju załamania Zielonka bardziej w przebłysku instynktu niż świadomej myśli zaproponował Osadę Wyrzutków. Mimo wszystko to miejsce zawsze kojarzyło mu się z bezpieczeństwem, a tego właśnie teraz potrzebował, aby nie pogrążyć się w panice, jaka owładnęła nim wcześniej wewnątrz Siłowni. Brud przyjął ich życzliwie. Jak zwykle nie zadawał zbędnych pytań, skrzywił się jedynie pod resztką swojej maski, gdy powiedzieli, że byli w Siłowni. Wskazał jednak miejsce, gdzie mogli usiąść, aby choć trochę odpocząć. Przyniósł również trochę drewna na ognisko i wodę w podniszczonym garnku. -Czegoś wam potrzeba? –spytał teraz swym cichym głosem podchodząc do ich ogniska. -Wystarczy nam spokój, który zaoferowałeś –odparł Zima. -Jesteśmy wdzięczni za okazaną dobroć. Brud skinął głową i się oddalił. Spojrzał jedynie przelotnie na Zielonkę, który unikał jego wzroku. Samozwańczy przywódca Osady Wyrzutków zawsze był dla niego dobry, ale chłopak nie mogąc sobie poradzić z tym co zobaczył, próbował uciekać w głąb siebie. -Jak myślisz, co się tam wydarzyło? –spytał nagle Niewierny kończąc opatrywać Trumnę. Zielonka nie od razu się zorientował, że pytanie zostało skierowane do niego. Usłyszał jedynie, że coś zostało powiedziane, gdy jednak przy ich ognisku zapadła nabrzmiała oczekiwaniem cisza, uniósł głowę. Wówczas spostrzegł, że Zima z Trumną się w niego wpatrywali, czekając jakiej odpowiedzi udzieli. Niewierny natomiast jakby nie zwracał na niego uwagi, zajęty teraz opatrywaniem własnej zranionej nogi. -Zaatakowały nas upiory –wychrypiał chłopak. -Upiory nie istnieją –stwierdził spokojnie Niewierny. –Są jedynie wygodnym tłumaczeniem. Łatwiej jest udawać, że boisz się jakiejś mrocznej nienazwanej siły, której być może nigdy nie spotkasz, niż przyznać, że tak naprawdę boisz się drugiego człowieka, którego możesz spotykać nawet kilka razy dziennie. Nienazwanej sile musiałbyś się poddać, z człowiekiem powinieneś się zmierzyć. A ponieważ nie zawsze możesz znaleźć w sobie siłę bądź ochotę do takiej walki, mroczna potęga jest wygodniejszym wytłumaczeniem. -Byliście tam, widzieliście to samo co ja! -wybuchnął Zielonka na tyle głośno, że ludzie rozsiani po całej rozpadlinie, którzy już wcześniej ciekawie zerkali w ich stronę, poczęli się im przyglądać z jeszcze większym zainteresowaniem. –To nie byli ludzie. -Nie –przyznał spokojnie Zima. –To był jeden człowiek i zupełnie nie spodziewaliśmy się go tam spotkać. -To był mag –oznajmił Niewierny. –Cholernie potężny. Trumna tylko powoli skinął głową. Siedział zgarbiony nad ogniem i wpatrywał się w płomienie. Poparzenia na jego skórze tworzyły brzydkie place podrażnionej skóry, które mieszały się z licznymi śladami skażenia widocznymi na jego ramionach i klatce piersiowej. Choć biorąc pod uwagę, że przeżył kąpiel w strugach ognia, wyglądał nienajgorzej. -Potraficie ożywiać umarłych? –spytał Zielonka. -Nikt tego nie potrafi –stwierdził mag. –To jedynie sztuczka obliczona na efekt psychologiczny. Nie będę Tobie teraz tłumaczył wszystkich zawiłości magii, ale wiedz, że w swojej najbardziej podstawowej formie polega ona na poruszaniu materią nieożywioną. Chodzi o narzucenie swojej woli innemu obiektowi, a ponieważ kamień czy kość nie mają własnej woli, jest to dosyć łatwe. Widziałeś mnie na Mokradłach, wówczas to właśnie robiłem, narzucałem kamieniom swoją wolę. Jednak każdy obiekt, który chcesz poruszyć, wymaga osobnej myśli. Jeżeli chcesz podnieść z ziemi dziesięć kamieni naraz, każdemu z nich musisz poświęcić osobną myśl, skoncentrować się na nim i zmusić do uniesienia się w górę. Mag, który ukrywa się w Siłowni, musi być niezwykle potężny, gdyż poruszał naraz kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy kości. I to nie w przypadkowy sposób. On nadał im konkretny kształt i pozór życia. Poruszały się, atakowały i ścigały nas. A jednak musisz pamiętać, że były to tylko bezwolne kukły. -Wszyscy potrafiliście takie rzeczy? –spytał Zielonka. -Wielu z nas, choć rzadko który na taką skalę. -Ale w takim razie dlaczego nie zdecydowaliście się na podbój świata, zamiast go niszczyć? -spytał Zielonka z wyrzutem. Niewierny rzucił mu długie spojrzenie. Nawet pomimo maski na jego twarzy szczurołap wiedział, że mag jest na niego zły. Zima pokręcił głową z dezaprobatą. -Posłuchaj... –zaczął. -Nie –przerwał mu Niewierny. –Opowiem mu. Zapewne to i tak niczego nie zmieni, ale jeżeli zechce mnie wysłuchać, to chociaż on będzie wiedział. Po tych słowach mag zapatrzył się w płomienie. Zielonka go nie popędzał. Podskórnie wyczuwał, że Niewierny zechce się teraz tłumaczyć, a nie bardzo miał ochotę tego wysłuchiwać. Od małego wpajano mu nienawiść do magów i nie sądził, aby cokolwiek mogło to zmienić. Zima z Trumną również zapatrzyli się w płomienie. Oni też czekali. -Nie chcieliśmy władać światem, ani tym bardziej go niszczyć. Próbowaliśmy go ocalić. -Akurat –parsknął Zielonka. Zima zgromił go wzrokiem. -Nie musisz mu wierzyć –powiedział. –Ale przynajmniej go wysłuchaj. O ile wiem, nigdy wcześniej nie spotkałeś maga. Szczurołap zaciął usta w grymasie, który jak miał nadzieję, dawał do zrozumienia, że nie uwierzy w ani jedno słowo, ale skinął głową. -To prawda, że przed Skażeniem nasza cywilizacja był niezwykle rozwinięta –mag podjął opowieść, jakby szczurołap w ogóle mu nie przerywał. –Pozyskiwaliśmy energię z siłowni, wyręczaliśmy się nizmami,, doprowadzaliśmy do naszych domów wodę z odległych miejsc. Życie było wówczas o wiele prostsze. Ale miało to swoją cenę, z istnienia której początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy, bowiem tak długo jak coś działa dobrze i możemy czerpać z tego korzyści, nikt z nas nie zastanowi się naprawdę nad tym, czy za jego powodzeniem nie kryją się nieprzewidziane konsekwencje. Ja również się nad tym nie zastanawiałem, jako młody mag świeżo po akademii służyłem na dworze lorda Gerela, którego szykowano na nową głowę rodu Ośmiokąta. Żyło mi się dobrze, obowiązki miałem lekkie, wynagrodzenie godziwe i sporo wolnego czasu do dyspozycji. Zainteresowała się mną nawet jedna z dwórek... Któż by wtedy pomyślał nad tym, że energia produkowana przez siłownie była brudna? Że hałdy popiołów i żużlu wzrastające latami na polach w pobliżu siłowni były szkodliwe a ich wpływ na zdrowie ludzi i okoliczne lasy katastrofalny? Nikt nie zawracał sobie tym głowy, a odpady po prostu usypywano w coraz większe stosy z braku pomysłu co z nimi robić. Zawsze zaczynało się niewinnie. Większa osada, jeżeli było ją na to stać, sprowadzała grupę inżynierów ze stolicy. Następnie wybierali oni odpowiednie miejsce, siłownia szybko rosła, instalacje podłączano do domostw i w stosunkowo krótkim czasie wszyscy mogli się cieszyć z udogodnień jakie dawało chociażby porządne oświetlenie o każdej porze dnia i nocy. Nikt nie myślał wówczas o tym, że już pierwszego dnia gdzieś w pobliżu siłowni zaczęto usypywać hałdę popiołu, która rosła z czasem, a już po paru latach nikt nie chodził na spacery w tamtym kierunku, bo hałda szpeciła krajobraz. Wielu jednak nadal myślało, że jest to jedynie problem estetyczny, a cena pozyskiwanej energii niewielka... Ale nie tylko Siłownie stanowiły problem. Były też nizmy, nasi wspaniali pomocnicy do wszystkiego. Wprawiali w ruch nasze młyny, podawali nam posiłki, niektórzy nawet za nas walczyli. Jedynie pomysłowość i talent konstruktora wyznaczały granicę ich możliwości. To były doprawdy cudowne maszyny, lord Gerel miał kilka. Ileż czasu spędziłem próbując rozwikłać tajemnicę ich funkcjonowania! Trudno było ją odkryć, gdyż konstruktorzy zawistnie strzegli swoich sekretów i niechętnie dzielili się nimi z kimkolwiek, choćby ze sobą nawzajem. A te ich blaszane cudy były doprawdy niezwykłe, każdy kto żył w tamtych czasach, powie tobie to samo. Tylko że działały na perin –Niewierny zamilkł na chwilę i z zamyśleniem zapatrzył się w płomienie. –To ciekawa substancja. Przez długi czas z uwagi na jej wygląd w stanie surowym wykorzystywano ją jedynie do ozdoby. To są na ogół małe kamyczki o wielu krawędziach, czarne, są bardzo matowe, zdają się wręcz pochłaniać całe otaczające je światło. O ile mi wiadomo w tym stanie perin jest zupełnie niegroźny. Jednak jakieś sto lat temu odkryto jego wysokie właściwości energetyczne. Okazało się, że jeden niewielki kamień, może przez tydzień zasilać cały nizm, co przyczyniło się do gwałtownego rozwoju branży konstrukcyjnej. Widzisz nizmy znano już wcześniej, jednak były wówczas zasilane na węgiel, co znacznie ograniczało ich popularność, gdyż zużywały go dużo, a poza tym żeby trzymać taki mechanizm w domu, potrzebna była znakomita wentylacja, która nieustannie usuwała dym z pomieszczenia, wobec czego przez długi czas pracowały one głównie w kopalniach. A

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Targ - Dzień V - Rozdział XVII — czytnik · opowiadania