Inne · 15 min czytania
Tęczowa ewolucja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Opowiem bajkę o czasach mrocznych i okrutnych. Nie zdradzę, kiedy to było ani jaka to była kraina, gdyż wolę wiedzę tą ukryć przed bezwzględnymi strażnikami demokracji i wolności słowa. A może chcę, aby i oni przeczytali tę historię i by ich serca z powrotem odnalazły miłość i zrozumienie?
Załóżmy, że kraina, o której jest opowieść, nazywa się Tęczówka, a czasy są nam współczesne. A może to niedaleka przyszłość, wyłaniająca się zza mglistej wizji? Historia ta ma swój początek w niedoskonałości tworów Boga, który każdego krasnoludka stworzył nieco inaczej. I tym sposobem były panie i panowie, praworęczni i leworęczni, grubi i chudzi, łysi i z bujnymi czuprynami, byli także chorzy, którymi trzeba było opiekować się przez całe ich bolesne życie. Jednak to nie te różnice były przyczyną mrocznych dni, a pewne zachowania tych maleńkich ludzików.
Większość krasnoludków zakochiwała się w płci przeciwnej, czego ostatecznym owocem były małe krasnale. Zwykła kolej rzeczy towarzysząca przemijaniu i zastępowalności pokoleń. Jednak byli i tacy, którzy gustowali w tej samej płci. Właśnie tak zostali stworzeni Waldek i Zenek. Ukrywali się ze swoimi uczuciami i bali się, że prawda wyjdzie na jaw, a oni na mocy tamtejszego prawa, mogli zostać ukarani najwyższą możliwą karą, karą śmierci. Nie będzie to jednak o nich, mimo że historia zakończyła się tragicznie, a oni ostatecznie zostali zamordowani przez swoich pobratymców. Nie będzie to także bajka o Monice i Ani, które zakochały się w sobie bezinteresowną miłością, ani o Zenku przebierającym się za Zosię. Mimo że również i ich życie nie rozpieszczało, a wiele swych dni spędzili w szpitalu psychiatrycznym. Nie będziemy o nich mówić, gdyż cała społeczność krasnali zna tą smutną opowieść z zamierzchłej historii.
Czasy się jednak zmieniły, a i krasnale powoli akceptowały odmienność wśród nich występującą. A "odmieńcy" powolutku dzięki postępowi technologii, dostępie do Internetu, poznawali więcej podobnych do siebie osób.
I zaczęli się organizować. Ich znakiem stała się tęcza, symbolizująca koniec niesprzyjających im czasów i nastanie nowego pięknego świata. To, co robili, nie było już karane, nie musieli być leczeni, nikt ich nie wyśmiewał, a oni coraz to lepiej radzili sobie w nowej rzeczywistości. Po deszczu wzeszła tęcza. Ich tęcza! I tak mogło być całą wieczność. Niestety dzieje krasnoludków zmieniają się w rytmie wahadła. Dopóki wahadło spełnia swą funkcję, porusza się to w lewą, to w prawą stronę. Tak samo też było z postępowaniem krasnoludów. Chwilowy spokój nie był im dany raz na zawsze i jak to zwykle bywa, pojawiła się kolejna mała grupa wpływowych i bezwzględnych krasnali i zburzyła spokój w krainie.
Powstała organizacja LG, wkrótce przemianowana na LGBT, by w kolejnym kroku przyjąć skrót LGBTQ+. Jakże często mówili o miłości do innych. Jakże regularnie powoływali się na tolerancję i wolność słowa. Aż trudno było nie wierzyć w ich zapewnienia. Organizacja ta skupiła wielu kochających inaczej, a że ci ludzie nie mieli prawdziwych rodzin, dysponowali większą ilością czasu, który przeznaczyli na żmudne wspinanie się w hierarchii społeczeństwa. Obejmowali coraz to wyższe stanowiska, mieli coraz to więcej pieniędzy i co tu dużo gadać, powoli i niezauważalnie stali się prawowitymi władcami Tęczówki.
Część 22 / 2
A tam, gdzie i władza, tam pojawiają się prawa ustalane przez władców. A nasi odmieńcy nie chcieli, by ich tak nazywano, czuli się w ten sposób wybrakowani i gorsi od zwykłych krasnali. Ich nie można było obrażać! Nie można było o ich organizacji nic złego mówić. Dlatego też w wydawałoby się wolnym Internecie, pewne wpisy znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niewiele później, a dla dziejów krasnoludków było to niemal mgnienie oka, wywalczyli dla siebie małżeństwa, adopcję dzieci. Chcieli mieć wszystko, czego nie dała im natura. Pojawiły się surogatki, które za niewielką opłatą, były skłonne urodzić im malutkie krasnalki. Ale czy ludzie, który sami nie mogli mieć swoich dzieci, mają tak samo rozwiniętą empatię, jak ci, co je mają? Patrząc na ich działania, można by rzec, że nie. Ich prawa nie dotyczyły jedynie ich samych, ale też i innych. Tym sposobem zapewniono możliwość eutanazji dla każdego, także dla dzieci. Dla dzieci bez zgody ich rodziców! Wprowadzono możliwość dokonywania aborcji na życzenie. Pojawiły się nowe prawa, które coraz to bardziej oddalały krasnoludki od wielowiekowych, sprawdzonych tradycji.
Dobro nazwano złem, a zło dobrem. Krasnoludki posługujące się smarfonami były nieustannie śledzone przez strażników, a wszystko, co napisały w Internecie, mogło być użyte przeciwko nim. Minęły czasy wolności słowa, a za każdą krytykę LGBTQ+, krasnoludki miały sprawy w sądzie, często lądując w więzieniach. W mediach zaś były piętnowane jako homofoby i faszyści. Wolność słowa przysługiwała jedynie zwolennikom LGBTQ+, którzy mogli obrażać każdego o dowolnej porze dnia i nocy i zawsze mieściło się w tak zwanych granicach dopuszczalnej krytyki. Naśmiewali się z religii, profanowali obiekty kultu religijnego, nie odpuścili ludziom mającym inne zdanie, lżąc im na każdym kroku i wołając za nimi "hańba". Musieli, a może chcieli piętnować każdego, kto myśli inaczej, bronieni przez coraz to bardziej restrykcyjne prawo. Ich prawo!
I ta bajka opowiada właśnie o metamorfozie, która dla wielu okazała się tragiczna w skutkach. Bohaterem zmian był Robert, który krok po kroku "ulepszał" społeczeństwo. Lubił on chłopców, a i oni go lubili, więc wkrótce w klubie dla gejów spotkał miłość swojego życia. Spotkał Jana. Pokochali się ci dwaj nastolatkowe miłością szaloną i bezkompromisową, a ich złe doświadczenia z dzieciństwa rzutowały na ich przyszłe czyny. Trzeba im przyznać, że ich związek był trwały, a inni przechodni partnerzy tylko ubarwiali i dodawali kolorytu ich życiu.
Robert i Jan, byli niesamowicie zdolnymi naukowcami. Udało im się przełamać monopol natury i stało się możliwe to, o czym marzyła każda młoda krasnalica oczekująca dzieci. Odkryli i opatentowali sposób na sztucznie zapłodnione pozamaciczne i rozwój płodu w inkubatorze. Jakaż radość zapanowała w krainie, ileż łez szczęścia popłynęło po licach krasnali. Cieszyli się wszyscy bez względu na preferencje seksualne. Pierwszy raz od wielu lat w krainie zapomniano o tym, co ich dzieli i wszyscy świętowali to wielkie osiągnięcie. Można by rzec, miłe złego początki.
Jak to w życiu bywa, to co na pierwszy rzut oka wygląda wspaniale, może być powodem wielu problemów i łez. Tak niestety było i w tym przypadku. Robert i Jan stali się bohaterami narodowymi. Chociaż może i źle ich nazwałem. Oni z całego serca nienawidzili wszelkich narodów. Jednak z dnia na dzień ludzie zażądali, by właśnie oni objęli władzę w krainie. A może to nie ludzie zażądali, a media tak tę sprawę przedstawiły? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Tym sposobem nie minął miesiąc, a Robert został prezydentem, a Jan premierem. Wspólnie ustalili, iż w krainie jest zbyt wiele polityki, a to bardzo źle wpływa na krasnale. Jakże słuszna diagnoza, niestety lekarstwo okazało się gorzkie. Zlikwidowano senat, zmniejszono sejm, a wybory miały odbywać się dwa razy rzadziej. Tak naprawdę były to ostatnie wybory w krainie, ale o tym nikt jeszcze nie wiedział.
Za to bardzo szybko krasnoludki odkryły, iż coraz mniej im można. W słynnym przemówieniu Roberta tak gorliwie oklaskiwanym przez zebranych na stadionie piłkarskim, stwierdzono iż dzieciom nie może się dziać krzywda, a…