fantastyka · 22 min czytania
Targ - Dzień VII - Rozdział XXV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Rządy Ursuli zakończyły jej rozdzierające wrzaski przerywane jedynie trzaskaniem płomieni mieszającym się z radosnymi okrzykami tłumu. Targ wystawił tej podłej niewolnicy własnych pragnień srogi rachunek. Jednak wszyscy wiemy, że dostała wówczas jedynie to, na co zasłużyła. Ludzie zmęczeni jej skąpstwem i twardymi rządami strącili ją z piedestału, który zagarnęła nieproszona wprowadzając podłe rządy terroru. W jej miejsce wybraliście wówczas Vuko z rodu Helisy, tego który was nakarmił i uczynił Targ takim, jaki znamy dzisiaj -Chaber zakończył historię kilkoma radosnymi acz delikatnymi akordami dla podkreślenia efektu opowieści. Tego ranka przemawiał na Kotle. Kwadrat zarezerwowano dla ludzi Chleba, którzy gromadzili tam rannych i poległych oraz pozostałości kilkudziesięciu „zwyciężonych” nieumarłych. Narracja zwycięzców była bezbłędna. Oto upadła władczyni Targu - Siostra - skryła się w Sanctum, aby tam przywołać moc plugawych mrocznych potęg, które miały jej pomóc w odzyskaniu władzy. Gdy tylko przyzwała potężne upiory, natychmiast wysłała je w stronę Holdu, nie bacząc na to, że po drodze będą one mordowały każdego, kogo napotkają. Oczywiście ludzie Chleba pozostawali czujni, podejrzewając, że Siostra dla odzyskania władzy zdolna jest do wszystkiego, a mieli oczywiście w pamięci, że w ostatnim czasie z mogił nekropolii wykradano szczątki spoczywających w pokoju zmarłych mieszkańców Targu. Nikt nie spodziewał się wprawdzie, że Siostra okaże się aż tak bezczelna i zarazem okrutna, żeby przywołać mroczne siły nawet nie do walki z Chlebem, ale wręcz ze wszystkimi ludźmi przebywającymi na Targu, którzy słusznie się jej wyrzekli. Myśliwi wraz z wiernymi ludowi Targu strażnikami Szynki pozostawali w gotowości. I przybyli w samą porę, aby powstrzymać upiory i nie dopuścić do rzezi. Odnieśli tej nocy wielkie zwycięstwo, pokonali złowrogie szkielety i pojmali krwiożerczą Siostrę. Niestety nie obyło się bez poważnych strat w ludziach, których zdążyły wymordować upiory obłąkanej władczyni. Jak się okazało wyszły one z Sanctum, gdzie w pierwszej kolejności dokonały rzezi wśród ludzi czuwających przy Wodzie Oczyszczenia. Jak opowiadano zginęło wielu znamienitych kupców w tym Aksamitna i Sroka. Niestety wybawcy przybyli zbyt późno, aby zapobiec tym mordom, natomiast udało im się ocalić Ojca, którego zabrano do Holdu, aby zapewnić mu właściwą ochronę. Z tego też powodu nie rozdawał on od rana Wody Oczyszczenia. Tradycja została złamana, jednak jak zapowiadano, każdy kto będzie sobie tego życzył, otrzyma wodę po egzekucji Siostry. Zielonka od samego świtu przemykał po rozmokłym gruncie między namiotami. Burza wprawdzie zakończyła się niedługo po północy, ale rzęsisty deszcz padał aż do świtu, jakby same niebiosa opłakiwały nocną rzeź. Szczurołap obserwował i zbierał informacje. Nie dowierzał, gdy pierwszy raz usłyszał w jaki sposób ludzie Chleba tłumaczą nocne wydarzenia. Był przecież ich uczestnikiem. Znajdował się niemal w ich centrum, a gdy myśliwi zakończyli już swą sławetną odsiecz wszedł wraz z Zimą, Niewiernym i Trumną do Sanctum. Widział zmasakrowane zwłoki ludzi, którzy wieczorem zgromadzili się tam w nadziei ujrzenia lepszego jutra oczekując prawdziwego Oczyszczenia. Leżącą w kałuży krwi Aksamitną, której śnieżnobiałe ramiona jakimś cudem nie zostały zbrukane czerwienią, pomimo iż pierś kobiety pocięły niezliczone razy szkieletów i po śmierci pozostały równie nieskazitelne jak za jej życia. Srokę, którego rozszarpały dawno martwe czaszki wilków i niedźwiedzi. A także wielu, wielu innych. Nie powinien był tego oglądać, Zima chciał oszczędzić mu tego widoku, a jednak chłopak czuł, że musi tam być. Pomimo krótkiego życia nauczył się już co oznaczają wyzysk, nieuczciwość i pogarda. Ale to właśnie w nawach Sanctum po raz pierwszy zobaczył czym jest prawdziwe zło. Jeszcze teraz, gdy stał pośród grupki słuchaczy zgromadzonych na Kotle, trzęsło nim z obrzydzenia i oburzenia. Gdyby zobaczył teraz Chleba, rzuciłby się na niego w dzikiej furii nie bacząc na jego myśliwych. Nigdy w swoim życiu nie zetknął się z taką bezczelnością i obłudą. Nie potrafił sobie z tym poradzić. Teraz ledwo był w stanie słuchać Chabra opowiadającego o dawno minionych czasach, wybierającego historie, które zdawały się idealnie pasować do obecnych wydarzeń i narracji nowej władzy. Bard był z resztą również po stronie Chleba, co nie mogło już budzić niczyich wątpliwości. Szczurołap przemykając między namiotami i podsłuchując licznych rozmów dowiedział się, że już poprzedniego wieczora rozpoczął obchód wszystkich targowych placów i na każdym z nich wygłaszał odpowiednie opowieści. Gdy teraz radosnym akordem kończył swą kolejną historię, chłopakiem znów zatrzęsło. Nie mógł jednak pozwolić sobie na gniew. Nie teraz. Rozejrzał się wokół. Zdezorientowany tłum milczeniem skwitował opowieść barda. Podniosło się ledwie kilka niemrawych okrzyków aprobaty. Dla Zielonki stało się jasne, że Chleb w swojej krucjacie przeciw Siostrze zwyczajnie przedobrzył. Chciał się pokazać jako jedyny obrońca zwykłych ludzi, ale rzucanie przeciw nim upiorów jedynie wytrąciło ich z równowagi. Miał ich w garści już wówczas, gdy wrócił na Targ i pod Tentem podburzył tłum przeciw Siostrze. Jednak nie potrafił się tym zadowolić i musiał zgarnąć pełną pulę, a to oznaczało pojmanie i ostateczne zdyskredytowanie Siostry bez względu na koszty. W efekcie osłabił własną pozycję. Nawet jeżeli ludzie uwierzyli, że to niedawna władczyni przywołała upiory, to nie było w nich już tej euforii co w poprzednich dniach. Teraz z trwogą rozglądali się wokół, po prostu bali się tego, co jeszcze mogło się stać. Chleb jakby zapomniał, że w tym czasie większą część ludności na Targu stanowili przyjezdni, którzy przybyli tu przede wszystkim po zapasy i dla rozrywki, polityczne przepychanki ich nie interesowały, a zostali w nie brutalnie wciągnięci. Mogli przyjąć z entuzjazmem tego, kto sprawił, że ich kromki i bochny nagle zyskały na wartości, ale kiedy z cieni zaczęły wychodzić upiory, zaczynali nerwowo rozglądać się wokół. Jaką gwarancję bezpieczeństwa wobec mrocznych mocy mógł im dać zwykły myśliwy? Zwłaszcza gdy niezależnie od oficjalnej historii, tu i ówdzie krążył również opowieści ocaleńców, którzy jakimś cudem cało wyszli z Sanctum. Opowiadali oni o tym, że upiory wcale nie wyszły ze świątyni, ale napadły ją od zewnątrz, kto więc je przywołał, skoro Siostra miała je posłać z wnętrza świątyni bezpośrednio na Hold? -Nie traćcie ducha dobrzy ludzie! –zakrzyknął Chaber, jak się zdaje doskonale czując emocje tłumu. –Pozbawiliśmy władzy naszą Ursulę, a zwycięstwo stanie się niebawem ostateczne! Dziś prawdziwie nastał na Targu Dzień Oczyszczenia, przyjdźcie w południe na Kwadrat, a sami się przekonacie. Po tych słowach zszedł ze sceny. W jego miejsce pojawiło się dwóch akrobatów, którzy robili co mogli, aby odciągnąć uwagę gawiedzi od ponurych rozmyślań i wspomnień oraz plotek o poprzedniej nocy. Ludzie nie przejawiali jednak wielkiego zainteresowania i z wolna poczęli się rozchodzić. Zielonka wykorzystał ten moment, aby niepostrzeżenie podejść do namiotu Czwartego. Był rozsznurowany, ale klapy pozostały spuszczone. Zielonka nie rozglądał się czujnie na boki, lecz zdecydowanie wszedł do środka. W nozdrza uderzyła go straszliwa mieszanina krzykliwych woni, a uszy wypełnił bulgot płynów. Czwarty podobnie jak zawsze stał właśnie za stołem w głębi pomieszczenia pochylając się nad alembikiem. Zielonka podszedł do niego celowo robiąc jak najwięcej hałasu, aby dać alchemikowi znać o swoim przybyciu. Tamten usłyszał go i podniósł głowę znad aparatury patrząc wprost na niego. -Czy wszystko przygotowałeś? –spytał szczurołap. Alchemik nie odpowiedział od razu. Trzęsąc się delikatnie wyszedł zza stołu i spojrzał trwożliwie w stronę wejścia do namiotu. Następnie przeniósł wzrok na Zielonkę i dłuższą chwilę przyglądał mu się mrużąc powieki skryte za maską, wreszcie uznał chyba, że jest bezpieczny, gdyż skinął głową. -Owszem –odparł z lekka trzęsącym się głosem. -Nie zwlekajmy -Zielonka podszedł bliżej i odchylił połę płaszcza, którym był okryty, odsłaniając niewielką skórzaną torbę. -Musisz zachować ostrożność –pouczył go alchemik. Szczurołap jedynie skinął głową równie zdenerwowany jak jego rozmówca. -Czy udało się tobie z nią porozmawiać? -spytał, gdy Czwarty pakował paczuszki do jego torby. Alchemik przecząco pokręcił głową. -Próbowałem -powiedział pełnym napięcia głosem. -Naprawdę. Ale tej nocy w Holdzie wystawiono wiele straży. Nie miałbym jak się zmaterializować -Czwarty zawiesił na chwilę głos, wkładając do torby ostatnią paczkę. -Poza tym nie było jej tam. Muszą trzymać ją w pałacu, a tam bałem się zbliżyć. Zielonka ze zrozumieniem skinął głową. Tej nocy po wydarzeniach w Sanctum złożył Czwartemu wizytę wraz z Zimą. Przybysz był bardzo stanowczy i konkretny. Od razu dał alchemikowi znać, że zna oba jego sekrety. Co ciekawe Czwarty o wiele gorliwiej zaprzeczył romansowi z Aksamitną niż temu jakoby miał być skażonym. Jednak gdy usłyszał o śmierci kobiety, poddał się natychmiast. Wprawdzie Zima przekazał wieść delikatnie, starając się oszczędzić mu brutalnych szczegółów, ale jednocześnie stanowczo, liczył bowiem na jego pomoc. A kiedy już alchemik otrząsnął się z szoku, zgodził się pomóc, miał przeniknąć do Holdu, dowiedzieć się, gdzie przetrzymywana jest Siostra i w miarę możliwości z nią porozmawiać. Drugą część jego pomocy obejmowała to, po co właśnie przyszedł Zielonka. -Wybierasz się dzisiaj na Kwadrat? -spytał, gdy alchemik ładował pakunki do jego torby. -O nie -Czwarty gwałtownie zaprzeczył. -Żadna siła nie ściągnie mnie dzisiaj na ten przeklęty plac. Mam pilne eksperymenty do przeprowadzenia -trzęsącą się ręką wskazał na stojący za nim stół. -Jednak jeśli uda wam się wygrać, nie zapominajcie kto wam dopomógł. -A jeżeli przegracie, oby zabili was szybko? -Ty to powiedziałeś. Zielonka nie szydził dalej z Czwartego. Rozumiał go, biorąc pod uwagę ile alchemik miał do stracenia oraz to ile już stracił tej nocy. Zapewne tylko dlatego zgodził się im w ogóle pomóc. Nie było już nic więcej do dodania, więc szczurołap pożegnał się i wyszedł z namiotu. Gdy chwilę później przedzierał się między namiotami dyskretnie przyciskał torbę do piersi. Przemykał chyłkiem i w pośpiechu, bojąc się ją przypadkiem upuścić. A jednak nie mógł jeszcze wrócić. Najpierw musiał odwiedzić Matkę. Było to jednak szczególnie niebezpieczne, gdyż jej przybytku nie otaczały namioty. Dotarł najbliżej jak się dało przemykając w dobrze sobie znanym