Kultura · 6 min czytania
Technocratus
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Nie wiem na co będzie trzecia wojna światowa, ale czwarta będzie na pewno na maczugi." Albert Einstein
Zmierzchało. Pod ciężkim kożuchem ołowianych chmur słońce zsuwało się gdzieś za linię horyzontu. Zapowiadała się zimna noc, ale z żadnego komina w Juropolis nie unosił się słup dymu. Nawet z pałacu należącego do rodziny kapłańskiej nie dochodziły dziś dźwięki zwyczajowej hulanki. Tylko świszczący wiatr przechadzał się dziarsko po pustych uliczkach. Dopiero, kiedy mrok nocy spowił już całe miasto, z lichych drewnianych chatynek zaczęli wychodzić milczący ludzie. Co poniektórzy trzymali w rękach zapalone świece. Wszyscy sterani, wyniszczeni, w brudnych sfatygowanych ubraniach; żywe trupy, bezrozumne masy tkanek padające na twarz przed pierwszym lepszym panem i władcą. Już coraz większe grupki łączyły się ze sobą przy większych ulicach, aż na dużym, wybrukowanym placu zlały się ostatecznie w tłum. W pewnym momencie cała ta ciżba stanęła w miejscu i każdy skierował wzrok na potężny, wysoki na przeszło sto metrów, kamienny przybytek Technocratusa Najlepszego. Nikt nie odezwał się słowem ani nawet nie poruszył, wszyscy z trwogą oczekiwali na znak, by kontynuować swoje misterium. Wreszcie otwarły się złote wrota świątyni i ze środka powoli wymaszerował orszak pięćdziesięciu żołnierzy dzierżących płonące pochodnie. Za nimi podążało kolejnych sześciu, którzy na lektyce nieśli Thartalosa - Wielkiego Kapłana Technocratusa. Zatrzymali się dopiero wtedy, gdy sam Thartalos nakazał to gestem dłoni. Kiedy kapłan powstał już na własne nogi, zgromadzeni na placu ludzie uklęknęli; żołnierze również. Już sam jego wygląd budził w nich trwogę. Miał na sobie wspaniałe purpurowe szaty, na jego głowie połyskiwała srebrzysta tiara zdobiona klejnotami, a długa siwa broda wydawała się dodawać mu jeszcze więcej dostojeństwa. Jeden z żołnierzy podniósł się i podał kapłanowi pochodnię. Wtedy Thartalos przemówił: - Mija rok sto pięćdziesiąty, odkąd pan wasz i sędzia zesłał na świat karę zasłużoną! Ruszajmy do domu jego, by prosić o łaskę dalszego istnienia! Nędznicy niegodni patrzeć na dom potężnego Technocratusa, on wiecznym waszym panem! - On wiecznym naszym panem – pochwycił tłum. Po chwili wszyscy zgromadzeni zgasili świece i każdy padł na twarz przed Thartalosem – Namiestnikiem Technocratusa na Ziemi, Jedynym Pośrednikiem między Najwyższym Bóstwem a ludźmi. Nie minęło wiele czasu, kiedy wstali i w milczeniu zaczęli formować procesję, na czele której stanął sam kapłan z palącym się łuczywem w ręku, mając obok siebie czterech żołnierzy; reszta jego orszaku zdążyła już dołączyć do…