Fantastyka · 6 min czytania
TEORIA (NIE)ISTNIENIA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie spiesząc się, Piotr szedł w stronę miejsca spotkania. Dotarł parę minut za wcześnie, więc zapalił papierosa, chcąc- jak to miał w zwyczaju- poprzyglądać się panienkom, których wiele o tej porze roku kręciło się po rynku. Jego uwagę zwróciła jednak nieprzeciętnego wzrostu postać, którą zauważył kątem oka. Zdusił butem papierosa i ruszył na spotkanie przyjacielowi. - Cześć Grzesiu- powiedział wyciągając rękę. -Witaj- odparł dwumetrowiec, przy którym Piotr wyglądał niemal jak dziecko. - To co, może usiądziemy i napijemy się czegoś zimnego...- nie dokończył, bo Grzesiek wszedł mu w słowo. - Nie ma czasu, pogadamy po drodze. Cały Grzesiek- pomyślał. Zawsze się spieszył i jak najszybciej chciał wszystko załatwić. Zachowywał się jakby zostało mu parę godzin życia, chociaż zawód fizyka nie wymagał od niego pośpiechu. - Zrobiłeś to, o co cię prosiłem?- zagadnął Grzesiek. - Jasne. Tylko wytłumacz mi łaskawie, po co ten cały cyrk. Nie musiałeś codziennie mi przypominać. - Musiałem- upierał się fizyk- dla większości ludzi to dość rzadkie doświadczenie. - Możliwe, ale nie na tyle, żeby nie ukuć powiedzonka na ten temat...- stwierdził Piotr gasząc kolejnego papierosa. Dotarli w końcu do kamienicy, w której, na trzecim piętrze, mieściło się zawalone książkami mieszkanie Grześka. - No to opowiadaj, jak było- zaczął fizyk. Piotr zamyślił się, przypominając sobie szczegóły. - Byłem w biurze. Akurat skończyłem drukować sprawozdanie i szukałem zszywacza. Nawiasem mówiąc, każdy miał swój, ale sam chyba się orientujesz, że takie rzeczy szybko giną i zwykle zostaje jedna, lub dwie sztuki. - O.K., przejdź do sedna- niecierpliwił się Grzesiek. - Tak więc chciałem zszyć te papiery, ale za cholerę nie mogłem znaleźć zszywacza. Chodziłem po biurze i szukałem. W końcu trafiłem do biurka takiego grubasa. Patrzę na jego rzeczy, nie ma. Odwróciłem się w inną stronę, po czym zamiast przejść dalej, jeszcze raz rzuciłem okiem i znalazł się! Leżał na samym środku. Przerwał na moment, zapalając papierosa. - No dobra- podjął- teraz powiedz dlaczego tak ci zależy na takich bzdurach. - Tylko nie bzdurach- obruszył się Grzesiek. Już ci tłumaczę. Sprawdziłem wiele takich przypadków. Teoretycznie widziałeś ten nieszczęsny zszywacz, ale nie zwróciłeś na niego uwagi. Jednak podczas regresji hipnotycznej, kiedy cofasz się do jakiegoś zdarzenia, pamiętasz wszystko, co się wtedy wokół ciebie działo. - No dobra i co z tego wynika? - Chodzi o to, że ilekroć stosowaliśmy hipnozę, w każdym przypadku osoba nic nie widziała. - Zupełnie nic? - No nie zupełnie. Jeśliby ciebie zahipnotyzować, przypomniałbyś sobie pusty stół. - Bo tak było. Przecież zauważyłem zszywacz dopiero za drugim razem. - Jest coś jeszcze. Stan umysłu badanych, kiedy go opisują, charakteryzuje chwilowe rozproszenie uwagi. Przez chwilę nie pamiętają czego właściwie szukają. Kiedy znów skupiają się na przedmiocie swojego zainteresowania, okazuje się że jest doskonale widoczny. -