Aktualności · 9 min czytania
Teściowa 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stara pokrywka na równie starym (wielokrotnie emaliowanym) garnku wesoło podskakuje. Nowe stoją zapakowane w szafce, bo szkoda – zresztą jak wiele dziesiątek innych sprzętów. One są do wyjęcia, gdy przyjadą goście, póki co ja mogę poświęcić się i popracować tak jak pracowała moja ukochana mamusia. Gości nie mamy się co spodziewać, rodzina się obraziła. Nie będę wnikać kto za co, bo to za długie historie. Właściwie tylko mamusia nie wie za co – pozostali doskonale zdają sobie sprawę, że nazwanie kogoś pasożytem, złodziejem, darmozjadem itp. nie zachęca do częstych wizyt. Ba! Śmiem nawet twierdzić, że nie zachęca do wizyt w ogóle, ale że jestem optymistką... W każdym razie pokój gościnny sprzątam regularnie raz w tygodniu, regularnie też przychodzi teściowa, by poprawić jakąś żabkę, strącić pyłek z narzuty, którą prać będę ponownie za tydzień czy zetrzeć niewidoczny kurz. - Zawsze muszę się czegoś przyczepić prawda? – zawsze pyta, a ja zawsze odpowiadam, że prawda. Rozmyślając w ten sposób, zapatrzona w niebieskoróżowe płomienie palnika gazowego czuję nagle jak skóra cierpnie mi na szyi a krótkoostrzyżone włosy stają mi dęba. Takie wrażenia mam tylko w dwóch przypadkach, po pierwsze gdy jestem w lesie i spotykam żmiję, a drugi stoi za mną. Nieodwracając się pytam - Mamusia chciała coś? - Nie, tylko umyję szklankę. Mycie szklanki przeciąga się w nieskończoność. Patrzę na lejącą się pełnym strumieniem wodę, rozpryskującą na zlew, podłogę, szafki i stół. Potem widzę jak biel ściereczki wkręca się w szkło, które piszczy z żalu przez kolejne długie minuty. Jeszcze sprawdzenie pod światło i procedura powtarza się. - Moja mamusia zawsze tak robiła. Będziesz robić jakiś sos do rolad? - Rolady są we własnym sosie. - Zrób chrzanowy. - Chrzanowy? – nie dowierzam. - To proste - podsmażysz mąkę dodasz cukru i chrzanu, dolejesz wody... „Bogowie, niedobrze mi...” - ... i sos gotowy. - Mamusia jest pewna? - Tak. Moja mama zawsze tak robiła. „A niech cię i tę twoją mamusię....” - Dlaczego wyłączyłaś radio? - Utworzyła się kakofonia, telewizor zagłusza wszystko. - Nieprawda, mogę dać głośniej. „Nie możesz, telewizor nie ma już takiej opcji.” Podeszła do radia i włączyła. - Co to do jasnej cholery jest? A gdzie moja stacja? „Nie, błagam, tylko nie to”. Widocznie jednak kieruję swoje prośby nie tam gdzie trzeba, już po chwili z głośnika rozlega się głos: - „Nie gadajcie tyle przez telefon, zamiast wydawać pieniądze na impulsy wpłaćcie je na konto radia...” Staram się wykorzystać moment i dostać się do zlewu, by umyć ręce. Nic z tego. Schorowana kobieta, nie mogąca przez cały dzień wstać z łóżka jest szybsza ode mnie. Patrzę zrezygnowana na dłonie. Nie, nie są brudne, po prostu stresuję się. Chcę wziąć ręcznik, jednak i tutaj choroba okazuje się być sprytniejsza od okazu zdrowia. Zrezygnowana wycieram ręce w spodnie. - Tak robią tylko flejtuchy – mierzy mnie wzrokiem. – Ile razy mówiłam, aby wycierać zlew po sobie? I jak wygląda ten stół? Wszystko zachlapane. A na podłodze mam się pośliznąć i złamać nogę? Już raz miałam złamaną i trzy lata musiałam leżeć w łóżku. „Nie musiałaś. Bałaś się wstać”. - Dobrze, powycieram. - Sama to zrobię. Nie potrafisz zachować porządku... „Zaprawdę, to bardzo interesujące...” W radiu leci kolejna zdrowaśka. - A właśnie, wysłałaś przekaz na radio? - Nie dała mi mamusia pieniędzy. - Ja nie mam. Zapłaćcie ze swoich, acha i przyszło od braci, znowu przysłali kalendarz, trzeba im zapłacić, aby pomodlili się za mamusię. „A sama cholera nie potrafisz?” - I przynieś mi przekazy. - Ile na to radio? - 300 „Kur...” - Ostatnio mamusia płaciła 20. - Ale po tej ostatniej niedoli jest im ciężko, więc trzeba ich wesprzeć. „To zapłać ze swoich! Niedola – też mi coś! Nie trzeba było grać na giełdzie jak się nie zna. Psia ich...” - I wy też zamiast słuchać tego rzępolenia powinniście nastawić na radio... „taaa, jedynie słuszne, bo jak nie, to lincz...” - Trudno nazwać muzykę Mozarta czy Czajkowskiego rzępoleniem. - Mozart był masonem! Niech będzie przeklęty on i ród jego! I co wy czytacie! Żeromski, Eco –