Przyjaźń · 7 min czytania
Tęcza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Potrafiła ocierać łzy z moich policzków i dostrzegać w nich tęczę. Miała w sobie tyle wiary w ludzi, ktoś mógłby powiedzieć nawet naiwności. Patrzyła z życzliwym uśmiechem na niewyraźną twarz mordercy w telewizji i mówiła, że musiał mieć trudne dzieciństwo. Była święcie przekonana, że zło nie bierze się znikąd, że złodziej, gwałciciel czy ktokolwiek inny musiał w dzieciństwie być pomiatany, może bity, może odrzucony przez społeczeństwo, wyśmiewany. Miała czarne włosy, których końcówki ocierały się o ramiona, wadę zgryzu, tajemnicze oczy z okruchami optymizmu i nieodłączny, szczery uśmiech na twarzy. Przyjaźniłyśmy się zaledwie kilka lat, stanowczo za mało, ale była to moja najwartościowsza znajomość, którą zawarłam i jestem pewna, nie zawrę już więcej. Poznałyśmy się, ktoś powiedziałby banalnie, kto inny niezwykle. Wrześniowy poranek, dwadzieścia minut po ósmej i ja, spóźniona na lekcje. Trzecia klasa liceum, profil matematyczno- informatyczny, nietypowy jak na dziewczynę. Czytałam naprędce tabliczkę z rozkładem autobusów, ale jak na złość, kolejny był dopiero za dwadzieścia minut. Po raz kolejny przysięgłam sobie, że na studia koniecznie wyniosę się do Krakowa, ewentualnie Warszawy, gdzie autobusy jeżdżą co pięć minut. Stanęłam na brzegu chodnika i zaczęłam machać ręką, by przywołać jakieś auto. Minęło pięć minut i, rzecz jasna, każdy przejeżdżający kierowca mnie zignorował, ba, może nawet mnie nie zauważył. Po kolejnych dziesięciu, wściekła, postanowiłam już czekać te cholerne pięć minut na autobus, kiedy podjechało sfatygowane audi. Z mieszaniną zdziwienia i radości zamaszyście otworzyłam drzwi i wsiadłam. -Gdzie panią podrzucić?- spytała wesoło kobieta siedząca za kierownicą. -Jeśli nie sprawiłoby pani to kłopotu, to pod liceum numer trzy. -Z przyjemnością- zlustrowała mnie wzrokiem- ale skończmy z tą „pani”. Iwona jestem- uśmiechnęła się, patrząc na mnie przelotnie i zapewne podałaby mi rękę, gdyby nie fakt, że prowadziła. Zaczęła mówić, ale nie była to rozmowa, raczej monolog. -Prawo jazdy mam od lipca, ale rzadko jeżdżę, jeszcze chyba się boję, że spowoduję jakiś wypadek- zachichotała- Czuję się bezpieczniej, kiedy jadę z tatą, on z zawodu jest elektrykiem, ale mówi o sobie, że boi się prądu- ponownie zachichotała- Liceum numer trzy? Składałam tam papiery, ale zdecydowałam się jednak na jedynkę, mają tam naprawdę świetnie rozbudowane profile biologiczne, a ja kocham biologię, chcę być kardiologiem, wiesz? Mam zamiar leczyć te wszystkie biedne serduszka, czasem tak słabo bijące. Myślę o studiach w Poznaniu, może w Krakowie… Słuchałam jej, dziwiąc się, dlaczego ona, obca mi osoba, opowiada mi to wszystko, co kryje się w tej dziwnej dziewczynie, mojej rówieśniczce? Zaintrygowała mnie, rozstałam się z nią, trzymając w ręku pomiętą kartkę z adresem jej domu oraz zaproszenie na gorącą czekoladę i gofry, które jej mama rzekomo przyrządza znakomicie. Nasza znajomość z dnia na dzień zacieśniała się, nie wiem, kiedy stałyśmy się przyjaciółkami. Przez pięć lat, które spędziłyśmy razem, pokłóciłyśmy się tylko raz. Nigdy nie zapomnę tej sprzeczki, jeszcze nigdy nie rzucałyśmy sobie w twarz tylu boleśnie kłujących, ostrych słów. Zaczęło się jak zwykle dobrze, pracowałam wtedy jako kelnerka w pobliskim barze i…