Komedia · 14 min czytania
Teleturniej
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}{i}Teleturniej{/i}{/b}
Atmosfera w studio robiła się coraz gorętsza. Adrian czuł na sobie wzrok publiczności i milionów ludzi siedzących przed telewizorami. Światła reflektorów raziły go w oczy, przez co nie mógł się skoncentrować. Nie mógł, ale musiał. Gra toczyła się przecież o milion. — Powtórzę pytanie — rzekł prowadzący, wyraźnie zmęczony długim oczekiwaniem. — Proszę przeliterować własne imię od tyłu w języku estońskim, bez wymawiania samogłoski {i}a{/i}. Dla ułatwienia dodam, że stolicą Estonii jest Tallinn. — Niestety nie potrafię... — odparł w końcu zrezygnowanym głosem Adrian. Był załamany, ale mimo długiego namysłu nie potrafił znaleźć odpowiedzi na to z pozoru banalne pytanie. — Z przykrością muszę stwierdzić, że jest pan idiotą, jakich w tym studio gościłem już wielu, przykro mi — skwitował prowadzący, choć jego mina wskazywała raczej wyraźną ulgę. W końcu milion nadal pozostawał nieruszony. Tym oto sposobem kolejny odcinek {i}Burzy Mózgów{/i} dobiegł końca.
To właśnie porażka w teleturnieju sprawiła, że Adrian zaczął na poważnie myśleć o powrocie do szkoły. Miał już wprawdzie dwadzieścia trzy lata na karku, jednak świadomość własnej głupoty nie pozwalała mu normalnie funkcjonować. Przypuszczalnie nie posiadał dzieci, a tym bardziej żony, dzięki czemu bez dłuższego namysłu zdecydował, że od września na nowo rozpocznie edukację ponadgimnazjalną. Myślał, że porządna dawka wiedzy pomoże mu odbudować zrujnowaną samoocenę.
Lato minęło jak z bicza strzelił. Nim się obejrzał, Adrian siedział już w pierwszej ławce na lekcji języka polskiego w prywatnym liceum, cieszącym się opinią niezwykle elitarnej placówki oświatowej. Miejsce w ławce obok Adriana, bardziej z konieczności spowodowanej brakiem innych wolnych miejsc niż z wyboru, zajęła wypudrowana blondynka, która bardziej niż uczennicę przypominała żywą reklamę stron pornograficznych. Na kilometr było od niej czuć słodki do przesady zapach perfum. Jej skąpy, prawie przeźroczysty strój wyglądał jakby zaprojektowano go w myśl zasady {i}Zdejmij bez użycia rąk!{/i} Z różowego tatuażu połyskującego na niemal nagich, również wypudrowanych pośladkach dowiedział się, że ma na imię Klaudia. Adrian stwierdził, że dziewczyna reprezentuje sobą jasno sprecyzowane ambicje zawodowe, i za to postanowił ją szanować. Nim zdążył przyjrzeć się reszcie klasy, do sali weszła nauczycielka. Kobieta omiotła władczym spojrzeniem uczniów, zatrzymując wzrok nieco dłużej na Adrianie. Sprawiała wrażenie srogiej. Gdy się jednak odezwała, czar prysł. Okazała się być miłą i dobroduszną, starszą panią. — Wyjmijcie proszę podręczniki i otwórzcie je na stronie dwunastej. Nikt, z wyjątkiem Adriana, nie poruszył się. Z sali dobiegło natomiast ciche, acz słyszalne {i}Spierdalaj!{/i} Niezrażona oschłym przywitaniem, kobieta podeszła do tablicy i wziąwszy zieloną kredę napisała drukowanymi literami: WITAM WAS, MOJE ANIOŁKI! Co tu jest grane? — pomyślał Adrian. Poczuł się, jakby pomylił klasy i zamiast do pierwszej licealnej trafił do zerówki. Poza nim nikt jednak nie wydawał się być zaskoczony zachowaniem nauczycielki. Część uczniów zajęta była rozmową, część słuchała bez skrępowania muzyki, nie fatygując się nawet, by założyć słuchawki. Dodatkowo chwilę później grupka pięciu dziewczyn, różowych jak landrynki, opuściła salę, usprawiedliwiając swoje zachowanie krótkim {i}Idziemy się wysrać!{/i} — Moi kochani, jestem Leokadia Kwik i będę was uczyć naszego języka ojczystego przez najbliższe trzy lata. Liczę na owocną współpracę, moje wy słoneczka! Kobieta nadal nie wyglądała na zażenowaną zachowaniem klasy. Wręcz przeciwnie, promieniowała uśmiechem, nawet wówczas, gdy z tylnych ławek ktoś zawołał: — Idź do chlewa!
Pierwsza lekcja minęła Adrianowi bardzo szybko, choć nie do końca wyglądała ona tak, jak to sobie wyobrażał. Bardzo zaskoczyła go arogancja młodzieży. Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony nauczycielki również wydawał się być co najmniej dziwny. Jak pokazały następne lekcje, stopień demoralizacji jego nowych znajomych szedł w parze z ich głupotą. Ot taka matematyka chociażby. Królowa nauk zawsze była mocną stroną Adriana. Jednak od czasu gdy po raz pierwszy trafił do liceum sporo się zmieniło. Uczący przedmiotu pan Trocki co prawda wyglądał na człowieka z pasją, jednak młodzież, którą przyszło mu nauczać, zdawała się tej pasji nie podzielać. — Z bólem stwierdzam, że jesteście najgłupszymi istotami, jakie w życiu spotkałem! — oznajmił na jednej z lekcji, wymachując energicznie plikiem białych, czystych kartek. — Żeby w dwudziestoosobowej klasie tylko jeden Adrian zrozumiał funkcje?! Nic nie umiecie! Tak, śmiejcie się. — Tu spojrzał ze złością na chichoczącego blondyna z ostatniej ławki. — Na twoim miejscu, Grzegorz, nauczyłbym się chociaż pisać własne imię. Może byś wtedy zauważył, że nie kończy się ono na {i}sz{/i}! A ty, Jessica! — Jego wzrok zatrzymał się na rozczochranej brunetce, przypominającej parasol za sprawą szerokiej i płaskiej twarzy. — Naucz się wreszcie dziewczyno pisać, bo ja nie będę wiecznie domyślał się po obrazkach, że narysowana tutaj postać to ty!
Również pozostałe przedmioty w wykonaniu klasy Adriana nie wypadały najlepiej. Na sprawdzianie z geografii połowa uczniów napisała, że Kopernik był planetą. Co więcej, jedna z uczennic, oburzona faktem iż dostała za tę odpowiedź zero punktów, odwołała się do kuratorium. W myśl zasady {i}Uczeń ma zawsze rację{/i} wygrała, a wykładająca geografię nauczycielka otrzymała naganę od dyrekcji. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała na chemii, gdzie co lekcję uczący przedmiotu profesor Ozon odpytywał uczniów na ocenę. Pewnego razu wywołał do odpowiedzi ową pustą blondynkę, z którą Adrian siedział na języku polskim. Klaudia wstała z krzesła, robiąc przy tym minę świadczącą o nadludzkim wysiłku, po czym kręcąc tyłkiem podeszła do biurka, trzymając w ręce szesnastokartkowy notatnik. — Pokaż cyce! — zawołał jeden z kolegów. Dziewczyna wymownie spojrzała w sufit, po czym uniosła bluzkę. Ku ogólnej uciesze nie nosiła stanika. — Pani Klaudio, jakże to tak?! — oburzył się nauczyciel, ale ku zdumieniu Adriana nie wpisał jej nawet uwagi. — Dobrze — zaczął po chwili, wertując z uwagą jej pusty zeszyt. — Proszę mi powiedzieć, co oznacza skrót Ha-Dwa-O? — Yyy... — Klaudia rozejrzała się po klasie, wyraźnie rozbawiona. Widać było, że żuje gumę balonową. — No przecież nie będę przeklinać, tak?! — To powiedziawszy wyciągnęła gumę z ust i zaczęła ją obwiązywać najpierw wokół palca, potem wokół buta, a następnie ponownie umiejscowiła ją w buzi. — Hmm... — Nauczyciel wyraźnie nie wiedział, co powinien zrobić. — W takim razie proszę mi wyjaśnić różnicę między kwasem a zasadą. Klaudia zrobiła zdziwioną minę. Ponownie rozejrzała się po klasie, po czym powiedziała: — Ej no, bez jaj! Daj coś łatwiejszego!