Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 28 min czytania

Technocratic Lovers

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- SoundH jesteś, kurde ziom, geniuszem! – Wykrzyknął podekscytowany blondyn w niebieskiej kurtce, klepiąc przyjaciela po ramieniu. – I mówisz, że ona naprawdę tańczy do wszystkich piosenek, jakie puszczasz? - Tak. A co najlepsze… - urwał brunet, a na twarzy pojawił mu się nieśmiały, ale pełen zadowolenia uśmiech. – Ona sama tworzy te układy taneczne, choreografie i co najlepsze… Całe otoczenie! Blondyn z niedowierzaniem złapał się za głowę. - Stary! To przecież prawie sztuczna inteligencja jest! Jak żeś dał radę coś takiego zrobić? – Jego głos stał się podejrzliwy - Podkradłeś to wojsku? Grzebałeś w archiwach o Wojnie z Demonami ze Stali? SoundH pokręcił głową. - Nic z tych rzeczy. Przed Wojną były znane programy zwane Vocaloidami. Potrafiły śpiewać i tańczyć. Takie programy graficzno – muzyczne, czy coś. – Mówił z zapałem. – Szukałem tego w internecie, ale były tylko wzmianki. Nie wiem, dlaczego, dane o nich zaginęły. Miałem się już poddać, ale wtedy napisał do mnie jakiś gość, Izydor Crow. - Nie kojarzę. – Stwierdził blondyn. - Nie ważne, że go nie znasz. Ten koleś to prawdziwy geniusz. Podesłał mi całą masę danych jak stworzyć taki program. Co więcej. Sam zaprojektował silnik graficzny i wszystkie sekwencje odpowiadające za dostosowywanie się jej ruchów do muzyki. Ja trochę to zmodyfikowałem i oto jest! – Z dumą wskazał ręką na ekran. - SoundH, jesteś geniuszem. – Westchnął z podziwem blondyn siadając na brzegu biurka, przy którym siedział SoundH. Przed nim wbudowane w ścianę prezentował się stu calowy ekran. Był włączony, wyświetlał obraz pokoju. Zwyczajnego pokoju o zielonych ścianach poobwieszanych plakatami różnych zespołów, oknem, szafą. Jedyną rzeczą odbiegającą od normy było podium na środku pokoju. Było również łóżko. Wielkie wygodne łóżko. Na którym siedziała dziewczyna. Bardzo ładna z sięgającymi ramion czarnymi włosami przetykanymi zielonymi pasemkami. Bardzo drobna, ubrana w kompletną, zieloną piżamę w koniczyny. Wydawała się zamyślona. - SoundH… - Zaczął blondyn. – Nie wydaje ci się, że ona na ciebie patrzy, tymi wielkimi, zielonymi oczkami? - Wiesz, może sprawiać wrażenie, że podąża za tobą wzrokiem, ale to tylko takie złudzenie. – Stwierdził SoundH wzruszając ramionami. - Nie, nie. Źle mnie zrozumiałeś. – Powiedział niepewnie blondyn. – Ona nie patrzy na mnie. Ona patrzy na ciebie. SoundH spojrzał na przyjaciela ze zdziwieniem, po czym zwrócił wzrok na ekran, na siedzącą na łóżku dziewczynę. Spoglądała w okno, na błękitne niebo. Znów spojrzał na przyjaciela. - Lupi, przecież ona patrzy w okno. - Co?! – Zapytał z niedowierzaniem blondyn. – O… Rzeczywiście. Dziwne, byłem pewny… - Cały ten pokój, jak również dziewczyna w środku, to doskonale wykonana animacja, lub jak wolisz symulacja komputerowa. Wiem to na pewno. Sam poskładałem wszystko, co przysłał mi Izydor Crow. Uwierz mi. Bycie DJ’em to moja praca, ale z wykształcenia jestem informatykiem. - Wiem przecież. – Obruszył się Lupi. – Ale… no przecież ona wygląda jak żywa! - Dziękuję. Uznaję to za komplement. – SoundH powiedział to zimnym głosem. Po chwili jednak znów zaczął opowiadać o swym dziele, – Ale wiesz, ten podest na środku, właśnie stamtąd ona wszystko generuje i… Lupi przestał go słuchać i spojrzał jeszcze raz na ekran i zobaczył jak dziewczyna na łóżku, parzy na niego z naganą w oczach. Ze zdziwienia aż rozdziawił usta. Ale szybko się opamiętał i znów skupił się na tym, co mówił do niego SoundH. - Jak mówiłem, porusza się płynnie, bez żadnych zacięć, bez chwili wahania. – Głos mu złagodniał, pobrzmiewała w nich pieszczotliwa nuta. Na twarzy znów zagościł uśmiech. – Na następnej imprezie będzie tańczyć do mojej muzyki. Tak w ogóle, to jesteś pierwszą osobą, oprócz mnie, która ją widzi. - Jestem mile zaskoczony. – Uśmiechnął się blado Lupi, wciąż zaskoczony spojrzeniem dziewczyny. - A temu całemu Izydorowi nie pokazałeś tego jeszcze? SoundH zmarszczył brwi. - Nie. Nie mam z nim kontaktu. Nie odpowiada na maile. - Pewnie ma swoje powody. – Zaśmiał się Lupi. - No, ale teraz coś ważniejszego. – Zaczął, a SoundH spojrzał na niego ze zdziwieniem. – No wiesz. Masz dla niej jakieś imię? - Hmm…? – Zamyślił się SoundH. – Taak… Myślę, że tak. – Odchylił się na oparciu obrotowego krzesła tak, że aż zatrzeszczało. - Ammer. - Ammer? – Zastanowił się Lupi. – Skąd takie imię? - Wiesz… - zawahał się przez chwilę - To druga część mojego prawdziwego pseudonimu. No… Sam rozumiesz. Przed wypadkiem byłem znany, jako SoundHammer. Lupi pokiwał głową ze zrozumieniem. - Nie głupi pomysł wiesz? – Spojrzał jeszcze raz na ekran, Ammer znów wpatrywała się w swojego stwórcę. – Noo, stary, to ja już się raczej będę zbierał. – Powiedział wstając z biurka i idąc do drzwi. Otworzył je i do środka wlał się miękki słoneczny blask. Lupi odwrócił się i rzucił ostatnie spojrzenie na pokój, w którym mieszkał jego przyjaciel. Dość małe pomieszczenie z ogromnym ekranem na ścianie, biurkiem z panelem kontrolnym i materacem rzuconym w kąt pokoju tuż przy drzwiach do niewielkiej łazienki. - Wiesz… - Zaczął niepewnie. – Może spróbujesz wychodzić częściej z tego pokoju. Przecież jesteś dość znany, ludzie uwielbiają ciebie i twoją muzykę… Skamieniał, SoundH patrzył na niego z mieszaniną niechęci i znudzenia, ale Lupi zamarł z innego powodu… Z ekranu Ammer wpatrywała się w niego w dokładnie ten sam sposób, co SoundH. - Nara Lupi. – Pożegnał przyjaciela SoundH. - Nara. – Wymamrotał Lupi i pośpiesznie wyszedł zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko blondyn wyszedł SoundH odetchnął z ulgą, lubił Lupiego, nie zmieniało to jednak faktu, że źle czuł się w towarzystwie ludzi. Wolał być otoczony sprzętem elektronicznym, ekranami wyświetlającymi najróżniejsze programy i oczywiście, muzyką. Bo muzyka była jedyną rzeczą, jaka pozostała z jego poprzedniego życia. Potarł z roztargnieniem lewą nogę. Nagle lewa źrenica pognała w górę, oko błysnęło białkiem. Brunet krzyknął, przycisnął dłoń do oka. - Jasna cholera! Znowu zwarcie! – Syknął, zagryzając zęby. Powoli wolną ręką odsunął szufladę biurka i zaczął w niej czegoś szukać, po chwili wyciągnął śrubokręt zakończony nasadką w kształcie korony. Powoli, wciąż trzymając rękę przy oku, wcisnął śrubokręt między palce i przekręcił. Prawie natychmiast odetchnął z ulgą i uśmiechnął się lekko. Wyciągnął śrubokręt i odłożył go powrotem do szuflady. - Nie no, nie wieżę… co za szmelc. – Warknął i rzucił ponure spojrzenie w stronę ekranu, – czemu akurat mi trafił się wadliwy… Zamarł, przez chwilę wydawało mu się, że Ammer stała tuż przy ekranie i z mieszaniną troski i obawy wpatrywała się w niego. Ale nie, to niemożliwe. Przecież ona tylko zaczęła chodzić po pokoju, tak ją przecież zaprogramował… Tak, to na pewno to. Zresztą, był zdenerwowany przez awarię oka. Oko… ono i inne mechaniczne części sprawiały mu wiele problemów, wszystkie bardzo bolesne, mimo, że lekarze i mechanicy twierdzili, że wszystko jest w porządku, że wszystko działa. - Cholerny szajs! – warknął jeszcze i nawet nie zauważył ukradkowych spojrzeń, jakie rzucała w jego kierunku Ammer stojąc przy szafie i zastanawiając się, co włożyć na ich pierwszy wspólny pokaz.

Nad ranem, w dzień imprezy, na której miał dać swój pokaz, nawiedził go dziwny sen. W tym śnie leżał jeszcze na materacu, niemal się już rozbudził, ale wciąż nie otwierał oczu, a mimo to czuł, że w mieszkaniu nie jest całkiem ciemno. Wiedział, że ekran jest włączony, chociaż był pewny, że poprzedniej nocy go wyłączył. Był jednak jeszcze zmęczony i rozkojarzony, więc tylko odrobinę uchylił prawe - wciąż żywe – oko. Zobaczył swoje mieszkanie i ekran na ścianie, a na ekranie… Ammer. Bez piżamy, jedynie w komplecie zielonej bielizny. Kucała w rogu ekranu, blisko miejsca gdzie leżał SoundH, obejmowało kolana ramionami i wpatrywała się w niego z uśmiechem. Zaczęła nawet nucić jakąś piosenkę, kiwając głową do rytmu. Zabawne, SoundH rozpoznał w nim, jeden ze swoich własnych utworów, które tworzył, gdy zaczynał pracę nad stworzeniem Ammer – jeszcze zanim Izydor Crow do niego napisał. Konkretnie ten utwór nazywał się – Urodziny Ammer – krótka melodia, która powstała z połączenia dźwięków fortepianu i spokojnego bitu. Gdy nad tym rozmyślał Ammer spojrzała przez ramię na zegarek przy łóżku, aż syknęła i wstała pośpiesznie. Z ciekawości SoundH otworzył oko trochę szerzej i spojrzał na elektroniczny wyświetlacz tego zegarka. ZARAZ SIĘ OBUDZI! Taki napis migał zamiast godziny. Nagle usłyszał dźwięk płynącej wody, przechylił głowę, żeby lepiej widzieć ekran. W otwartych drzwiach do łazienki zobaczył Ammer stojącą przy umywalce i… ochlapującą sobie twarz wodą w wielkim pośpiechu. Nie wycierając się nawet, chwyciła szczoteczkę do zębów, stojącą w kubku na półce przy umywalce, wycisnęła na nią pastę i zaczęła zapamiętale szorować zęby. SoundH był kompletnie zdezorientowany, Ammer raz po raz spoglądała w lustro, w którym… było widać mieszkanie SoundH! I wtedy, chłopaka przeszył tak potworny ból, jakiego jeszcze w życiu nie doświadczył, mechaniczne lewe oko szarpnęło tak bardzo, że musiało zerwać połączenie nerwowe. SoundH aż wrzasnął, odrzucając głowę w tył, wyprężył się cały w bezsensownej próbie ustawienia oka w odpowiedniej pozycji bez użycia specjalnego sprzętu. Usłyszał krzyk przerażenia. To Ammer musiała zobaczyć i usłyszeć, co się stało, szczoteczka wypadła jej z półotwartych ust, do których przycisnęła ręce w przerażeniu. Ekran zgasł. I wtedy SoundH obudził się. Leżał na swoim materacu, ekran był wyłączony, a oko tylko nieznacznie go kłuło, musiało się zaciąć. Po potwornym bólu nie został nawet ślad, był już jedynie wspomnieniem, czymś, co z całą pewnością musiało wydarzyć się we śnie. Bo niby jak taki ból mógł sam z siebie zniknąć? I jeśli to nie był sen, to by znaczyło… Ale nie, ekran był wyłączony, podobnie pudło komputera przy biurku. Z całą pewnością, cała sprawa mu się przyśniła. Wstał, podszedł do biurka i znów wyciągnął śrubokręt o nasadce w kształcie korony, wcelował go w kilka otworków przy podstawie oka i mocno przekręcił. Gdy tylko wyciągnął śrubokręt poczuł jak oko ustawia się w odpowiedniej pozycji. Sprawdził godzinę na telefonie. Duże białe cyfry wskazywały czwartą nad ranem. SoundH odetchnął głęboko i wrócił na materac. Gdy się kładł, nie zauważył, że kamera, którą zamontowałby Ammer reagowała na bodźce zewnętrzne jest włączona i, co więcej, skierowana na niego, głośniki również były włączone, ponownie zagłębiał się w sen nie słyszał jak wydobywa się z nich dźwięk, zupełnie jakby ktoś wzdychał z wielką ulgą.

- No no, ziom – Lupi trzymał w ręku gazetę, na pierwszej stronie widniał olbrzymi nagłówek głoszący: SoundH i Ammer – Naprawdę wyświetliłeś jej obraz na dymie? - Tak – stwierdził krótko SoundH – Ludziom się podobało. - Podobało? Oni oszaleli na twoim punkcie! Jeszcze jak im powiedziałeś, że to ty stworzyłeś Ammer – zawahał się przez chwilę patrząc na uśmiechniętą dziewczynę w krótkiej, zielono czarnej spódniczce i skąpej czarnej bluzce, stojącej beztrosko na środku swojego wirtualnego pokoju– W tamtym momencie, to wybraliby cię… no nie wiem.. Na papieża nawet! - To ktoś jeszcze wierzy? – Rozległ się głos płynący z głośników – Myślałam, że po szklanych domach… - Ammer – skarcił ją SoundH – prosiłem, żebyś nie komentowała. Lupi wpatrywał się to w przyjaciela, to znowu w ekran, na dziewczynę. Oni właśnie… rozmawiali? - Przepraszam S, ale ten twój znajomy chyba ma jakiegoś buga. Zawiesił się… - Nie Ammer, tak ludzie reagują na coś nieoczekiwanego – pouczył ją spokojnym tonem – Lupi na przykład nie może uwierzyć, że program może mówić, a co więcej odpowiadać na pytania. - Ignorancja. - Ej! – oburzył się Lupi – to nie było miłe! - Bo i nie miało być – prychnęła dziewczyna, wystawiła język na Lupiego, po czym ostentacyjnie się odwróciła. - Co to ma być? – Żachnął się blondyn. - Upgrade. Normalka – zapewnił SoundH – to dalej tylko program, ale teraz może mówić. - To nie jest normalne – zdenerwował się Lupi – I wiesz co? Powinieneś częściej wy… Przerwał widząc pełne wściekłości spojrzenie, jakie rzuciła mu znad ramienia Ammer. Nagle ekran zgasł, Lupi zamrugał zdziwiony i spojrzał na SoundH’a który wyłączył komputer. - Stary serio, to nie jest dla ciebie dobre – powiedział znacząco Lupi – a co jeśli ci zacznie od tego odbijać? Przecież ty nie gadasz z nikim oprócz mnie! No, może od czasu do czasu utniesz sobie pogawędkę z dostawcą pizzy, albo z sąsiadką spod ósemki. Człowieku musisz zacząć wychodzić do ludzi! SoundH skrzywił się. - Ale żeś mnie skwitował stary… Dzięki wiesz. - Ktoś musi, od tego zresztą są przyjaciele. SoundH już się nie odezwał, odwrócił się na obrotowym fotelu i zaczął coś sprawdzać przy sprzęcie. - Aha, spoko. Łapię – westchnął rozzłoszczony Lupi. – Już wychodzę, Nara. - Pa pa Lupi. – To był głos Ammer, cichy, SoundH go nie usłyszał, ale Lupi tak. Blondyn odwrócił się i spojrzał na ekran. Był wyłączony. Komputer również. Coś było stanowczo nie tak. Gdy tylko drzwi zamknęły się za Lupim SoundH poderwał się z fotela, wiedział, że Lupi ma rację, wiedział to. Ale jak ma przebywać wśród ludzi, skoro sam już nim prawie nie jest? To było dawno, kilka lat temu, był strasznie głupim gówniarzem, który bez pozwolenia jeździł na motorze swojego brata. Stary przedwojenny model, Kawasaki Ninja, cudowna maszyna, wzmocniona przez brata najnowszymi nowinkami technicznymi. Ta adrenalina, ten pęd… tak, to było coś. Dopóki nie miał wypadku. Chciał sprawdzić osiągi maszyny i z prędkością prawie dwustu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę wypadł z drogi. Przytomność stracił od pierwszego spotkania z ziemią. Gdy się obudził, był w szpitalu. Minęły dwa tygodnie. Nie mógł wstać, cały lewy bok był niezwykle ciężki, czuł też, że coś jest nie tak z jego okiem i niemiłosiernie bolał go brzuch. No i wtedy przyszła

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%