Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 18 min czytania

Targ - Dzień VII - Rozdział XXVII

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Targ z tej perspektywy wyglądał niezwykle. Wprawdzie nie unosili się zbyt wysoko, ale wystarczająco, aby nie ocierać się o szczyty namiotów i budynków. Zielonka widział poruszenie wywołane ujawnieniem się Efura, cofających się kupców i pozostałych odwiedzających, którzy z przestrachem szukali wokół bezpiecznego miejsca, podczas gdy ludzie Pięknego ponownie natarli na zwolenników Chleba. Trumna uwolniony spod mocy maga znów nosił swój pancerz i bezlitośnie wykorzystywał przewagę jaką ten mu dawał, powalając nacierających na niego myśliwych, a wszystko to na tle powoli ogarnianego płomieniami Tentu. Szczurołap dostrzegł również Zimę, który musiał się wcześniej wydostać z podwyższenia i biegł teraz w stronę Holdu. Był jednak zbyt wolny, aby dotrzymać kroku lecącemu magowi i wkrótce chłopak stracił go z oczu. Efur gnał przed siebie nie patrząc nawet w stronę porwanej Siostry, jeżeli nawet był świadom obecności Zielonki, to nie dawał tego po sobie poznać. Parł naprzód wprost w stronę Holdu, dokładnie tak jak przewidział Zima. Gdy przelatywali nad bramą prowadzącą do twierdzy, chłopak dostrzegł, iż była ona zamknięta i pilnowało jej czterech myśliwych, którzy z przestrachem spojrzeli w górę na przelatującego nad nimi maga. Szczurołap widział, jak jeden z nich zawzięcie gestykuluje, a dwóch innych napina cięciwy łuków. Mag pozornie nie zwrócił na to uwagi wciąż lecąc w stronę pałacu, jednak Zielonka patrzący z przestrachem na myśliwych dostrzegł, że cięciwy ich łuków pękły w jednym momencie. Nie zdołał wypatrzyć niczego więcej, gdyż znaleźli się już przed pałacem. Efur zatrzymał się w powietrzu, gdy ujrzał u stóp wrót Niewiernego, który stał w nonszalanckiej pozie z jedną nogą uniesioną wyżej na stopniach. Mag Chleba prychnął z pogardą i majestatycznie opadł na ziemię, jednak dla Zielonki i Siostry nie był już tak delikatny, oboje ciężko spadli na trawę i się po niej potoczyli. -Kimkolwiek jesteś, zejdź mi z drogi –rzekł Efur władczym tonem. -Tego akurat nie mogę zrobić –odparł Niewierny. Efur zaśmiał się krótko, jakby radośnie. -Doprawdy? Znam twój głos magu, choć nie pamiętam imienia. Ty jednak na pewno wiesz kim jestem, ustąp. -Istotnie, wiem kim jesteś Efurze Cyl. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się ujrzeć tutaj akurat ciebie –mag stanął teraz wyprostowany naprzeciw swego adwersarza. -Natomiast moje imię niech pozostanie w przeszłości, do której należy. Obecnie zwą mnie Niewiernym. A ustąpić nie mogę. W odpowiedzi Efur jedynie ponownie się zaśmiał. Tym razem głośniej i dłużej. Zielonka nawet nie spostrzegł, kiedy ogromne wrota pałacu wyrwały się z zawiasów i pomknęły wprost na Niewiernego. Nie uderzyły go jednak, gdyż tuż przed tym nim go dosięgły, rozprysnęły się na mniejsze odłamki, które ominęły maga i natarły na Efura formując się w locie w sześć ostro zakończonych słupów. To wywołało kolejną salwę jego śmiechu, gdyż żaden z nich nawet go nie zadrapał, rozpierzchły się wokół, bombardując ziemię dokoła, Zielonka zasłonił głowę rękoma i poczuł bolesne ukłucia na przedramionach. -Nie brak tobie mocy -powiedział Efur rozpościerając ramiona wzdłuż boków, jakby się rozciągając. -Ale fantazji już tak. Nie śmiał się już w głos, gdy rozległ się potężny huk, a ganek dosłownie rozpadł się Niewiernemu pod stopami. Kamienie wyprysnęły w górę, celując w nogi, korpus i ręce maga. Ten jakby spodziewał się tego ataku, gdyż odskoczył dosłownie chwilę wcześniej, a teraz odbijał pociski siłą swego umysłu, te jednak tylko odskakiwały na parę metrów, by już po chwili ponowić natarcie. Kilku udało się nawet przebić przez osłonę Niewiernego uderzając go silnie w ramiona i klatkę piersiową. Oprócz mniejszych pocisków, które raz za razem nacierały na Niewiernego, utworzyło się również kilka grup większych odłamków, które uformowały pięcioramienne gwiazdy. Zaczęły się on kręcić wokół własnej osi coraz szybciej i szybciej, aż wreszcie pomknęły w kierunku przyjaciela Zimy roztrącając na boki mniejsze odłamki. Podczas gdy kolejne fragmenty bruku tworzyły wokół jego przeciwnika coś na kształt roju, a wirujące gwiazdy spychały go do głębokiej defensywy, Efur lekceważąco odwrócił się do niego plecami i poszukał wzrokiem Siostry. Przez chwilę jakby się zdziwił dostrzegając tuż obok niej Zielonkę. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo w tym momencie z trzech najbliższych okien wyrwały się szyby i tafle szkła niczym wirujące ostrza natarły wprost na niego. Nawet nie próbował ich zatrzymać, padł na ganek i przetoczył się w lewo. Szyby śmignęły ponad nim, a po chwili Niewierny zasypał go gradem kamieni. Natomiast tafle szkła zatoczyły szeroki łuk, by powrócić i ponownie śmignąć w stronę maga Chleba. Nie dosięgły jednak celu, zawisły w powietrzu kilka centymetrów nad Efurem wraz z kamieniami. Przez chwilę obaj Przeciwnicy mocowali się bezgłośnie. Widać było po Niewiernym jak wiele kosztuje go ta walka, twarz miał napiętą, dłonie zaciśnięte w pięści i delikatnie się trząsł. Natomiast Efur powoli podniósł się na nogi, a wiszące nad nim pociski unosiły się wyżej, gdy to robił. Nie potrzebował wiele czasu by odrzucić je na bok niczym zwyczajne śmieci. -Jesteś potężniejszy niż zakładałem, ale obaj wiemy, że nie możesz się ze mną równać Kwirynie –znów ten lekceważący śmiech. –Trafne imię sobie wybrałeś. Niewierny, doprawdy idealnie tobie pasuje. -Zatem mnie rozpoznałeś –Niewierny skinął mu głową. –W istocie przybrałem imię, które trafnie opisuje moją przeszłość. Natomiast muszę uczciwie powiedzieć, że wizja twojej przyszłości, mag rządzący całym Targiem umościwszy się wygodnie za plecami kukły... Nie przekonuje mnie to. -Dlaczego nie? -Efur jakby się zdziwił. -Świat się zmienił. Nie ma już reguł, które znaliśmy. -A jednak przed Skażeniem walczyłeś po stronie Welesa, aby naprawić ten świat. -Ty w końcu także... Zielonkę zaskoczyły odłamki szkła, kamieni i drzwi, które nagle natarły wściekle na obu magów. Ale oni stali nieporuszeni pośród roju nacierającego gruzu, obserwując się czujnie zza zasłony pocisków. Niewierny był sztywny i wyraźnie spięty, uniósł ręce wzdłuż boków i rozczapierzył palce obu dłoni, które drgały konwulsyjnie, gdy kierowane przez niego odłamki utworzyły w powietrzu coś na kształt węża, który z szeroko rozwartą paszczą pomknął w stronę Efura. Ten z kolei sprawiał wrażenie wręcz odprężonego. Jego pociski przybrały postać czterech ogromnych macek, które przecinały powietrze próbując pochwycić atakującego go węża. Przeprowadzał frontalny atak na awatara Niewiernego, ale gdy Zielonka spojrzał w stronę przyjaciela, odkrył, że za jego plecami wyrasta ogromna hałda ziemi gotowa pogrzebać go żywcem. Rozwarła się już w niej ogromna paszcza, która zawisła dosłownie kilkadziesiąt centymetrów nad głową maga. -Niewierny! –wykrzyknął rozpaczliwie szczurołap. Mag go usłyszał. Kierowany przez niego wąż rozpadł się w jednej chwili a odłamki wszelkiej maści rozpierzchły się po resztkach ganku, gdy spróbował odskoczyć w bok. Spóźnił się jednak i pochłonęła go szeroko rozwarta paszcza opadającej już hałdy ziemi. Jego przeciwnik przez chwilę jeszcze spoglądał czujnie na utworzone przez siebie usypisko, po czym odwrócił się w stronę Zielonki. -Zbyt wiele sobie pozwalasz –skarcił chłopaka i posłał w jego stronę grad kamieni, które boleśnie go potłukły, po czym stracił nim zainteresowanie. -A teraz moja pani –odwrócił się w stronę Siostry, która właśnie próbowała się podnieść. -Czas na nasz taniec. Podążył w jej kierunku. Jednocześnie przywołał do siebie dwie złamane dechy o ostrych krawędziach, które pozostały po drzwiach. Zajęły one miejsce po obu jego stronach, gdy kroczył wprost do miejsca, w którym niedawna władczyni Targu próbowała wstać na nogi. -Panie czy wszystko w porządku? -z otworu pozostałego po wrotach pałacu wybiegło ośmiu myśliwych z mieczami i długimi nożami w dłoniach. Zbiegli z poniszczonych schodów, po czym przystanęli w pewnej odległości od Efura niepewni co powinni zrobić. -Mam sytuację pod kontrolą, wracajcie na swoje miejsca -mag nawet nie odwrócił głowy idąc cały czas w stronę Siostry. Zbliżał się do niej powoli, a zaostrzone dechy leciały równo z nim, jednak im bliżej był swego celu, tym bardziej wysuwały się przed niego, aż wreszcie same pognały w kierunku niedawnej władczyni Targu. Zielonka patrzył zrozpaczony, jak mkną coraz szybciej w jej stronę. Nim jej jednak dosięgły, Siostra padła w bok, a w jej miejscu pojawił się Zima, który zręcznie uniknął uderzenia przez śmiercionośną broń. -Jest i ostatni z bohaterów –rzucił radośnie Efur. –Miałem nadzieję, że zdążysz się pojawić. -Za nic bym tego nie przegapił – odparł Zima. -Oszczędziłeś mi kłopotu odszukania ciebie -powiedział mag, gdy obydwie dechy powróciły do jego boków. -Po tym co zrobiłeś mi na Kwadracie, mam wobec ciebie specjalne plany – obie dechy, które chwilę wcześniej powróciły do boków Efura wyrwały się ponownie w stronę Zimy. Zatrzymały się jednak gwałtownie nim go dosięgły. -Zaraz, ty... -Jakiekolwiek by nie były, twoje plany będą musiały zaczekać -spokojnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Targ - Dzień VII - Rozdział XXVII — czytnik · opowiadania