Romans · 21 min czytania
Ten blondyn z tramwaju
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po raz pierwszy zobaczyłem Go w tramwaju.
Cholera, spóźnię się do szkoły. Ten zasrany zegarek znowu nie zadzwonił. A może dzwonił, tylko go nie słyszałem? A zresztą, nieważne. Już wiem, że nie zdążę. Czasami żałuję, że mieszkam na drugim końcu miasta. Choć z jednej strony przyzwyczaiłem się do tego, to nadal nie potrafię tak zaplanować sobie porannych czynności (mycie się, śniadanie, jazda tramwajem), by zdążyć do szkoły na czas. Chyba daruję sobie dzisiejsze śniadanie. Zjem, jak wrócę. Umyję się tylko, ubiorę i spadam. Do diabła, gdzie są moje spodnie?! Tradycyjnie gdy wychodzę z domu na przystanku stoi tramwaj, który może mnie zawieźć pod samą szkołę. I choć ciągle obiecuję sobie, iż nie będę biegł do tramwaju, to tym razem nie mam innego wyjścia. Niemalże w ostatniej chwili wpadam do wagonu, opieram się o rurkę i wycieram pot z czoła. Rozglądam się wśród ludzi. Jak zwykle szukam sobie obiektu do obserwacji. Niestety, tym razem w wagonie nie ma nikogo na kim mógłbym „zawiesić” swój wzrok. Jest jeden chłopak, całkiem ładna twarz, ale niestety - mięśniak. Ja wolę patyczaki - czyli takich samych chudzielców jak ja. Na następnym przystanku do wagonu wsiada całkiem niezły chłopak. Wiek, około 21 lat. Wysoki blondyn, o niesamowicie ciemnych oczach. Ubrany jest w obcisłą koszulkę w niebiesko-żółte pasy i równie obcisłe dżinsy. Duży plus na jego korzyść. Nie jest może doskonale zbudowany, ale też nie ma się czego wstydzić. Spoglądam na jego dłonie. Delikatne, małe palce, zadbane paznokcie i bardzo owłosione ręce. Kolejny plusik. Ciekawe, czy tors też ma owłosiony? Zastanawiam się, na którym przystanku wysiądzie. Czy zdążę mu się dokładnie przyjrzeć? Póki co, gapię się na niego jak przysłowiowy wół na malowane wrota. Całe szczęście, że mam okulary przeciwsłoneczne, które chronią moje oczy nie tylko przed zabójczymi promieniami Słońca. Kieruję głowę sztywno przed siebie, a moje oczy dyskretnie penetrują jego sylwetkę. Ten blondyn stoi tak blisko mnie, że czuję jego zapach. To chyba „Christopher Columbus”. Bardzo ładny zapach. Jego dolna część ciała jest równie atrakcyjna, co górna. Obcisłe spodnie uwidaczniają okrągły tyłek. Kolejny plus. Facet z płaskimi pośladkami traci wiele ze swojego naturalnego piękna. Ten blondyn ma tyłek w sam raz. Takiego faceta chciałbym mieć. Ale to tylko marzenia. Ten blondynek na pewno jest heterykiem. I chociaż jego obcisły strój może kojarzyć się z chłopcami z gejowskiej dyskoteki, to wcale nie musi być „jednym z nas”. Gdy tramwaj przejeżdża przez centrum, blondyn spogląda na mnie, ale tylko na chwilę. Kilka minut później do tramwaju wsiada moja znajoma. Mam nadzieję, że mnie nie zauważy. Nie chcę tracić czasu na rozmowę z nią. Jestem zajęty obserwowaniem blondyna. Ale niestety, Kasia zauważa mnie. Uśmiecha się i podchodzi do mnie. Gdy mija tego chłopaka, spoglądam na niego, lecz jego wzrok jest skierowany na okno wagonu. - Cześć, Antek. Kasia staje obok mnie i daje buziaka w usta - zawsze tak się z nią witam. Zdejmuję okulary i spotykam wzrok blondyna, on się na mnie patrzy. Ta konfrontacja trwa trochę dłużej, niż powinna. Czyżby on... - Co słychać? Jak ci się udały święta? - pyta Kasia. - Wiesz, jak jest na świętach. Mnóstwo żarcia, które trzeba zjeść, bo inaczej rodzina się obrazi. Ciągle ktoś chce się z tobą spotkać. Niby przez cały tydzień byłem z rodzicami, ale tak naprawdę, to więcej czasu spędzałem ze znajomymi, niż z Mamą i Tatą. - To normalne - odzywa się Kasia. - Ja też, jak jadę do starych, to częściej siedzę u znajomych niż w swoim domu. Znów dyskretnie spoglądam na blondyna. I znów spotykam jego wzrok, tym razem spoczywający na Kasi. No, cóż... - Słuchaj, Antek. W sobotę idziemy do klubu, na dyskotekę. Idziesz z nami? - Oczywiście - odpowiadam. - Akurat jestem przy kasie. Mama obdarowała mnie większą sumą, więc mogę pozwolić sobie na nocne szaleństwo. - Świetnie. - Kasia rozgląda się. - Okej, ja wysiadam. - Nie jedziesz na zajęcia? - pytam. - Nie, najpierw muszę tu coś załatwić. Kasia naciska guzik otwierający drzwi. - Zadzwoń do mnie w sobotę, koło południa, to się umówimy na konkretną godzinę. - Okej. - Cześć, Antek. Tramwaj się zatrzymuje. Buziak na pożegnanie i Kasia wysiada. Rzucam okiem na blondyna, a on odprowadza ją wzrokiem, po czym spogląda na mnie i odwraca głowę. Ponownie zakładam okulary, by chronić moje oczy i móc go obserwować. Zauważam, iż na środkowym palcu lewej dłoni nosi dużą, srebrną obrączkę. Na plecach ma mały, czarny plecak, zrobiony z jakiegoś materiału. Jestem tak zaaferowany obserwacją, że przejeżdżam swój przystanek. Całe szczęście, że blondyn wysiada na następnym, a ja razem z nim. Ostanie spojrzenie i pędzę do szkoły. Akurat te dwa przystanki, to znaczy mój i ten, na którym wysiadł blondyn, są tak blisko, że mogę przebyć tę trasę na piechotę. Już i tak jestem spóźniony, więc nie ma się co śpieszyć. Ciekawe, jak długo będę pamiętał jego twarz? Do momentu, aż spotkam w tramwaju innego, równie pięknego chłopca.
Po raz drugi spotkałem Go w Rynku.
- Ale widziałem wczoraj faceta w tramwaju. - Znowu? Patrycja spogląda na mnie. Ona zna moje „tramwajowe obserwacje”. - Ekstra, mówię ci. Taki ideał. - Po chwili zastanowienia dodaję - No, prawie ideał. Siadamy przy stoliku. Podchodzi do nas kelnerka. - Co się napijesz? - pytam - Czegoś zimnego. Na przykład PEPSI. Zwracam się do kelnerki: - Dwa razy PEPSI i deser lodowy, też dwa razy. Kelnerka zapisuje zamówienie i odchodzi. - Antek, nie szalej - odzywa się Patrycja. - Nie chcę doprowadzić cię do bankructwa. - Spokojnie, kotku. Mama dała mi więcej pieniędzy, więc mogę poszaleć. - Okej, ale następnym razem ja stawiam. - Patrycja rozgląda się. - Opowiedz mi o tym facecie z tramwaju. - Znasz mój typ facetów. Ten nie odbiegał od normy. Wysoki, ale nie za bardzo. Blondyn, ciemne oczy, prawie czarne. - Niezła mieszanka. - Mhm. Był ubrany w obcisłą koszulkę. - No to swój chłopak. - Czy ja wiem... Kelnerka przynosi PEPSI i desery lodowe. - Dziękujemy. - Opowiadaj - ponagla mnie Patrycja. - Ciekawe, czy go znam? - Być może. Ty znasz prawie wszystkich z branży. Wypijam łyk napoju. Zimny i pyszny, akurat na taką pogodę. Jest prawie 30 stopni i Słońce grzeje niemiłosiernie. - Miał delikatnie dłonie - kontynuuję opowieść. - I cudownie kształtny tyłeczek. - Ach, tyłeczek... - ironizuje Patrycja. - Kotku, wiesz, jak ja lubię, gdy facet ma zaokrąglone pośladki. Ty lubisz kobiety o kształtnych piersiach, ja - facetów o kształtnych pośladkach. - Okej. I co dalej? - To tyle właściwie. - Próbuję deseru lodowego z truskawkami, też jest cudowny. - Wiesz, to kolejny facet z galerii chwilowych fascynacji, który... Urywam, gdyż przy sąsiednim stoliku zasiada ów blondyn z tramwaju. - Antek, co się stało? - pyta Patrycja. Nachylam się i szeptem odpowiadam: - To on. - Kto? Patrycja odwraca się. Lustruje wzrokiem blondyna, po czym spogląda na mnie. - Ten z tramwaju? Kiwam twierdząco głową. Patrycja jeszcze raz spogląda na niego. - Nie, jednak go nie znam. Blondyn siedzi sam, tyłem do nas. W pewnym momencie odwraca się, rozgląda wśród ludzi siedzących przy stolikach. Zauważa mnie i przez dłuższą chwilę patrzy mi prosto w oczy. Po czym spogląda na Patrycję i odwraca się, gdyż obok jego stolika zjawia się kelnerka. - Rozpoznał mnie - mówię do Patrycji. - Jestem tego pewien. - Tak, na pewno. Oj, Antek. Masz wybujałą wyobraźnię. - Patrycja... - Co? Nie odpowiadam. Patrzę na blondyna. Znów mam możliwość obserwowania go. Każda sposobność patrzenia na pięknego chłopca jest dla mnie przyjemnością. Choć z drugiej strony wkurza mnie, iż ów piękny chłopiec nie jest mój. Samotność jest okropna, ale bycie z kimś też ma swoje złe strony. Związek dwóch osób oparty jest przede wszystkim na kompromisach. A z nich, to znaczy z kompromisów, nie ma nic dobrego. - O czym myślisz? - pyta Patrycja. - O tym, co zwykle. O samotności. Patrycja spogląda na mnie, potrząsając głową. - Oj, Antek, jeśli nie przestaniesz o tym myśleć, źle skończysz. - Wiem. Ale nie potrafię przezwyciężyć swojej nieśmiałości. Nie mogę podejść do kogoś, kto mi się podoba i rozpocząć z nim rozmowę. Nie mam aż tyle odwagi. - Musisz przede wszystkim zadać sobie podstawowe pytanie: czy chcesz być z kimś? - Patrycja odstawia pusty kielich, zjadła już swój deser. - Jeśli odpowiedź brzmi: Tak, to musisz spróbować zwalczyć swoją nieśmiałość. - Łatwo ci mówić. - Antek, jeśli będziesz siedział i marudził, to nic nie osiągniesz. Nie czekaj, aż piękny facet podejdzie do ciebie i zagada. Zrób to pierwszy. - A jeśli to znów okaże się pomyłką, jeśli ten facet znów będzie nie tym, którego szukam? - Nie on jeden jest na tym świecie. Szukaj dalej. - Patrycja, - odstawiam swój kielich - ja tak nie potrafię. Nie chcę po raz kolejny przeżywać rozczarowania. - No, cóż. Jeśli tak podchodzisz do tego, to lepiej bądź samotnikiem. - Patrycja zerka na zegarek. - Muszę pędzić do pracy. - Która jest? - pytam. - Prawie druga. - Cholera, muszę odebrać swój zegarek z naprawy. Przywołuję kelnerkę. Proszę o rachunek. - Antek, pomyśl nad tym, co ci powiedziałam. Kocham cię i chcę ci pomóc. Ale jeśli sam nie wiesz czego chcesz, to nikt nie będzie mógł ci pomóc. - Ja wiem czego chcę. - Więc czego chcesz? Patrycja spogląda mi prosto w oczy. Próbuję zebrać myśli, by odpowiedzieć na jej pytanie, ale zjawia się kelnerka i skupiam całą swoją uwagę na niej. Rzucam okiem na rachunek. Wyciągam z portfela 20 złotych i daję jej. - Reszty nie trzeba. Kelnerka odchodzi. Patrycja jest zdziwiona. - Ale jesteś dziś hojny. - Mówiłem ci, mam pieniądze, więc mogę trochę poszaleć. - Chowam portfel. - A tak przy okazji, wybieram się w sobotę do klubu. Idziesz ze mną? - Może. Zobaczę, ile mi zostanie pieniędzy. A z kim idziesz? - Patrycja podnosi się. - Sam. - Wstaję, biorę swój plecak. - Ale wiem, że będzie Kasia i jej znajomi. - Ach, ta Kasia. - Patrycja uśmiecha się. - Niezła ona jest. Szkoda, że heteryczka. - Niestety. Wiesz, wszyscy najpiękniejsi ludzie są dla nas niedostępni. Patrycja wzdycha i kieruje się do wyjścia. Blondyn widząc ją, szybko spogląda na mnie i powraca do picia piwa. Patrycja odwracając się zerka na niego. Gdy jesteśmy na przystanku, mówi do mnie: - Nie, na pewno go nie znam.
Po raz…