Akcja · 8 min czytania
Ten świat jest naprawdę mały
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ten świat jest naprawdę mały Przyszła nieprzyjemna, ale jak oczekiwana zima, zapraszająca swymi urokami do górskich kurortów na karkołomne snowboardowe szaleństwa. Toteż jak co roku zapakowałem to co nieodzowne do plecaka, dechę pod pachę i już jechałem autobusem PKSu do Gorskiej Krynicy. Stoki Jaworzyny przywitały mnie wyśmienitymi warunkami narciarskimi i zatłoczonymi nartostradami. Wycinając skręty spostrzegłem katującego deskę i ubijającego stok w czynie społecznym snowboardzistę w wieku dwudziestu kilku lat, i z pewnością nie zwróciłbym na niego większej uwagi, gdyby nie jego powalająca uroda. I tu naprawdę nie można powiedzieć, że był on przystojny, ponieważ jego oszałamiającej urody i figury mogłaby mu pozazdrościć nie jedna uważająca się za piękność lalka. Ale cóż, mogę oceniać piękno, jednak ciągoty mam do płci mi odmiennej, toteż moją uwagę przykuła śliczna narciarka, rzekłbym wprost, iż była niczym boginka wzlatująca ponad wyniosłością stoku. Po śnieżnych szaleństwach, wcześnie zapadającym zmierzchem, jako osamotniony syngiel, udałem się do pobliskiego gwarnego i zatłoczonego pubu, atmosfera baru iście domowa. Sącząc któregoś z rzędu browara nie mogłem jakoś wkomponować się w klimat sztucznej wesołości świątyni. I nic dziwnego skoro w tym całym tłumiku chyba byłem jedynym seniorem, toteż bariera wiekowa tworzyła się samoistnie. W pewnej chwili w półmroku, obok baru wzrastała podlewana drinkami, piwem, a chyba i amfą nieprzyjemna atmosfera. Burda nieuchronnie unosiła się nad grupką, w której swe uczestnictwo niechybnie mimo woli znalazł nie kto inny, jak postrzeżony na stoku cherubinek. Znalazł się on z pewnością w nieodpowiednim dla siebie miejscu, ponieważ stał się obiektem wyżywania się dla nakręconego mięśniaka, a różnica mas ciał była wprost zatrważająca. Patrząc z boku na rozwijającą się w szybkim tempie akcję zrozumiałem, że chłopaczyna jest rozpaczliwie wysyłającym s.o.s. o interwencję nawet z nieba, aby ono zechciało nadesłać mu kogoś w obronie. I niebo pewnie wysłuchało, zatem podszedłszy, bardzo grzecznie skierowałem swą prośbę do wielkoluda, by zechciał odpuścić sobie. Teraz cała złość została przesterowana na moją skromną co nie bądź osobę. Osiłek aż zasyczał „nie wpierdalaj się gościu”, przy czym łapiąc mnie za klapy, przez zaciśnięte zęby wycedził krótkie; ”ssssspierdalaj zzzgredzie”. I właśnie tego mi było trzeba, by się wreszcie zintegrować chociaż z małą częścią towarzystwa lokalu. Sprawy pomknęły bardziej swawolnie niż sobie to wyobrażałem na początku zapoznania z gościem. Moja głowa w uniżeniu bezwładnie, lecz z dynamiką spoczęła na twarzy mocarza. Posłyszałem trzask, jednocześnie czując więdnącą górę mięśni, jeszcze parę szybkich gestykulacji moich rąk i gościu wyłożył się pośród biesiadnych stołów. Młodzian, dotychczasowy obiekt zadymy stał sparaliżowany strachem z rozdziawioną gębą. Zrobiło się gorąco, w moim kierunku ruszyło paru wypasionych chłopów. Nie oczekując na pytania i wyjaśnienia, rzucając w kierunku młodziana krótkie ”spierdalaj”, sam pośpiesznie ewakuowałem się do wyjścia. Na swej drodze ratunku, w impecie wywaliłem jeszcze ze dwóch kolesi, z pewnością zaprzyjaźnionych z tamtym w stanie spoczynku. Następnego dzionka stok lekko kołysał się, a czacha nie potrzebowała nakrycia, ale było i tak pięknie, a w tym pięknie krajobrazu przybił się do mnie wybawiony z kłopotów młodzian. Podziękował serdecznie za to, iż niebo zechciało go wysłuchać w chwili niechybnego zejścia, jednocześnie wystosował petycję o udzielenie kilku instrukcji poruszania się na desce. Rola nauczyciela bardzo mi nie odpowiadała, kiedy mój umysł został zaabsorbowany pięknością nimfy, co jakiś czas pojawiającej się w szusach, w pobliżu mnie i…