Przyjaźń · 11 min czytania
Teatr masek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Teatr masek Zmyłam makijaż, rozczesałam włosy i spięłam je w koński ogon. Wyszłam z łazienki i wzięłam do ręki swój telefon. Okazało się, że siedem razy dzwonił do mnie ktoś z jednego, doskonale znanego mi numeru. Rzuciłam telefon na sofę, załączyłam wieżę i oddałam się słuchaniu płyty mojej ukochanej kapeli. Następnie wyjęłam w szafki teczkę, w której gromadziłam informacje na temat kraju, którego kulturę właśnie poznawałam. W milczeniu zaczęłam przeglądać jej zawartość – moje hobby zawsze mnie uspokajało. Nikt nie mówił mi, co mam robić, kim być, jak żyć. Byłam sobą i tylko sobą. Jeszcze jakiś czas temu wszystko było inaczej. Wcale nie lepiej. Trudno mi uwierzyć, że to wszystko się stało. Jednak ciągle tłumaczę sobie, że to tylko skutek pecha i lekkomyślności, przez którą zaufałam komuś takiemu. Gdybym mogła nie popełnić tych błędów... Jedyne, co mogę zrobić, to przekazać tę historię dalej, aby jak największa ilość osób nie była tak naiwna, jak ja. Może to pozwoli mi poczuć się lepiej? A wszystko zaczęło się tak banalnie i niewinnie... Nowa szkoła nieodmiennie przerażała Sabinę. Brak znajomych osób, nowi nauczyciele, więcej nauki – wszystko to sprawiło, że na parę dni przed końcem wakacji przyszła gimnazjalistka odczuwała nieprzyjemny ucisk w dole brzucha na myśl o początku września. Sprawa ją przerosła. Dziewczyna bała się, że nikt nie będzie w stanie jej pomóc, a ona w nowej szkole będzie "odludkiem" i najgorszym uczniem ze wszystkich. Tym bardziej zważywszy na jej nietypowe hobby – zbieranie wiadomości na temat różnych krajów oraz zapoznawanie się z ich kulturą. Gdzieś w oczach Sabiny czaił się strach, który lada moment mógł postanowić wyjść na zewnątrz pod postacią łez goryczy. Pierwsza taka sytuacja nastąpiła, kiedy trzeba było usiąść w parach przy dwuosobowych, odrapanych stolikach. Sabina rozejrzała się z zakłopotaniem. Gdy ujrzała to blondynka o miłych, ciemnych oczach, podeszła do niej i rozpoczęła rozmowę. – Cześć, jestem Magda, a ty? – powiedziała wesoło. – Zobaczyłam, że jesteś trochę zagubiona, więc postanowiłam ci pomóc. Wiesz, też nikogo tu nie znam. Pewnie będziemy się dobrze rozumieć. Usiądziemy razem? To był mój pierwszy błąd. Pewnie myślicie, że usiadłam z nią i z tego wynikły me kłopoty? – Nie, dziękuję. Wiesz, chyba usiądę sama. Dzięki za troskę, poradzę sobie. No właśnie. Sabina wzięła swoją torbę i usiadła przy ostatnim pustym stoliku, samotnie i na dodatek tak daleko od tablicy, że musiała mrużyć oczy, aby widzieć, jakie nazwisko napisała na tablicy nasza nowa wychowawczyni. Jednak dziewczyna była zbyt dumna, żeby przenieść do innej ławki. Tym bardziej, że bez pary został jedynie chłopak z niezbyt dobrze wyglądającym trądzikiem i umalowana jak lalka Barbie brunetka. Nie przypuściłabym, że od mojego kolejnego błędu w tym momencie dzieliło mnie zaledwie czterdzieści pięć minut. Do tej pory myślałam, że potrafię być rozważniejsza. Myliłam się. – Świetnie, że spławiłaś tego blondasa – powiedziała do Sabiny owa wymalowana dziewczyna. – Strasznie nachalna, nie? Przy okazji, nazywam się Irena, ale możesz mówić Iri. – Aha, masz rację. – wydusiła z siebie nastolatka. – Mam na imię Sabina. – Fajnie. Usiądziesz ze mną na następnej lekcji? Kolejne dni wyglądały bardzo podobnie – na początku dziewczyna była rozkojarzona, ale potem przychodziła do niej Iri. Sabina czuła się w jej towarzystwie trochę inna. Iri była dla niej kimś – osobą przebojową, wyzywającą i bezpośrednią. Sabina przyjrzała się jej uważnie. Miała tak ciemne włosy, że aż niemożliwe wydawało się, aby ich barwa była naturalna. Kiedyś dziewczyna spytała o to Iri. – Oczywiście, że są farbowane. Nie mogę być przecież jakąś tam szarą myszką, nie? Sabinie ciężko było się do tego przyznać, ale po ich rozmowie „jakoś tak wyszło”, że poszła do łazienki i krytycznie oceniła kolor swoich włosów. Były... nijakie. A reszta? Jej pociągła, miła twarz w porównaniu z dojrzałym obliczem Iri była taka dziecinna. A ubrania? Do tej pory Sabina chodziła raczej w grzecznych, choć ładnych bluzkach z długimi rękawami, podczas gdy Iri ubierała bez względu na okoliczność w jedną z niezliczonej ilości bluzeczek, które więcej odkrywały niż zakrywały. Do tego nosiła krótką spódniczkę albo spodnie – biodrówki prowokująco zsuwające się, gdy dziewczyna siadała albo pochylała się, co robiła z resztą stanowczo za często. Nic dziwnego, że tak bardzo podobała się chłopakom. Właśnie – chłopcy. Był taki, Norbert, który przechodząc obok Sabiny powodował, że rumieniła się aż po cebulki włosów. Niestety – swym pełnym gracji chodem i opadającymi na orzechowe oczy włosami sprawiał, że działo się tak z większością dziewczyn. Mógł mieć każdą. Wtedy Sabina podjęła decyzję. Na drugi dzień wzięła swoje oszczędności i samotnie pojechała do galerii handlowej. Całe popołudnie buszowała po ekskluzywnych butikach w poszukiwaniu ubrań „odpowiednich” do wizerunku „fajnej” dziewczyny. Poszła do dobrego, drogiego fryzjera, który jednak był jednym z najtańszych w galerii. Przycięcie jej włosów i zafarbowanie ich kosztowało resztę pieniędzy Sabiny. Zmianę stylu dziewczyna chciała zacząć jak najwcześniej. Poszła do toalety, przebrała się w ciasnej, brudnej kabinie w swoje nowe ubrania. Te, które miała na sobie, poupychała po reklamówkach sygnowanych ekskluzywnymi markami. Wyszła z kabiny i przejrzała się w opryskanym wodą lustrze. Wyszła z