Opowiadania.pl · 6 min czytania
Telenowelowe wyobrażenia.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Chciałabym stać się aktorką jednego z tych brazylijskich seriali. Chciałabym, żeby Bóg napisał mi scenariusz, opierając się na smutku przeplatanym ze szczęściem, i prowadzić słowem do szczęśliwego zakończenia. Mogłabym stać się jedną z tych dziewcząt, które nie wierzą w miłość, które nagle wpadają na Tego Jedynego. Wystarczy jedno spojrzenie i już wiedzą, że to jest TO. Oczywiście nie przyjmują tego na początku do świadomości i godzą się z przyspieszonym biciem serce dopiero przy dziewięćdziesiątym ósmym odcinku. Kochają szaleńczo i wierzą, że wróci jego uczucie, z którego on jednak rezygnuje w dziewięćdziesiątym siódmym odcinku (każdego w końcu męczy nieodwzajemniona miłość), i że będą żyć razem długo i szczęśliwe. Ale pociesza nas, widzów, fakt, iż wszystko biegnie ku gorącemu pocałunkowi w ostatnim ujęciu kamery, nim wyświetlą kończące serial litery. Mogłabym nią być. Mogłabym nawet zamieszkać w domu przystojnego doktora, i znosić kaprysy jego nawiedzonej teściowej, która ma robaki w dupie i myśli, że jest panią całego świata. Mogłabym, gdybym tylko wiedziała, że ten piękny blondyn ze zmierzwioną grzywką i cudownymi kościami policzkowymi, o anielskim brązowym spojrzeniu i ciele, którego pozazdrościć mu może niejeden mężczyzna - patrzy na mnie skrycie i wzdycha w ramię przyjaciela, bo nie umie beze mnie żyć. Gdyby Bóg się zdecydował wymyślić mi taki Scenariusz, na pewno pojawiłaby się jakaś Zagorzała Wielbicielka tego przystojniaka o ciemnej karnacji, która jest święcie przekonana, iż On jest jej przeznaczeniem, bo przecież tak mocno go kocha. Jego twarz, oczy i wypchany portfel w kieszeni. Z zazdrości Zagorzała Wielbicielka wymyślałaby plan, jak mnie zlikwidować. Miałaby na pewno całą paletę możliwości - zaczynając od delikatnej trucizny wlanej do soku, po kulkę w łeb. Na pewno by mnie nie oszczędziła. Pewnie w dziewięćdziesiątym szóstym odcinku dostrzegłaby, że obiekt jej westchnień wlepia we mnie swoje zabójcze spojrzenie, przy czym jego serce bije jak oszalałe (opinająca koszulka, podkreślająca jego mięśnie, poruszałby się delikatnie przy tym). Tak, i Bóg w swych wyobrażeniach dochodziłby do najtragiczniejszego momentu. Przystojny Huan zrezygnowałby ze mnie i zauważył pożądliwe spojrzenie Zagorzałej Wielbicielki, podczas, gdy Ja odkryłabym w sobie uczucie. Podczas, gdy oni planowaliby ślub i spisywali listę gości - ja płakałbym w poduszkę przy pełni księżyca. Nie dostrzegałabym już żadnej, ale to żadnej nadziei. Ale Bóg przecież jest sprawiedliwy i dobry. I pamięta o mnie, i moim zranionym sercu. I pozwoliłby mi pocierpieć za to, iż ignorowałam Brązowe Spojrzenie wpatrujące się we mnie z taka miłością. Pewnie ślub byłby huczny, gdyby nie fakt, iż ja weszłabym w tym najważniejszym…