Psychologia · 5 min czytania
Teraz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b} TERAZ
„...Zresztą ani to, co było, ani to, co będzie, mnie nie obchodzi...”
„Utopia człowieka zmęczonego” J.L.Borges{/b}
”Nie pamiętam momentu, od którego wokół mnie była tylko ciemność. Ciemność gęsta i wilgotna jak grudki ziemi, wciskające mi się do ust smakiem jesieni i przegniłych marzeń jak bukowych liści. Kolejne dni jak powykręcane palce korzeni, kolejne noce nieprzeniknione jak skały, które rzeźbiły w mojej twarzy niegojące się, ropiejące bruzdy. Zagłębiałem się w coraz to niższe partie braku czegokolwiek i szukałem ukojenia w najbardziej gęstym i nieprzeniknionym bycie, w którym oddychanie było łykaniem gorącej lawy, płynącej palącym wyrzutem wprost z rozedrganego z żalu jądra ziemi. Nie musiałem patrzeć przez zalepione mokrą gliną oczy, nie musiałem słuchać, bo moje uszy były gniazdem dla wszechobecnych korzeni niepotrzebnych, niewyjaśnialnych zdarzeń. Nic nie bolało... Nie szukałem bólu, bo nie czułem strachu. Moje ciało było dla mnie tak samo obce jak najdalsze gwiazdy na niebie, których nie mogłem dostrzec spod tysięcy ton gliny i skał, a niebo było dla mnie tak samo bezsensowne i nieistotne jak moje życie. ”
Sięgnął po kolejnego papierosa. Gdy płomień zapałki skacząc nerwowo liznął tytoń zauważył, jak drży jego ręka. Zaciągnął się głęboko i wypuścił strumień dymu, który zakłębił się świetlistą szarością pod nocną lampką. Popatrzył na kartkę i odłożył długopis. Zdania, które napisał, nie były dla niego opisem zdarzeń, lecz odczuciem obecności czegoś niedobrego. Odczuciem, które jak cień chmury zamroczyło rozświetloną jeszcze przed chwilą jak na obrazku narysowanym przez dziecko łące. Skąd ten cień? Przecież chciał napisać o swojej radości, chciał wykrzyczeć całemu światu, że w końcu jest szczęśliwy... Sięgnął za daleko w przeszłość, by pokazać ogrom zmiany, jak nieprawdopodobnie zmieniło się jego życie, jak jego uczucia zakwitły na drzewie, o którym myślał, że uschnęło już lata temu. Napisał o drodze do łona istnienia, drodze do śmierci, żeby pokazać swoje ponowne narodziny.
Odsunął nieco krzesło od biurka i rozglądnął się po pokoju, a właściwie pokoiku, popatrzył na rozrzucone po biurku w nieładzie na wpół zapisane chaotycznie stawianymi wyrazami kartki papieru, długopisy, kubki z niedopitą kawą, papierosy, otwartą paczką paluszków... Uśmiechnął się... Jego szczęście było ukryte w tym pokoiku. W kręgu światła lampki nocnej i w cieniu poza nim. W ciszy, w której trzask odpalanej zapałki był brzmiał wystrzałem armatnim. W spokoju..