Filozofia · 3 min czytania
Ten upragniony koniec granic...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Najwyższy czas. Było krótko po 21. Wszedłem do mieszkania skąpanego w migotliwym blasku latarni rzucających tu i ówdzie karykaturalne wręcz cienie. Spełniony! Nareszcie wszystko skończone. Nadszedł czas. Nie będę czekać. Nie mogę, wiem przecież – zawsze później przychodzi ta pustka… Ale może nie tym razem? Może nie. To już bez znaczenia… ach… w końcu. Otwieram drzwi do łazienki, znów te światła, czyż to nie jest piękne? Jak można pragnąć czegoś więcej? Delikatna gra świateł na kremowych kafelkach pokrywających ściany… tak… Odkręcam wodę. Nie żałuje, nigdy będę żałować… Właśnie… jaki paradoks, jak mogę myśleć "nigdy"? Czas już raczej nie będzie miał znaczenia, ciekawe co będzie dla mnie ważne? I znów. Ja? Jakie Ja. Czym będę? Do czego się będzie sprowadzać moje jestestwo? Będę częścią całości… pewnie tak, przecież wszechświat jest niepodzielony, w końcu wyzbędę się wszystkich ograniczeń jakie są nakładane wraz z narodzinami, chociaż może raczej powinienem powiedzieć wraz z kształtowaniem się mojej świadomości… Wanna już pełna… Jeszcze tylko coś ostrego…Zawsze…