Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 24 min czytania

Tester

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Usłyszał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Wychodząc do przedpokoju najpierw zobaczył śliczną, szczupłą rękę z genialnie zdobionymi tipsami, zaraz potem pojawiły się pukle niesamowicie skręconych blond włosów. Za nimi, powolutku wynurzały się te części ciała, które najbardziej kochał. Schowane pod obcisłym swetrem, ale też, niezniekształcone stanikiem wspaniałe, wręcz poetycko doskonałe piersi. - No w końcu.- Powiedział Johny, stęskniony widokiem swojej dziewczyny. - Nie mogłem się już Ciebie doczekać.- Johny nawet nie próbował ukryć zadowolenia. Szybciutko odebrał ekologiczną torbę z zakupami, by zanieść ją do kuchni. Zawsze się zastanawiał jak ona to robi, że z jednej strony wszystko, co potrzebne do jedzenia mógł znaleźć bez problemu w lodówce, z drugiej nigdy jej nie widział obładowanej zakupami w stylu „Matka Polka”. - Witaj Johny-. Głos Laury przechodzący w szept wskazywał, że jest co najmniej równie stęskniona jego ciała. - Jak Twoje testy? – Mrugając metrowymi rzęsami zapytała w taki sposób, że zaczął się zastanawiać czy jednak nie rzucić pilnej roboty, i zając się testowaniem bardziej przyziemnych rzeczy, niż najnowsze produkty firmy „KeyLock International”. Takich jak chociażby niedawno zakupione łóżko „gigant”. -Teraz nic z tego, wychodzę na chwilę -. Powiedziała Laura domyślając się, co chodzi mu po głowie. - Jeszcze popracuj ze dwie godzinki, a ja wieczorem ci to wynagrodzę.- Woow!- Już nic więcej nie musiała mówić. Lepszej zachęty nie potrzebował. Szybko wrócił do komputera, by dokończyć robotę.

Był zawodowym testerem peryferyjnych urządzeń komputerowych. Testował nowe klawiatury, kaski wirtualne, tablety i wszystkie te „pierdoły” związane z obsługą interfejsu użytkownika. Tak naprawdę jego głównym zadaniem było sprawdzenie urządzeń pod względem ergonomicznym z jednej strony, z drugiej zaś, tak zwaną - „idiotoodporność”, czyli wrażliwość sprzętu na dziwne i nieoczekiwane reakcje z ludźmi chcącymi używać tego sprzętu do celów innych, niż przewidziane w instrukcji. Po wyjściu Laury, ubrał wirtualną rękawice, przełączając jednocześnie monitor na tryb „3D”. Już miął rozpocząć analizę pod kątem wygody poruszania palcami, gdy zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. Kiedy otworzył, zobaczył znajomego kuriera. - Dzień doberek Panie Johny. Paczuszka dla Pana. Tym razem jakaś mała? - Zdziwił się. Do tej pory przyzwyczajony był raczej do większych pakunków. Kiedy potwierdził odbiór i zaczął rozwijać papier, powoli jego oczom ukazywał się napis „KeyLock Inernational Alpha 001”. - No i to mi się podoba!-. Johny powiedział do siebie zadowolony. 001 oznaczało ni mniej ni więcej, tylko że będzie testował produkt jako pierwszy (nie licząc oczywiście laboratorium). Coraz częściej firma go doceniała. Zrzucił szybko rękawice, niestety będzie musiała poczekać. Z ciekawością zajął się rozpakowywaniem urządzenia. Był to najnowszy model świetlnej klawiatury. Po umieszczeniu projektora na statywie i zsynchronizowaniu częstotliwości fal z kompem, wcisnął „On” znajdujący się na podstawce. Na biurku rozświetlił się układ tradycyjnej klawiatury. Jeszcze tylko zrzucił luźno leżące kartki na podłogę, żeby nie załamywały linii świetlnych. Nie martwił się bałaganem wiedząc, że Laura jak zwykle posprząta idealnie, układając wszystkie notatki dokładnie tak, żeby odnalezienie akurat tych potrzebnych nie zajmowało dużo czasu. Szybko zorientował się, że model różnił się od dotychczasowych możliwością dowolnego definiowania układu klawiszy. Dodatkowo można było wyświetlić małe okienko podglądu naciskanych punktów świetlnych, imitujących klawisze. - No w końcu wprowadzili tę funkcjonalność.- Johny ucieszył się. Dla patrzących w czasie pisania na klawiaturę, a nie na monitor, było to duże udogodnienie. Z radości energicznie wyciągnął ręce do przodu, zapominając o otwartej butelce wina, leżącej koło monitora. Mimo prób schwytania, butelka przewróciła się jednak. Zaczął szybko prawą ręką zagradzać drogę, by płyn nie dostał się pod statyw. Z urządzeniami w wersji „Alpha” trzeba było na takie rzeczy uważać. Kiedy druga ręka poszybowała w kierunku wyłącznika zauważył, że jedna stróżka zaczyna dotykać podstawki. Już miał wyłączyć projektor, kiedy coś strzeliło, odrzucając Go od biurka razem z krzesłem, na którym siedział. Zanim stracił przytomność zdążył zobaczyć jeszcze niebieską łunę między monitorem i projektorem.

*****

Usłyszał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. To była Krycha wracająca od sąsiadki. - Dlaczego akurat teraz?- Zapytał sam siebie Wiesio. – Nie mógł sobie darować. Jakiś czas temu wpadł na pomysł, że zacznie pisać książki. Krycha przerwała pisanie Jego pierwszego w życiu opowiadania w momencie, w którym nie tylko przestał się męczyć z wymyślaniem kolejnego zdania, a wręcz zaczął pisać jak natchniony. A co? Skoro bracia Mroczkowie są aktorami, to równie dobrze On – Wiesio Księgowy, może być pisarzem. - Słuchaj Wiesio. Tak sobie gadałyśmy z Julką.- Kiedy Krycha podchodziła do Niego, szybko „wykrzyżykował” Worda obawiając się, że ta rozmowa szybko się nie skończy. U Julki na plotach siedziała całe popołudnie, a więc streszczenie, co której koleżance brakuje, i co która powiedziała innej, pewnie nie potrwa krótko. Gdy siadając na kanapie, zwinęła nogi w pozycji - „a teraz mnie słuchaj”, wyłączył komputer widząc, że miał rację. - Wiesz, rozmawiałyśmy z Julką o wigilii-. Wiesiowi w głowie zapaliło się żółte światełko. – - Aaha! - Jeżeli sprawozdanie rozmowy z Julką, nie zaczynało się od pytania „a wiesz, kogo Julka spotkała ostatnio?”, to istniało duże prawdopodobieństwo, że sąsiadka podsunęła Kryśce jakiś głupi pomysł. - Julka robi Wigilię u siebie.- Zaczynała czarować. – Pokazywała mi obrus, który kupiła na tą okazję, mówię Ci jaki śliczny, ręcznie haftowany, dosłownie super.- Krycha zaczynała coraz bardziej rozkręcać się. Mówiła szybciej, coraz szybciej. Kiedy przekroczyła prędkość 200 wypowiadanych słów na minutę, Wiesio zastosował jeden ze swoich opracowywanych przez lata doświadczeń, przepisów na udane małżeństwo. W tym przypadku, był to sposób na „Szwejka”. Należało zrobić minę z uśmiechem przypominającym spojrzenie zadowolonego bohatera, z kultowego Czeskiego filmu, po czym co jakiś czas potwierdzać słowami: „ależ tak”, „oczywiście”, „no no” , „masz rację kochanie”. Do tego należy dodać wyrazy zdziwienia: „niemożliwe!?”, no coś Ty?!”, „no niee!?” itp. Po nabraniu wprawy, można było używać kombinacji tych wyrazów i jednocześnie zająć się rozmyślaniem na poważniejsze tematy. Kiedy w tle słuchał wywodu Krychy, zaczął się zastanawiać, co takiego mogłoby spowodować zwarcie urządzenia przez Johnego. Musiałoby to być coś nieprzeciętnego i raczej niespotykanego. Przeniesienie w inny wymiar? – banalne. Utrata pamięci ? - No i o czym wtedy dalej pisać? Wiesio zastanawiał się coraz intensywniej, powoli tracąc kontakt z rzeczywistością. -No oczywiście! – Niemalże krzyknął wyciągając kciuk do góry, zadowolony z pomysłu. - Naprawdę? – Usłyszał głos jak z zaświatów.- Kocham Cię!- Krycha rzuciła się na Niego obdzielając dużym całusem. Powoli Wiesiowi świadomość podpowiadała, gdzie się znajduje. - No to ja idę pogrzebać po przepisach -. Nie dość, że w głowie zapaliła się czerwona lampka, to jeszcze dodatkowo uruchomiła się syrena alarmowa. - Na co ja się zgodziłem?- Pytał sam siebie wygrzebując z podświadomości ostatnie minuty jej monologu. – Najpierw była Julka, potem wigilia u Julki, potem zastanawianie się, do kogo pójdziemy na wigilie… - Mam! – Wiesio uświadomił sobie, że Krycha spytała Go, czy w tym roku, nie mogliby zrobić Wigilii u siebie zapraszając jednych i drugich rodziców. Aż zasyczał z przerażenia. No to go podeszła. Pobiegł za nią do kuchni, próbując odkręcić swoją głupotę. Kiedy zobaczył Krychę z fanatycznie wbitym wzrokiem w stos kulinarnych czasopism, zrezygnował z tłumaczenia, że to tylko nieporozumienie. Było już za późno. - Przyszedłeś pomóc mi wybierać potrawy, które podamy kochanie? – Zapytała robiąc szczęśliwą minę. - Nie, ja tylko po wodę.- Zrezygnowany podniósł butelkę, mimo że wcale nie czuł pragnienia. - Słuchaj! Idę jeszcze raz do Julki, wezmę od niej trochę przepisów, bo ja mam tak mało.- -Tak maało?- Niemalże krzyknął widząc stertę, nad którą siedziała. - Pożyczę od niej od razu „Titanic’a”. Obejrzysz wieczorem ze mną? - Spytała. -Mam kupę roboty.- Nie miał ochoty na żadne filmy, a tym bardziej na „Titanic’a”, z którym zaczynał odczuwać coraz bliższe więzy losu, i to nie ze względu na bohaterstwo Leonardo Dicaprio, a raczej na rolę tytułową. Wiesio zaczął szybki odwrót do komputera w obawie przed trafieniem jakimś lodowym odłamkiem w stylu – Zrobimy grzybową czy barszcz? Kiedy startował komputer, Krycha właśnie wychodziła.

*****

Usłyszał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. - Co się stało? – Z przejęciem spytała Laura, kiedy go zobaczyła. - Właśnie rozwaliłem klawiaturę. –Wskazał na roztrzaskany w drobny mak projektor. - Nie martw się, przyślą jeszcze jedną.- Miękki głos, był niczym balsam. Podnosząc się, obolały Johny podszedł do kompa zastanawiając się, czy nie poniósł jeszcze jakiejś straty. - Szlag by to! - Parsknął, kiedy najpierw poczuł swąd spalenizny, a zaraz potem gasnący komputer. Miał nadzieję, że to tylko zasilacz i wysokie napięcie nie poszło dalej, na płytę główną. To byłaby już druga w tym miesiącu. Co prawda firma sponsorowała Johnemu cały sprzęt wymagany do testów, ale instalowanie od nowa wszystkich aplikacji, wcale mu się nie uśmiechało. - Na pewno ze wszystkim sobie szybciutko poradzisz. – Laura pocieszała Go dalej, delikatnie dotykając dłońmi, w taki sposób, że przestał się przejmować czasem, który niewątpliwie musiałby stracić. Wyjął z torby palmtopa i włączył, żeby skontaktować się z firmą. - Co jest? - Potężnie się zdziwił, gdy zobaczył niebieską iskrę między palcem a obudową. Palmtop zamilkł, chwilę po tym, jak został uruchomiony. Zaczynał się coraz poważniej niepokoić. Dotknął biurka - nic się nie stało. Dotknął Laury, nic się nie stało. Przez moment, dotykał wszystkiego w zasięgu rąk - nic się nie działo. Jeszcze raz dotknął lampki, ale tym razem zapalił ją. - Auć! – Krzyknął, kiedy poczuł ból, zaraz jak zobaczył iskrę sporych rozmiarów. Żarówka strzeliła, rozsypując szklane kawałki na całym biurku. Johny zaczął panicznie myśleć, co się dzieje. Laura patrząc zdziwiona nie odzywała się wyczuwając, że teraz nie potrzebował żadnych pytań, żadnej otuchy, ani żadnych słów z jej strony. Po chwili zastanowienia wpadł na pewien pomysł. Z górnej półki szafy, do której ostatni raz zaglądał wieki temu, wyciągnął miernik elektroniczny. Po włożeniu baterii, podłączył zaciski kabli do wskazujących palców swoich rąk. - Nie wierzę! – Wyłączył miernik mając nadzieję, że śni. Włączył jeszcze raz, ale pomiar ani na jotę nie różnił się od poprzedniego. - Powiedz ile widzisz na wskaźniku? – Spytał swoją dziewczynę, nie chcąc uwierzyć w to, co widzi. - 300 Volt. Słuchaj, to by wyjaśniało rozwalenie kompa, palma i tej nieszczęsnej żarówki. Stwierdziła, dokładnie w tym samym czasie, w którym Johny wydedukował, że zwarcie w wirtualnej klawiaturze nie skończyło się tylko na jej rozwaleniu. - Ale jakim cudem ja żyję? – Nie mógł wyjść z podziwu. Przełączył miernik z trybu napięcia na natężenie. Westchnął z ulgą, kiedy wskazówka odchyliła się ledwo powyżej zera Amperów. - Całe szczęście, bo inaczej bym się smażył. – Odetchnął. - Słuchaj …- Chciał powiedzieć Laurze, by zadzwoniła do firmy, ponieważ nie chciał ryzykować rozwalenie komórki. - Właśnie do nich dzwonię, kochanie.- Uśmiechnął się do niej. Podziwiał ją za to, że zawsze wiedziała, kiedy, co i w jaki sposób…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Tester — czytnik · opowiadania