Psychologia · 2 min czytania
Testament zmęczonego artysty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niczym betonowy płat, rzucony z wysoka upadam, upadam bez oporu powietrza i życia. Kawał zrobiony śmierci, która na inny czekała moment, moment gdy ma łódź zostanie rozbita. W pył stworzenie Twe obrócone, zniszczone dwoma szybkimi ciosami. Potęga wolności i demokracji – upadek człowieczeństwa. Upadam, niczym jedenastego września, w huku grzebiąc ofiary… cisza.
Zaklinam wszarzy i żebraków. Zaklinam dziwki i wiedźmy, które łkają. Wyrzekam się cząstki tej duszy do której należę. Pluję na nich, sam mając tam honorowe miejsce. Poeci, malarze, artyści – ścierwo, które nikomu niepotrzebne. Zapisują bazgrołami sterty kartek – które zżółkną jak i oni – zgniją i rozpadną się. Obłudny świat! Iluzja pisana na kartce, sam w niej żyję. Niczym ten statek - tonę bez kontroli, zapijając porażki