Fantasy · 8 min czytania
Teraz mogę umrzeć cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudziła mnie czyjaś ciepła ręka, błądząca po mojej twarzy. Gwałtownie wstałam, niemal zrzucając Alana z łóżka. -Ile razy mam powtarzać, żebyś nie właził do mojego pokoju? - spytałam robiąc groźną minę do przyjaciela, który ledwo powstrzymywał śmiech. -Ale ty jesteś u mnie- zaczął się śmiać a ja przybierając kamienny wyraz twarzy, gorączkowo szukałam wytłumaczenia, jak to się stało. -Aż tak bardzo się schlałaś? Nie pamiętasz? - wydusił pomiędzy salwami śmiechu, a ja wróciłam myślami do wczorajszej nocy. Zamknęłam nawet oczy żeby się lepiej skoncentrować, ale nie przypomniałam sobie. Spojrzałam z udawaną powagą na towarzysza, który tarzał się po podłodze ze śmiechu. -Alaaan, powiedz co się stałoooo! -Po twoim szóstym kielichu bez niczego do popicia zaczęłaś się do mnie przytulać i mówić jak to mnie kochasz – po czym znowu wybuchł śmiechem, za to mi zachciało się płakać na myśl o tym co się działo dalej, tym że powiedziałam że go kocham przejęłam się najbardziej, przecież nie wierzę w to uczucie od bardzo dawna. -Następnie zasnęłaś, więc cię tu przyniosłem – zakończył. To wszystko wyjaśnia! Ja zawsze gadam głupoty jak jestem śpiąca, a wczoraj w dodatku byłam pijana, ale, ale dlaczego przyniósł mnie akurat do jego pokoju? Spojrzałam na niego jeszcze raz: przydługie rdzawo brązowe pasma grzywki opadały na piwne oczy mające w sobie urok, a ich spojrzenie rozgrzewa serce. Nos zawsze był idealny proporcjonalnie do reszty twarzy, oraz usta, które rzadko opuszcza uśmiech, który powala na kolana. -Maya pomyliła się i zasnęła na twoim łóżku, zaraz potem dołączyli do niej Denis, Sawyer i Kaoru– wymienił imiona naszych współlokatorów, gdy zauważył mój pytający wzrok. -Ale dlaczego wszyscy poszli do mnie?- zajęczałam po czym sturlałam się na podłogę. Wstałam i nieco chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi, nie oczekując odpowiedzi. Kiedy zobaczyłam moich przyjaciół, o mało co nie wybuchłam śmiechem jak Alan wcześniej. Dalej się zastanawiam, co my wtedy wypiliśmy. Wracając do opowieści, Sawyer leżał na dywanie obok łóżka z wąsami a’la Hitler narysowanymi krzywo markerem, Denis była wtulona w stopy Mayi, która z kolei śłiniła plecy Kaoru, wszyscy słodko spali. Przemknęło mi przez głowę, że będą mieli kaca życia, chociaż ja i Alan dobrze się czujemy. Szybko wzięłam przypadkowe ubrania z szafy i niemal biegnąc opuściłam pomieszczenie aby ich nie budzić. Potem już było niedaleko do łazienki, w jednej chwili zdałam sobie sprawę, skąd ich pomysł spania u mnie (nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego), uśmiechając się pod nosem, otworzyłam drzwi do łazienki, zapaliłam światło i weszłam do środka, pociągając za sobą drzwi, następnie zamknęłam je na klucz. Podeszłam do lustra obramowanego beżowymi odlewami róż. Zobaczyłam w nim odbicie blondynki, jej loki opadały rozczochrane na ramiona, zakrywając również część twarzy wyrażającej rozbawienie. Usta pełne szkarłatu oraz dawnego bólu, który zaczął powoli znikać, zastępując go szczęściem wywołanym bliskimi osobami (czyt. Alan, Maya, Kaoru, Denis, Sawyer) nos ciut za mały i oczy. Oczy są najpiękniejsze. Rażą i hipnotyzują karmazynowym płomieniem. Mimowolnie przypomniałam sobie pierwsze spotkanie z Alanem. Siedziałam przy moim ulubionym stoliku w bawialni sierocińca, oprócz mnie było tam jeszcze parę starszych dzieciaków. Miałam wówczas cztery lub pięć lat i no cóż, byłam mocno zła na cały świat że nikt mnie nie kocha pomimo zapewnień wszystkich pań że moja mamusia mnie nie może nie kochać. Ale ja wiedziałam że nie mają racji. Wtedy, rysowałam obrazek kobiety z chłopcem na oko siedmioletnim i jakimś mężczyzną, nie wiadomo skąd na to wpadłam, po prostu rysowałam, to co widziałam oczami wyobraźni. Nagle do środka weszła chyba najmłodsza opiekunka z niską postacią kurczowo…