Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

Tęsknota

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wiatr swym brutalnym dotykiem szarpał wodą spiętrzając ją w wysokie fale, które z kolei ginęły w starciu z twardym obliczem falochronów. Ociężałe i poczerniałe niebo przeszywały wiązki czerwonych błyskawic niosących w swych objęciach dudniące grzmoty. Burza z każdą sekundą przybierała na sile. W oddali na wzgórzu piętrzyła się latarnia morska, wzywając zagubione statki niczym zmartwiona matka młode. Na starym, drewnianym molo stała młoda kobieta opatulona w jedwabną chustę. Po jej policzkach spływały strumyki gorzkich łez. Wyczekiwała swojego ukochanego, który wypłynął w morze dwa lata temu. Od tamtego czasu noc w noc czeka w nadziei na swojego Samuela. Nie potrafiła dopuścić do siebie myśli, że jej marynarz mógł zginąć. Kochała go nad życie, poprzysięgła mu wierność i choćby miała się zestarzeć i umrzeć w samotności będzie na niego czekała do samego końca. Noc, w której Samuel wypływał w rejs była podobna do tej -równie złowieszcza i brutalna jak i na swój magiczny sposób piękna. W każdą taką noc wyobrażała sobie, że spoczywa w silnych objęciach swojego Samuela. Wtedy obejmowało własne ciało rękoma i przypominała sobie jego dotyk, zapach, ciepło, bijącą od niego opiekuńczość i troskę. Tak bardzo go kochała i tak bardzo by znów chciałaby być blisko niego. Nagle poczuła na swoim ramieniu czyjś dotyk. Odwróciła się szybko z nadzieją w sercu. - Samuel? - Jeśli chcesz mogę być i Samuelem - Odpowiedział szyderczo zakapturzony mężczyzna, po czym uderzył dziewczynę w twarz Sara upadła, jednak mężczyzna nie zamierzał odpuści. - Wstawaj suko – Chwycił ją za włosy i pociągnął do góry. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, jej głos ginął w nicości tłumiony poprzez szalejący wiatr. Mężczyzna by ją uciszyć zadał cios pod żebra, Sara skuliła się w bólu. Następnie nieznajomy chwycił dziewczynę za brodę przybliżając jej twarz do swojej. Jego oblicze spowijało nie naturalne, wręcz zwierzęce pożądanie. - A teraz zabawimy się złotko - Obrócił dziewczynę, przycisnął do barierek molo i próbował podgiąć sukienkę, dziewczyna jednak nie zamierzała się tak łatwo poddać. Wierciła się i machała rękami jak szalona, aż w końcu trafiła bydlaka w nos, który automatycznie rozluźnił chwyt, wykorzystują to, Sara zaczęła uciekać. Droga była tylko jedna, prosto przed siebie wzdłuż mostu na twardy ląd. Dziewczyna biegła ile sił w nogach, wzywając przy tym pomocy. Każdy ruch sprawiał jej przenikliwy ból, jakby ktoś wbijał jej setki igieł pod żebra. Burza zdążyła już nabrać pełnej mocy zalewając spróchniałe deski mola strumieniami deszczu, sprawiając iż stawały się śliskie niczym lód. Pech chciał iż Sara się poślizgnęła, upadła twarzą do desek. Jej uszy niczym przeraźliwy krzyk wypełniał odgłos zbliżających się kroków napawając serce dziewczyny trwogą. Sara była zmęczona, lecz zebrała resztki sił i spróbowała się podźwignąć. Stała już na nogach szykując się do dalszej ucieczki. Zrobiła dwa kroki na przód, gdy wtem runął na nią swym cielskiem zakapturzony mężczyzna. Dziewczyna próbowała walczyć, szarpała się i wiła, lecz była bezsilna wobec masy i siły napastnika. - Grzeczna dziewczynka – Szeptał jej do ucha Rozdarł jej sukienkę, rozpiął rozporek u spodni i zaczął gwałcił, ingerować w jej intymność, bić, sapiąc przy tym niczym zwierzę. Bo po prawdzie przypominał zwierzę, jego człowieczeństwo i szacunek do drugiej osoby zaniknęły dawno temu. Sara nie miała nawet siły krzyczeć, poddała się okrutnym działaniom gwałciciela. Topiła się w deszczu i własnej krwi zalegającej w powykrzywianych deskach mola. Wraz z upływającą krwią upływało z niej życie. Po wszystkim czuła się jak zużyty przedmiot wyrzucony na śmieci. Ledwie dysząca, zgwałcona i brutalnie pobita dziewczyna została pozostawiona na pastwę losu. Strugi deszczu obmywały jej zakrwawione i posiniaczone ciało. Spuchnięte usta dziewczyny delikatnie się poruszyły, wydając z siebie ledwie słyszalny szept - Mój najdroższy, idę do ciebie - uniosła lekko rękę w stronę nieba. Po jej zmasakrowanej twarzy ściekały cieniutkie strumyki łez, a usta ułożyły się w ledwie zauważalny uśmiech. Zamknęła oczy gotowa dołączyć do swojego marynarza. Gdy wtem poczuła lekkie szarpnięcie, a następnie jak jakaś ciecz wypełnia jej buzie, przelatując przez gardło do żołądka.

*** Powieki Sary otworzyły się powoli i ociężale. Gdy przyzwyczaiła oczy do panującego półmroku, ujrzała pokój umeblowany w łóżko w którym leżała i wielkie lustro wiszące na przeciwległej ścianie. Czuła się nadzwyczaj dobrze, była trochę obalała ale nic poza tym, jeśli chodzi o ciało. Gorzej było z psychiką. Jej pamięć mimowolnie odtwarzała traumatyczne wydarzenia. Nie wiadomo czemu winiła się za to wszystko. Czuła do siebie obrzydzenie, a przecież nie była niczemu winna. Chciała umrzeć, żałowała, że ten bydlak nie zatłukł jej na śmierć. Spod rudych włosów opadających na twarz spojrzała w stronę lustra . Następnie zeszła z łóżka i zaczęła powoli iść w jego stronę z zamkniętymi oczami. Gdy stanęła przed nim bała się je otworzyć, bała się tego co ujrzy. Jednak w końcu przezwyciężyła strach, to co zobaczyła wprawiło ją w odrętwienie. Dostrzegła w lustrze odzwierciedlenie łóżka i pokoju, jednak swojego odbicia nie. Oszołomiona wyciągnęła rękę w stronę zwierciadła wodząc palcami po jego powierzchni. - Nie przejmuj się tym. Sara odwróciła się gwałtownie, znała ten głos. - Samuel! - wykrzyknęła dziewczyna rzucając się w objęcia swojego ukochanego. Tuliła się w jego ciało zachłannie tak jakby chciała nadrobić stracony czas. Jednakże te ciało było odmienne od tego które znała dawniej-takie zimne. Spojrzała mu w twarz, była blada niczym ciężka, jesienna mgła. Spod długich, kruczo czarnych włosów spoglądał na nią swymi przekrwionymi oczyma. Sara położyła dłoń na jego poliku. - Gdzie ty się podziewałeś? Czemu pozwoliłeś mi cierpieć ? Czemu pozwoliłeś mi uwierzyć, że nigdy cię już nie ujrzę? - Bałem się - Chłopak schylił głowę - Bałeś się? Bałeś się?! Czego? - Sara krzyczała gniewnie uderzając Samuela pięściami po piersi. - Tego, że mnie nie zechcesz Sara patrzyła na Samuela, nie wierząc w to co słyszy. Z jej oczów spływały łzy, krwawe łzy. - Co ty mówisz? Najdroższy. Jak ja bym mogła cię nie zechcieć.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%