Akcja · 9 min czytania
Ten lepszy wybór
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Viro uśmiechnął się, słysząc wołające go głosy. Już od ponad trzech godzin siedział nad urwiskiem wpatrując się w spienione morze. Wiedział, że zaczną go szukać. W końcu był księciem. Przekręcił głowę w stronę Wiecznej Puszczy gęsto zarośniętej drzewami i krzewami. Powolne promienie słońca przeciskały się przez grube gałęzie pełne liści, by dostać się do podszycia dając mu trochę światła. Dało się usłyszeć głosy przeróżnych ptaków, zagłuszone delikatnie przez nawoływaniem wojska i szumem rozbijających się o skały fal. Chłopak wstał powoli by nie urazić ręki na temblaku, po czym zdrową otrzepał ze spodni małe kamyczki, które przyczepiły się do materiału. Spokojny wiatr uniósł delikatnie szkarłatną pelerynę księcia. Czerwone spodnie Vira, muskane morską bryzą, falowały odsłaniając skórzane trzewiki. Na skałach panował lekki chłód, więc zazwyczaj zawadiacko rozpięta koszula dzisiaj była zapięta masą guziczków. Książę wyciągnął przed siebie rozpostartą dłoń i powiedział: - {i}Aeso{/i}! Czerwone wyładowanie Mocy spłynęło powoli z ramienia, aż do czubków palców, tworząc na nich małe ogniste kulki. Viro zacisnął dłoń a gdy ją rozprostował małe płomyczki zastąpił dość duży płomień, którym chłopak rzucił w niebo. Gdy znalazł się na wysokości chmur, wybuchł, rozświetlając jasne już niebo na czerwony kolor. Viro wiedział, że takie zawiadamianie o swojej obecności przyciągnie uwagę nie tylko poddanych, którzy go szukają, lecz może również sprowadzić na niego kłopoty w postaci Oddziałów Niebios, ale nie przejmował się tym. Poprawił rozwiane kruczoczarne włosy tak, aby odsłoniły jego błękitne oczy, po czym skierował się w stronę lasu. Przy najbliższym drzewie czekał na niego Der. Smoczysko ruszyło się niespokojnie, lecz gdy ujrzało księcia uśmiechnęło się pokazując pełen asortyment ostrych zębów. Ceglastoczerwone łuski odbijały promienie słoneczne, nadając stworzeniu heraldyczny wygląd. Bestia zamachała nietoperzymi skrzydłami w przyjacielskim geście. Viro podszedł do niego i dotkną dłonią jego lewego skrzydła, by sprawdzić, czy już się do końca zrosło. Smok otworzył paszczę i ziewną przeciągle. - Jak sie czujesz Der? {i} Bywało lepiej, ale da sie wyżyć {/i}– odpowiedział smok. Chłopak uśmiechnął się i przybrał wesołą minę. - Kto cię z zamku wypuścił, co staruszku? {i}Jestem smokiem. Mogę wychodzić, kiedy mi sie żywnie podoba.. Poza tym przyleciałem po ciebie Viro. I nie nazywaj mnie staruszkiem {/i}– odparł smok, gdy chłopak wdrapywał sie na jego grzbiet. - Ashka cię przysłała prawda? {i}Może tak, może nie...{/i} - Smoku! – Krzyknął chłopak. – Jestem twoim księciem i panem i powinieneś odpowiadać na moje pytanie precyzyjnie! Inaczej zabronię cię karmić! Powoli wznosili się w powietrze. Der, coraz mocniej machając skrzydłami, uniósł ich ponad korony drzew. {i}Och, mój panie! {/i}– Powiedział ze zgryźliwością smok. – {i}Wybacz mi o wielki! Ja biedny smok – na którego grzbiecie szybujesz trzydzieści metrów nad ziemią i który może cię w każdej chwili zrzucić – błagam cię o wybaczenie... To nie Ashka mnie wysłała, lecz twój brat, król Zebek. Wybacz mi i daj jeść!{/i} Viro, który wcześniej śmiał sie z monologu Dera nagle spoważniał. Już od trzech tygodni nie rozmawiał z bratem, co w sumie było po jego myśli.. W dalszym ciągu nie mógł oswoić się z myślą, że jego ojciec miał jeszcze jednego syna z inna kobietą. I to jeszcze w tym świecie. Co prawda wiedział o tym już od paru dobrych miesięcy, ale dalej nie lubił swojego ,,braciszka”. A poza tym był królem. Królem, którego nienawidził. {i}Nie śpij księże. Jesteśmy już nad Jeziorem.{/i} - Nie śpię... – Odpowiedział chłopiec. Viro uśmiechnął się i spojrzał na przejrzystą taflę Jeziora Burz. Ryby i inne wodne stworzenia spokojnie pływały w wodzie. Niektóre {i}sylfy {/i}wychylały głowę ponad taflę i machały do swojego księcia płetwiastymi dłońmi. Powoli było widać zarysy Cytadeli Smoków. Wysokie wierze były widoczne na niebie już od paru lat, gdy dziadek Vira – król Eland – kazał je wybudować. Na każdej z nich powiewała czerwona flaga z wyobrażonym nań smokiem. Był to znak Rodu Smoków. Ale nie był to jedyny ród w Królestwie Bestii. Lecz opowiem o tym innym razem...
Po kwadransie lotu w końcu dotarli do zamku.…