Inne · 21 min czytania
Telefon
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szybkim krokiem przeszła przez cały pokój zerkając uważnie w duże lustro. Strzepnęła niewidoczny pyłek ukrywający się na ramionach i poniżej kolan, potem jeszcze raz spojrzała na swoje odbicie w kryształowym lustrze, oceniając z uwagą delikatny makijaż. Poszperała w torbie sprawdzając zawartość, chwyciła z wieszaka cienki płaszcz i zdecydowanie ruszyła wzdłuż korytarza, nacisnęła majacząca w półmroku mosiężną klamkę, przekroczyła próg, odwróciła się przyciągając drzwi do siebie i przekręciła klucz dwa razy. Dla sprawdzenia szarpnęła klamką jeszcze raz, klucz wrzuciła do wszystko-mieszczącej torebki i ruszyła przed siebie, skacząc po kilka stopni schodów, by zatrzymać się nagle na półpiętrze. - Dzień dobry – zawołała kiwnąwszy głową w kierunku otyłej, mocno wiekowej kobiety, opartej na drewnianej lasce. - Dzień dobry, kochanie – odpowiedziała zagadnięta dysząc ciężko, ale z uśmiechem, trzymując kurczowo wytartą poręcz. - Wychodzisz, a ja do ciebie – dodała z lekkim przekąsem. - Pani do mnie? – ze zdziwieniem podniosła czarne brwi. - Do ciebie Emilko, do ciebie – kobieta westchnęła jeszcze mocniej niż dotychczas – Ty jesteś młoda i nie masz czasu dla starej kobiety – - Pani Aniu - Emilka powiedziała zaskoczona. – Jak można tak myśleć? – - Spieszysz się, biegniesz zapewne do kawalera, a ja cię zatrzymuję – starsza kobieta stuknęła końcem laski w drewnianą podłogę półpiętra, co wywołało biegające po ścianach dudniące echo. – Najlepiej, tym razem wrócę do siebie, a jak będziesz miała czas, to pogadamy – - Proszę chociaż zdradzić o co chodzi – Emilka zaproponowała, nerwowo zerkając na zegarek. – Jeżeli nie jest to sprawa bardzo ważna, zdążymy porozmawiać, jak tylko wrócę. Dobrze, pani Aniu? – - Dobrze, dobrze dziecko – kobieta sapnęła ciężko – chociaż, czasami można nie zdążyć – dodała już poważniej.- Jak byłam młoda, też myślałam, że zawsze jest czas na rozmowę z kimś starszym, ale nie wiedziałam, że czas mija szybciej niż nadzieja.- - Jednak poproszę cię o coś – dodała podnosząc wzrok w kierunku dziewczyny, przestępującej nerwowo z nogi na nogę. - Dawałaś mi kiedyś taki dobry środek przeciwbólowy, więc jeżeli byś mogła, tę samą tabletkę, bo głowa mi pęka. - Pamiętam, pani Aniu – Emilka rozpoczęła szybkie przeszukiwanie własnej torebki. – Tabletki powinny tu gdzieś być – mruknęła trochę zła, zerkając na zegarek – Chyba zostawiłam je w mieszkaniu – dokończyła łamiącym się głosem. - Nie przejmuj się Emilko – starsza pani ruszyła w kierunku schodów – Wrócę do siebie, tak będzie najlepiej. Nie będę już zawracać ci głowy. Stare kobiety są po prostu nudne.- dodała wzdychając. - Pani Aniu – dziewczyna złapała ją za rękę. – Zaraz przyniosę, mam czas – powiedziała to przytłumionym głosem – Mam dużo czasu. Przyniosę, proszę zaczekać. – Wbiegła na piętro, skacząc po kilka schodów. Zatrzymała się przy drzwiach, wykopała z torebki klucz i przekręciła zamek. Przeleciała korytarz zerkając na półki przy lustrze, potem na stolik przy drzwiach i wreszcie zauważyła żółte pudełko, wciśnięte pod stertę gazet. Zadzwonił telefon. Przekopała torbę nerwowo, złapała komórkę i nacisnęła zielony przycisk. -- Słucham, Emilka – powiedziała podtrzymując aparat brodą i podniesionym ramieniem. Wolną ręką sięgnęła po pudełko z tabletkami z pod gazet.- Robert to ty?- Twarz rozjaśnił wielki uśmiech i poczuła falujące ciepło toczące się od ucha po czubek palca u nogi. - Gdzie jesteś, kochany? – zapytała czując własne drżenie głosu. Podeszła do lustra, popatrzyła na lekko podkręcone, prawie czarne włosy dotykające obudowy telefonu. Słuchała zerkając na swoje odbicie. - Oczywiście, czekam na ciebie – powiedziała zbliżając usta do mikrofonu komórki- Dobrze wiesz, że tęsknię za tobą i czekam na każde spotkanie –
Westchnęła, kiedy połączenie zostało przerwane, przysunęła telefon do ust i pocałowała, lekko dotykając aparat ustami. Znowu spojrzała w lustro, obciągnęła za krótką koszulkę, wyraźnie odsłaniającą opalony brzuch, jeszcze raz zerknęła na zaciśnięty w dłoni telefon i ruszyła korytarzem w kierunku wyjścia, nacisnęła majacząca w półmroku mosiężną klamkę, przekroczyła próg, odwróciła się i przyciągając drzwi do siebie, przekręciła klucz dwa razy. Dla sprawdzenia szarpnęła klamką jeszcze raz, klucz wrzuciła do wszystko-mieszczącej torebki i ruszyła przed siebie, skacząc po kilka stopni schodów, by zatrzymać się nagle na półpiętrze. -Tabletki – szepnęła – zostały na stole - Spojrzała przez ramię w kierunku biegnących w dół schodów, potem w górę, na klatce panowała zupełna cisza. - Pani Aniu – szepnęła przed siebie, błagalnym głosem – Ja już nie mam czasu. Może głowa przestała boleć? – Pytanie zadała w półmrok korytarza, w nadziei nie otrzymania odpowiedzi. – Na pewno przestała, więc już idę - powiedziała pewniej i ruszyła w dół, po stromych schodach. Ciężkie drzwi, skrzypiąc pod naporem wyciągniętej ręki, rozwarły się na rozgrzane powietrze i szum żyjącego miasta. Posłusznie wciągnęła do płuc wilgotny zapach mieszanki spalin, potu, perfum, głosów i świergotu przestraszonych ptaków, by po chwili wahania ruszając przed siebie, stać się udziałowcem rozpędzonego życia. Szła zdecydowanym krokiem, zerkając czasem na dłoń zaciskającą telefon. Kątem oka zauważała zerkających mężczyzn, lubiła jak omiatają wzrokiem naciągniętą koszulkę, jak prześlizgują się po odsłoniętym fragmencie opalonego brzucha. Niebo grzało rozpromienionym słońcem, niosąc w delikatnych podmuchach zapach lata, czuła jego ciepły dotyk i na czubku głowy i podczas ruszania się grzywki, w rytmie delikatnych oddechów wiatru. Podniosła głowę i zza przymrużonych powiek, dostrzegła przechodzącą przez ulicę kobietę. Rozpędzone samochody zasłaniały ją i odsłaniały, mimo to można było zauważyć, jak postawiła stopy na przeciwległym chodniku. - Mama? – zawołała w kierunku znikającej w tłumie. Mówiąc to zatrzymała się tak nagle, że przechodzeń z tyłu wpadł na nią z impetem. - Niech pani włączy światła stopu – zauważył uczestnik zderzenia, rozcierając ramię. - Przepraszam – Emilka mruknęła na odczepnego, wyciągając głowę w kierunku, gdzie przed chwilą zniknęła nieznajoma. Szukała jej biegając wzrokiem po przemykających postaciach, próbowała wyłowić słuchem znajomy stukot kroków z pomiędzy kłębiącego się szumu miasta. Zadzwonił telefon i poczuła wibrację w zaciśniętej dłoni. - Słucham – powiedziała przysuwając telefon blisko ucha.- Tak to ja. Dzisiaj mam wolne – ostatnie zdanie podkreśliła stanowczo. Śpieszący się przechodnie omijali ją w ostatniej chwili, starając się uniknąć niepotrzebnych potrąceń. Nie zwracała na nich uwagi, przyciskając telefon z całej siły. - Nie mogę dzisiaj przyjść do pracy, bo umówiłam się i nie mogę nic odwołać. Po za tym mam wolne – Rozmawiała nie przestając obserwować przeciwległego chodnika. Cała uwagę skierowała na poszukiwanie postaci, która zniknęła tam przed chwilą. - O Jezu.. – jęknęła ciężko – rozumiem, że mam niepowtarzalną szansę, ale akurat dzisiaj nie chcę z niej skorzystać – Zaczęła chodzić w miejscu przechylając głowę raz na lewo, raz na prawo nie odrywając telefonu od ucha. Przechodnie omijali ją, patrząc ze zdziwieniem, jak kręciła się w kółko machając wolna ręką. - Rozumiem, ale jestem umówiona i nie mogę tego odwołać.- podeszła kilka kroków i wtedy zauważyła tę samą kobietę, która niedawno zniknęła między przechodniami. Tym razem widziała bardzo wyraźnie pochylone plecy i opuszczoną rękę z kiwającą się torebką. - Mama? – zawołała podnosząc wysoko głowę. Idąca kobieta zatrzymała się i chwilę nasłuchiwała. - Mama? – powtórzyła Emilka nie zważając na głos z telefonu.- To nie do pana i zadzwonię jutro – ostatnie słowa skierowała do mikrofonu, zbliżając usta jak najbliżej – Właśnie przyjechała moja mama, więc dzisiaj nie mogę – dodała i szybko nacisnęła klawisz z czerwoną słuchawką. - Mama? – nie była pewna, jeszcze nie widziała twarzy i kobieta była za daleko. Trzymając telefon w zaciśniętej dłoni ruszyła w kierunku ruchliwej ulicy, po której samochody mijały się pędząc z naprzeciwka, ze szczególnym warkotem, przypominającym odgłosy zdenerwowanych wilków. Kobieta ruszyła przed siebie, nie oglądając się. Znowu widać było jej pochylone plecy i dyndającą torebkę, trzymaną w zwisającej dłoni. Emilka podbiegła do krawędzi jezdni i kręcąc głowa raz w lewo raz w prawo, próbowała wypatrzeć lukę umożliwiającą pokonanie potoku pędzących pojazdów i przedostanie się w ten sposób na drugą stronę ulicy. Wyciągała szyję, by obserwować odchodzącą kobietę i nagle, podejmując szaloną decyzję, unosząc rękę z trzymanym w dłoni telefonem wykonała zdecydowany skok między jadące pojazdy. Nie zwróciła uwagi na pisk hamulców, kilka niecenzuralnych okrzyków i gwizdek policjanta, ruszyła za co raz bardziej oddalająca się nieznajomą kobietą. Biegła podnosząc rękę najwyżej jak mogła, lawirując między zatrzymującymi się pojazdami, parła w kierunku przeciwległego chodnika. Zadzwonił telefon. - Halo, słucham – powiedziała do mikrofonu. Kręciła głową w lewo i w prawo starając się nie zderzyć z samochodami. – To ty kochanie? – zapytała i zaraz poczuła to wspaniałe ciepło. – Nie mogę teraz rozmawiać – krzyknęła wskakując na chodnik. - Tak, będę wieczorem. Teraz nie mogę – szła spokojniej, ale nadal wypatrywała kobietę. - Mówiłeś, że przyjedziesz na cały dzień. Nie masz czasu? – Zatrzymała się trochę zła i kiedy spojrzała przed siebie, znowu zobaczyła plecy oddalającej się kobiety. - Jest – zawołała - Nie mogę teraz, przyjechała do mnie mama – powiedziała do słuchawki, ale głos w telefonie zabrzmiał z powątpiewaniem. - Tak, moja mama. Zwykle, każdy ma mamę i ja też. Właśnie przyjechała do mnie. Zadzwonię wieczorem – zdecydowanie nacisnęła przycisk z czerwoną słuchawką i natychmiast ruszyła biegiem rozglądając się nerwowo. Mijali ją przechodnie, niektórzy ze zdziwieniem zauważali roziskrzone oczy, szukające nerwowo kogoś w śpieszącym tłumie, na niektórych twarzach pojawiała się ciekawość, na innych widoczna chęć pomocy. Przyśpieszyła znacznie omijając idących wolniej, poskoczyła nawet kilka razy, by zerknąć nad poruszającymi się głowami.
- Napijesz się…