polityka · 9 min czytania
TEREN PRYWATNY, WSTĘP WZBRONIONY!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
TEREN PRYWATNY, WSTĘP WZBRONIONY!
Człowieku sukcesu. Przyszedłeś na ten świat, jak my wszyscy, zupełnie nagi. Być może nawet leżeliśmy obok siebie w łóżeczkach i zgodni jak dwóch rasowych tenorów wypełnialiśmy salę oddziału położniczego nieposkromionym wrzaskiem, otoczeni rozanielonymi spojrzeniami stojących obok siebie naszych matek. Być może mogliśmy zostać nawet przyjaciółmi. Ja swoim dziecięcym bełkotem próbowałem cię rozśmieszać, ale ty już wtedy nie rozumiałeś. Patrzyłeś na mnie z góry, bo twój bełkot był bardziej dojrzały, dorosły. Nie chciałeś też ze mną osikać pielęgniarki. Popukałeś się tylko palcem w czoło. - Ona zmienia pieluchy, jak cię polubi to będzie to robić częściej. – mówiłeś. Zawsze byłeś dobry w liczeniu. Potem zabrali cię, a ty nawet się nie pożegnałeś. Pewnie nie chciałeś tracić czasu. Na krótko straciłem cię z oczu, ale już w przedszkolu wydało mi się, że jesteś między nami. Nie mogłeś przecież długo pozostawać w ukryciu. Znałem cię krótko, lecz wiedziałem, że wtedy w nocy, w szpitalu, kiedy płakałeś, tak naprawdę nic cię nie bolało. A może się mylę. Może naprawdę odczuwałeś straszliwy, niepohamowany lęk odczuwalny na równi z zatruciem, poparzeniem i gorączką. Fizyczne katusze, że jej oczy patrzą gdzieś indziej. Jej, moje, nasze, ich. Kiedy wszedłeś do grupy od razu zauważyliśmy, że twarda z ciebie sztuka. Mniej bystrym, którzy tego nie pojęli wytłumaczyłeś wszystko w krótkich, oschłych słowach. Dałeś im lekcje. Już nigdy później nie widziałem cię tak szczęśliwego. Pamiętam dobrze jak z grupą osiłków, których przekupywałeś słodyczami biłeś tych, co nie chcieli grać w twoje gry. Nie pociągała ich zabawa w firmę albo gang. Nie podniecały sztuczne pieniądze. Łamałeś kredki tym, którzy z uporem maniaka próbowali narysować konia pomimo, że z początku im nie wychodziło, wyszydzałeś tych, którzy w indiańskich strojach śpiewali wymyślane przez panią piosenki. Nie dałeś dokończyć chłopcom bajki o smokach, a dziewczynkom przedstawienia o królewnie i księciu. Pamiętam też dobrze, że wykopnąłeś za płot placu zabaw piłkę chłopcu, który ubierał się tylko w sportowe koszulki z nazwiskami piłkarzy i marzył, że zagra kiedyś w mistrzostwach świata. - Kretyni! – krzyczałeś. Patrzcie! Ukradłem mamie z portfela 2 złote i kupiłem 20 gum. Ktoś chce jedną? – powiedziałeś kiedyś, a ci, którym mama nigdy ich nie kupowała przeszli na twoją stronę. Straciłem wtedy kilku naprawdę dobrych kolegów i powiem szczerze, że miałem ci to trochę za złe. Pod koniec zostało nas już, nie będących w twojej bandzie, niewielu. Skończyło się przedszkole i znowu zniknąłeś z mojego życia. Nie wiem dlaczego. Wiedziałem, że gdzieś jesteś, odczuwałem jakąś częścią siebie twoją obecność, ale najwidoczniej moje młode oczy nie były na tyle uważne, by wypatrzyć cię w tłumie. Być może zbyt zajęty byłem zabawą i rówieśnikami. Czas płynął i zanim oboje się spostrzegliśmy (choć zawsze mówiłeś, że nic nie umknie twojej uwadze) pokończyliśmy szkoły: podstawową, gimnazjum, liceum. Ja te zwykłe. Ze zwykłymi koleżankami i kolegami, rozmowami, śmiechami i płaczem, który wzajemnie ocieraliśmy sobie z twarzy. Ty te lepsze. Mnie szkoły uczyły biologii, chemii, matematyki. Straszna nuda. Słyszałem tylko, że u ciebie mówili dużo o pieniądzach, jachtach, drogich domach. Twoi koledzy (nie wiem czy to wystarczająco służbowe określenie, może u was mówiło się inaczej) podobno mieli najlepsze samochody i ubrania, a ich mama zawsze kupowała im gumy jak byli mali. Nie spotykaliśmy się długo i w tym czasie pobrałeś dużo wartościowsze ode mnie nauki. Ja tylko zrozumiałem jak cenić ludzi, ty potrafisz ich już wyceniać. Kiedy pytałem „Co?”, ty pytałeś „Za ile?” Czemu nie robiłem tak jak ty? Przyznaję, byłem bardzo leniwy. Przesiadywałem z przyjaciółmi w pubach, dyskotekach, na plażach, ławkach, w słońcu i w deszczu gadając zupełnie o niczym. Dyskutowaliśmy o filmach, książkach, muzyce, komiksach, rzeźbach, romansach, zdradach, miłości, zauroczeniu, szczęściu, uczuciach ogółem mówiąc. Bezowocna paplanina, powiesz. Mnie się jednak bardzo podobała, a czasy te wspominam cudownie, wręcz magicznie. Z tego sentymentu chyba…