fantastyka · 30 min czytania
Targ - Dzień VI - Rozdział XXIII
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stos został niemal ukończony. Piętrzył się wysoko nieopodal wejścia do Tentu i przerastał niektóre namioty stojące wokół placu. Krzątała się przy nim trójka ludzi w brązowych szatach, którzy doglądali ostatnich szczegółów. Nad całością czuwali oczywiście myśliwi Chleba, którzy przez cały dzień krążyli wokół placów i samą swoją obecnością łagodzili spory. Jak się zdawało wielu czuło przed nimi respekt, skoro sami wybrali ich przywódcę na nowego władcę Targu. Ściemniało się już, a ludzie tłumnie gromadzili się wokół stosu oraz wzniesionego tuż przy nim podwyższenia, pomimo odległych wprawdzie, ale coraz częstszych grzmotów. Na podwyższeniu kilka osób sprawdzało właśnie ustawienie masywnego stojaka połączonego z misternym mechanizmem służącym do unoszenia kotła wypełnionego wodą ponad stos. Każdego roku ustawiano tę konstrukcję na Kwadracie, by Ojciec mógł za pomocą owego mechanizmu unieść kocioł z Wodą Oczyszczenia w pobliże płomieni i doprowadzić ją do wrzenia. Następnie kapłan doprawiał ją sobie tylko znanymi ziołami i wznosił modły do Upartego, aby zechciał ją przemienić. Nikt nie znał pochodzenia tej konstrukcji ani jej pierwotnego przeznaczenia. Odkąd Zielonka pamiętał, używana była raz do roku, właśnie w trakcie obchodów Dnia Oczyszczenia, w pozostałym okresie trzymano ją gdzieś w podziemiach Sanctum. Szczurołap patrzył zafascynowany jak dwóch mężczyzn i kobieta w odświętnych szatach kilka razy zawieszali na drągu pusty kocioł, a następnie przy pomocy pokręteł i dźwigni wyprowadzali go w pobliże szczytu stosu. Tymczasem ciemność gęstniała. Zielonka, którego ubraniem szarpał wzmagający się wiatr, zaczął wypatrywać w oddali blasku pochodni, bowiem już niebawem miał pojawić się Ojciec. Do tego momentu jak i podczas całej ceremonii nikomu ze zgromadzonych na Kwadracie ludzi nie wolno było mieć ze sobą jakiegokolwiek źródła światła. Jedynie procesja niosąca Wodę Oczyszczenia mogła mieć przy sobie pochodnie. Szczurołap wypatrywał ich czujnie stojąc na tyłach kuźni Szynki. Skupiał się jedynie na obserwacji traktu wiodącego od strony Sanctum i starał się nie zerkać w stronę Zimy i Niewiernego. Wiedział, że obaj kręcą się w pobliżu stosu, żeby w razie czego szybko zareagować. Natomiast Trumna został w Sanctum aby ochraniać Siostrę. W oczekiwaniu na rozpoczęcie ceremonii Zielonka wrócił myślami do ponownego spotkania z Zimą. Przybysz ucieszył się, że chłopak jest cały, jednak od razu chciał go odprawić, uznał bowiem, że sprawy zaszły za daleko i obecnie jego towarzystwo jest zbyt niebezpieczne dla szczurołapa. Wyciągnął również z trzosa kilka bryłek soli, które mu ofiarował, aby Zielonka nie musiał się przynajmniej przez jakiś czas troszczyć o swoje utrzymanie. Szczurołap jednak ich nie przyjął, nie chciał również słyszeć o opuszczaniu przybysza w takim momencie. Zdecydowanie zapewnił, że jeżeli Zima zwolni go z obowiązków, to i tak zostanie z Siostrą, jeżeli nawet nie jako jego pracownik, to jako łącznik Matki, która przez niego zapewniała przecież o swym poparciu. Niedawna władczyni Targu przyjęła te zapewnienia aprobującym skinieniem głową. Choć raptem poprzedniego wieczoru straciła Węgorza i kilku innych strażników, nie wyglądała na załamaną. Przeciwnie, ze spokojem wydawała dyspozycje tym, którzy jej pozostali. Nie było ich jednak wielu. Ledwie kilku przebiło się wraz z Siostrą i Zimą do Sanctum. Większość poszła w rozsypkę jeszcze podczas bitwy na Kwadracie a ich dalszy los pozostawał nieznany. Piękny, który towarzyszył swej przywódczyni w Sanctum, jeszcze przed świtem wyruszył na Targ, aby odnaleźć niedobitki swoich ludzi i ustalić jakimi siłami właściwie dysponuje. Siostra natomiast pozostała w Sanctum, aby planować w jaki sposób odzyskać władzę. Sporo również dyskutowała z Ojcem i Tkaczem. Zbliżał się dla niej czas walki i całą swoją postawą dawała do zrozumienia, że jest na to gotowa. Niedługo po przybyciu Zielonki i Trumny, których bez trudności wpuszczono do podziemnych komnat, w Sanctum zjawił się Chochla. Ojciec długo z nim rozmawiał, a gdy wrócił do pozostałych, oznajmił, że strażnik zażądał wydania Siostry. Nie chciał przy tym słuchać wyjaśnień kapłana, że Sanctum nie podlega zwierzchnictwu władz Targu i może udzielać gościny każdemu, kto się o nią zwróci. Zagroził nawet, że jeżeli kobieta nie zostanie wydana, to może mieć niekorzystny wpływ na pozostałą część obchodów Dnia Oczyszczenia. To obudziło w nich podejrzenia, że Chleb spróbuje porwać Ojca, wobec czego resztę dnia zajęło im takie planowanie wieczornej uroczystości, aby do tego nie dopuścić. W efekcie Zielonka stał teraz między namiotami wyznaczającymi obręb Kwadratu i wypatrywał Ojca. Jego rola nie była zbyt okazała, ale mogła okazać się niezwykle istotna. Chłopak miał bowiem obserwować przebieg uroczystości, a gdyby zauważył cokolwiek niepokojącego, odciągnąć uwagę tłumu i myśliwych poprzez spektakularną dywersję polegającą na podpaleniu namiotu Szynki. Liczyli bowiem, że chaos z tym związany skutecznie utrudni ludziom Chleba realizację ich planów. Zielonka był bardzo przejęty wyznaczonym mu zadaniem, choć budziło w nim mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo chciałby się wykazać, natomiast z drugiej wolałby, żeby Ojca pozostawiono w spokoju, gdyż lubił go pomimo całej jego religijności i zapatrzenia w Upartego. Jego wątpliwości budziła również kwestia wywołania pożaru, bowiem obawiał się, że może się on rozprzestrzenić w zupełnie niekontrolowany sposób, a nie chciałby stać się tym, który będzie odpowiedzialny za zniszczenie Targu. Nękany wątpliwościami znów skierował swój wzrok w stronę podwyższenia i w dogasającym świetle dnia przyjrzał się zgromadzonym tam ludziom. W pierwszych szeregach dostrzegł Brata i Złotoustego, którzy stali obok siebie i o czymś rozmawiali. Nieopodal nich Zielonka wypatrzył również Szynkę w jego zdobionym pancerzu i z nieodłącznym inkrustowanym mieczem. Jego rynsztunek nie sprawiał jednak zbyt imponującego wrażenia, gdyż w dogasającym świetle dnia wprawione weń imitacje kryształów nie dawały odpowiedniego blasku. Szczurołap wypatrzył wśród zgromadzonych również Aksamitną i Srokę, a w dalszych szeregach mignął mu także Czwarty. Wkrótce Zielonka znudził się obserwowaniem zgromadzonych i począł błądzić wzrokiem wokół. Wreszcie, gdy już całkiem się ściemniło, dostrzegł u wejścia na Kwadrat niewyraźny blask pochodni, który z każdą chwilą się nasilał. Niedługo potem tłum zgromadzony wokół stosu zaczął się rozstępować tworząc szerokie przejście, o co zadbali pilnujący porządku myśliwi. Zielonka obserwował z oddali jak przejściem podąża mężczyzna w brązowej szacie niosący znak Upartego. Za nim kroczył Ojciec niosący ciężki kocioł wypełniony wodą. Tych dwóch otaczały cztery inne osoby, które trzymały w wysoko uniesionych rękach płonące pochodnie. Szczurołap pamiętał lata, gdy procesja rozciągała się od wejścia na Kwadrat aż pod sam stos, tak wielu było bowiem ochotników, którzy chcieli choć w tym czasie zbliżyć się do Upartego. Jednak ten czas już minął. Wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że ludzie znów troszcząc się przede wszystkim o siebie ostrożniej angażowali się w różne inicjatywy. Co nie przeszkadzało im tłumnie zgromadzić się pod Tentem, aby obserwować kolejną próbę uzyskania Wody Oczyszczenia. Procesja z wolna zbliżyła się do podwyższenia. Najpierw wszedł na nie mężczyzna niosący znak Upartego, następnie dwoje ludzi z pochodniami, a po nich sam Ojciec z trudem taszczący po wąskich schodkach ciężki kocioł. Dwoje pozostałych uczestników pochodu pozostało na dole i stanęło po obu stronach stopni. Zgromadzeni na Kwadracie w milczeniu obserwowali tę scenę czekając na to, co miało za chwilę nastąpić. Ojciec tymczasem zawiesił kocioł na pustym już teraz drągu i przez krótką chwilę wpatrywał się w niego zapewne dla złapania oddechu. Wreszcie odwrócił się w stronę zgromadzonych. -Witajcie! –zakrzyknął głośno. –Wasza nadzieja mnie uskrzydla i wzmacnia mój upór w dążeniu do celu jakim jest Oczyszczenie! Ledwie kilka godzin dzieli nas od tego wielkiego święta, kulminacji naszych oczekiwań. Ale ten dzień tak naprawdę nie zaczyna się tu i teraz. On powinien zacząć się dla nas wszystkich zgromadzonych na tym placu już dawno temu, bo na Oczyszczenie nie wystarczy czekać, do niego trzeba dążyć! Umilkł i potoczył wzrokiem po zgromadzonych. Nikt się nie odezwał. Cisza brzemienna oczekiwaniem zaległa na całej połaci Kwadratu. Zielonka znał tę ciszę. Raz czy dwa udało mu się skryć w pobliżu placu w wieczór przed Dniem Oczyszczenia, a przecież w obchodach święta brał również udział wcześniej, gdy mieszkał jeszcze u Matki. Za każdym razem wyglądało to tak samo. Ludzie pełni nieuzasadnionej nadziei przeplatali się ze zrezygnowanymi i pokonanymi, a także z tymi, którzy nadzieję już dawno utracili, ale wciąż wracali z uporem aby tylko sprawdzić, czy na pewno nic się nie zmieni. Oni wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że ta chwila należy do Ojca. Co rok w tym miejscu i w tym czasie przez jeden krótki moment to on rządził Targiem. Zielonka obserwował go teraz, jak stojąc ze wzniesionymi rękoma wodził wzrokiem po morzu zgromadzonych na placu głów. Zastanawiał się, czy kapłan upajał się tą chwilową władzą, jaką zyskiwał tego wieczoru, czy też faktycznie przepełniała go nieuzasadniona nadzieja, że coś się wreszcie dokona, a jego oczekiwanie zostanie zakończone. Ojciec tymczasem opuścił ręce i wolno pokręcił głową. -Nie wystarczy biernie czekać –powtórzył z mocą. –Trzeba być upartym jak sam Bóg. I nawet jeżeli brakuje w nas wiary, zrobić wszystko, aby Oczyszczenie faktycznie nastąpiło. Aby moc Upartego dotknęła nas i zaczęła w nas działać. Abyśmy sami stali się uparci jak on! Nie w dążeniu do zaspokajania własnych potrzeb, ale w dążeniu do doskonałości. O tę fizyczną możemy go jedynie prosić w nadziei, że udzieli nam Oczyszczenia. Jednak to nie o nią powinniśmy się przede wszystkim troszczyć. Woda Oczyszczenia ma w nas pracować od wewnątrz, gdyż nawet w pełni uzdrowieni fizycznie, nadal będziemy wciąż na nowo potrzebować Oczyszczenia teraz i na zawsze, dopóki tułamy się po tym świecie! Ojciec wypowiadał swe słowa z emfazą, w trakcie przemowy majestatycznie wznosił ręce do góry, by w kulminacyjnym momencie przy ostatnim zdaniu powoli je opuścić szeroko przy tym rozstawiając na boki, jakby chciał objąć nimi całą powierzchnię Kwadratu. Ruch ten zgrał się idealnie z odległym wprawdzie, ale wyraźnie słyszalnym odgłosem grzmotu. Słuchając tej przemowy Zielonka wrócił myślami do sceny, której był świadkiem wcześniej tego dnia, gdy mając wolną chwilę włóczył się wśród podziemnych korytarzy pod Sanctum. Natknął się wówczas na niewielką kapliczkę, bardziej niszę w ścianie korytarza, w której znajdował się stojący samotnie znak Upartego, oświetlony dwoma zawieszonymi po bokach pochodniami. Ojciec stał cicho zaledwie kilka kroków przed symbolem swego boga i intensywnie się w niego wpatrywał. Ręce opuścił luźno wzdłuż ciała, wyraźnie się garbił, a szata falowała lekko, jakby drżały mu kolana. Na jego twarzy odmalowany był wyraz najwyższego skupienia, kapłan zdawał się nie dostrzegać, co w ogóle dzieje się wokół niego. Zielonka nie chciał mu przeszkadzać, ale jednocześnie zainteresował go ten widoczny przejaw pobożności. Chłopak najciszej jak mógł usunął się w cień pod ścianą korytarza, aby obserwować Ojca. Później gdy się nad tym zastanawiał, nie mógł stwierdzić jak długo to trwało, nim wreszcie ciszę kontemplacji zmącił głos nadchodzącego z drugiej strony korytarza Tkacza. -Tak myślałem, że cię tu znajdę –wykrzyknął już z daleka kapłan w żółtej masce. Ojciec nie zareagował. Stał sztywno wpatrzony w symbol Upartego. Jedynym widomym znakiem tego, że w ogóle usłyszał Tkacza, było chwilowe zaciśnięcie dłoni. Dopiero gdy drugi kapłan zbliżył się na odległość kilku kroków, Ojciec odwrócił się w jego stronę. -Czy coś się stało? -spytał spokojnie. -Od wczoraj stale się coś dzieje -odparł Tkacz. -Chochla znów złożył nam wizytę, właśnie z nim rozmawiałem. -Nie zdziwię się, jeśli zjawi się tu po raz trzeci –stwierdził Ojciec. -Dziękuję, że mnie o tym poinformowałeś. -Skoro już pytasz, powiedziałem mu mniej więcej to samo co ty -powiedział Tkacz. -Tak uzgodniliśmy -Ojciec skinął głową. -A jednak nadal zdajesz się nie być przekonany. -Straż, ci spośród nich, którzy dogadali się z Chlebem oraz myśliwi mogą tutaj wejść w każdej chwili -stwierdził kapłan w żółtej masce. -A wówczas ani Sześciopalczasty, ani tym bardziej twój Uparty nas nie obronią. -Pokładasz niewiele wiary w swojego boga -odpowiedział Ojciec nadal emanując spokojem. -Mój bóg to handlarz, sprzeda mnie, jeśli będzie miał z tego korzyści. -Zatem dlaczego mu służysz? -Znów wracamy do tego tematu? -Tkacz z dezaprobatą pokręcił głową. -Wiem, że moje życie ma dla niego wartość. Nawet jeśli wyda mnie w ręce straży, to tylko dlatego, że coś na tym zyska. Poza tym Targ to osada kupców, Sześciopalczasty im patronuje, a oni potrzebują opiekuna kultu. -Zawsze podziwiałem umiejętność twojego boga do wyszukiwania przedsiębiorczych kapłanów -stwierdził Ojciec. -Ceni też sobie poczucie humoru, podczas gdy twój wyszukuje samych ponuraków. -Przede wszystkim wyszukuje ludzi oddanych. Nie potrzebuje koniunkturalistów. -Znakomicie, obelga za obelgę -Tkacz zaśmiał się krótko. -Wybacz jeśli cię uraziłem. Znamy się długo i wiesz, że bardzo ciebie cenię, ale Sześciopalczasty mi świadkiem, że dawno się tak nie bałem. -Jak my wszyscy -odparł Ojciec. -W takich chwilach kapłan jest głównie po to, aby nieść pocieszenie. -Zatem nie zmieniasz zdania, pójdziesz wieczorem na Kwadrat. -Dzień Oczyszczenia to dzień nadziei, nie pozwolę, aby mój strach ją komukolwiek odebrał. -I jesteś gotów nawet za to umrzeć? -Tkacz wpatrzył się uważnie w Ojca, zdawało się, że oczekuje odpowiedzi tak bardzo, jakby miało od tego zależeć całe jego życie. -Kiedyś tak. Ale wątpię, aby miało to nastąpić akurat dzisiaj. Cokolwiek planuje Chleb, nie zechce nikomu odebrać Dnia Oczyszczenia -Ojciec ponownie spojrzał w kierunku symbolu Upartego. -Nie modlę się o swoje życie, modlę się o święto i za cały kult. Nie chcę, aby stopiły się z lokalną polityką. Wówczas będziemy zgubieni. Staniemy się jedynie dziećmi tego świata. Nie do tego powołał nas Uparty. -Nie mogę powiedzieć, abym podzielał twoje uprzedzenia w kwestii łączenia religii z polityką. -Ponieważ twojego boga ukształtowano na obraz i podobieństwo człowieka -Ojciec znów spojrzał na Tkacza. -Sam dopiero co powiedziałeś, że jest on handlarzem. Ale to nie on stworzył handel, to handel stworzył jego, bo potrzebował patrona dla swoich własnych szemranych celów. Ale powiedz mi, jeżeli dwóch kupców modli się do niego każdy o to, aby pomógł mu oszukać tego drugiego, to którego z nich wysłucha?…