Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 5 min czytania

Tęcza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Po mojej twarzy rozpryskiwały się drobne, zimne krople letniego deszczu. Od kilku dni było duszno. Wszyscy mieszkańcy wioski prosili Boga o deszcz. I w końcu się doczekali. Z jasnobłękitnego nieba kropla po kropli spadały w dół, aby zatrzymać się na szarej, od długiego braku opadów, ziemi. Wokół panowała cisza, jedynie słychać było odgłos deszczu . Położyłam się na mokrej trawie, zamknęłam oczy i rozkoszowałam się każdą kropelką uderzającą o nieokrytą część mojego ciała. Moja koszulka i dżinsowa spódnica kleiły mi się do skóry. Trwałam w tej pozycji jeszcze przez chwilę, kiedy nagle deszcz ustał. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Daleko, zza drzew wyjrzało jasne słońce, a tuż obok niego „wyrosła” długa, a zarazem szeroka tęcza. Była lekko przejrzysta. Dopiero po krótkiej chwili zaczęła nabierać kolorów. Uwielbiałam tęcze. Widziałam ich mnóstwo. Bardzo kolorowe, długie, szerokie, blade. Ale ta była wyjątkowa. Miała tyle kolorów. Był żółty, zielony, niebieski, fioletowy i czerwony i inne mniej wyraźne. Przyglądałam się uważnie każdej barwie.

Żółta.

- Mamo, mamo, pohuśtasz mnie? Kobieta w żółtej sukience i rudych, kręconych włosach podeszła do drewnianej huśtawki, zawieszonej na gałęzi drzewa i popchnęła ją. - Mamo, wyżej, wyżej- krzyczałam jako pięcioletnia dziewczynka Rudowłosa pchnęła jeszcze dwa razy przedmiot zabaw dziecka i odeszła kilka kroków do kolorowego leżaka, posyłając dziewczynce uśmiech. Osunęła się z książką na siedzenie, założyła wielki słoneczne okulary na nos i poczęła z zainteresowaniem czytać. Wyglądała tak pięknie, kiedy jej niepowtarzalne włosy opadały na blade ramiona, a rażąco-żółta sukienka powiewała, niczym jesienny liść na wietrze.

Zielona.

Szłam pośrodku, między rodzicami, trzymając ich za ręce. Tata niósł wiklinowy koszyk i, przełożony przez ramię, czerwony koc w kratę. Zatrzymaliśmy się w pewnym miejscu i tata rozłożył go na jasnozielonej trawie . Zdjęłam dziecięce buciki i zaczęłam boso biegać. Mama w tym czasie wyjęła z kosza talerzyki, napój, owoce oraz kanapki i rozłożyła je. Mmm. Pamiętam ich smak i zapach. To były kanapki z rzodkiewką, pomidorkiem, ogórkiem i sałatą. Dużo bym dała, żebym znowu mogła poczuć ich aromat.

Niebieska.

Leżeliśmy na polu, takim ja te,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%