Zbrodnia · 16 min czytania
That moment to live, that moment to die [#1]
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wąskie dróżki najczęściej prowadzące do ślepych uliczek są ci takie obojętne. Wtedy gdy wjechałaś tam na rolkach z przyjaciółką był to świetny tor do wyścigów. Wtedy twoja przyjaciółka miała tą nową czapkę z prostym daszkiem, którą szpanowała po całej szkole chodząc środkiem korytarza. To było tego dnia, w którym przeszłość zaczęła być nagle taka ważna i pamiętliwa. Prześladowała cię od rana do późnego wieczora i mówiła „znajdę cię gdziekolwiek pójdziesz”. Pamiętasz ten czas gdy łzy same ciekły ci po policzkach. To było tak… Jenna gwałtownie opadła na łóżko w swojej różowej piżamie w ciastka, która może i nie była szykowna, ale za to bardzo ciepła, i wygodna. Taka jaka powinna być w mroźną zimę, w którą szklanka gorącej czekolady aż prosi się o wypicie. Usłyszała stukot szpilek na dole, które rytmicznie uderzały o posadzkę. Zmarszczyła brwi wstając z łóżka. Kto o godzinie trzeciej nad ranem chodził po domu w szpilkach? Pani Evans dawno wróciła w domu, a Sophie, gosposia Evansów, poszła spać o dwudziestej. Jedynie Jenna wtuliła się w kołdrę późno, bowiem zawalona była nauką. Aby sprawdzić kto krzątał się o tej porze po domu na palcach, po cichu zeszła na dół. Stopnie drewnianych schodów trzeszczały z każdym jej krokiem, rodzice już dawno powinni je wymienić. Usłyszała dzwonek telefonu swojej siostry. Zatrzymała się na czwartym stopniu i nachyliła się, aby ją zobaczyć. Czemu jej siostra w środku nocy paradowała na obcasach? - Halo? – odezwała się do słuchawki Jessica swoim śpiewnym głosem. Jenna wychyliła się jeszcze bardziej i ujrzała swoją siostrą ubraną w święcącą czarną sukienką, która opinała jej zgrabną talię. Potakiwała co dwie sekundy i odrzucała swoją burzę blond loków do tyłu. Rozłączyła się i sięgnęła po granatową kopertówkę leżącą na szklanej ławie, która podkreślała jej kolor oczu. - Gdzie się wybierasz? – spytała Jenna torując jej drogę. Zapewne szła na jakąś dziką imprezę albo na spotkanie z Jakiem w jego nowoczesnej, oszklonej willi. Jessi tylko przewróciła teatralnie oczami i próbowała minąć swoją siostrę. - Nie twój interes, dobra? A teraz mnie przepuść – warknęła popychając Jennę na posadzkę i wyszła z hukiem zamykając drzwi. Jenna podniosła się i wyprostowała obolałe kości. Co ona wyprawiała? Jennę bolała kość ogonowa, jęknęła z bólu jeden raz, drugi. Usłyszała pisk schodów i do holu weszła pani Evans w swoim śnieżnobiałym szlafroku. Ziewnęła i spojrzała na córkę. - Co się tu u licha dzieje? – spytała krzyżując ręce na klatce piersiowej. Jenna spojrzała na nią z podłogi, zupełnie bezsilna i zobaczyła groźną minę pani Evans oraz jej przemęczone, piwne oczy. - Mamo… po prostu zeszłam na dół zobaczyć co się dzieje, a tu Jessi wychodzi, ja toruje jej drogę, a ona mnie popycha na podłogę! – nie mogła złapać tchu Jenna. Wstała z jękiem zaciskając zęby z bólu. Pani Evans podniosła brwi do góry i westchnęła głęboko. Właśnie jej córka wymknęła się z domu, a jak się jej coś stanie!? - Cóż, zawołaj brata, pójdzie jej szukać… - złapała się za głowę pani Evans tak jak wtedy gdy Andrew dostał ospy wiecznej. Jenna przytaknęła i próbowała wstać, lecz ból jedynie narastał. Zacisnęła pięści i poddała się. Pani Evans pisnęła i poszła na górę obudzić swojego syna, który zapewne nawet nie położył się spać. Schody trzeszczały, a Jenna wyła z bólu. Po chwili oczekiwań do holu wszedł nastolatek z roztarganymi, kasztanowymi włosami i przenikliwymi, czarnymi oczami. Na jego palcu widniał sygnet, który dostał na osiemnaste urodziny od dziadka. Ziewnął leniwie i założył swoją skórzaną kurtkę po czym wyszedł bez słowa na dwór. Był środek zimy, więc nie był zbyt zadowolony, aby o tej porze użerać się na ulicy z jakąś nastolatką, z resztą cała sytuacja był dziwna. Jessi była wzorem do naśladowania, codziennie o dwudziestej pierwszej chodziła spać, lodówka wywieszona była jej świadectwami, na których od góry do dołu wypisane były szóstki i piątki oraz dyplomy za recytatorstwo, wygraną w ogólnokrajowym konkursie matematycznym, i wiele, wiele innych. Jej pokój wywieszony był medalami jej drużyny siatkówki, w której była kapitanem. Nikt, a nikt nie spodziewałby się, że kogoś popchnie, a co dopiero wyjdzie z domu o porze późniejszej niż dwudziesta druga. To było irracjonalne, jutro pewnie będzie na pierwszej stronie gazetki szkolnej „Gdzie się podziała stara, grzeczna Jes?”, a pulchne nastolatki znów oszaleją z zazdrości jak wtedy gdy Jessi przekroczyła próg tej szkoły. Nastąpiło to dwa dni po tym jak została adoptowana, Jenna i jej bracia byli zachwyceni blondwłosą siostrą, która była aż skrajnie miła. - Śliczne masz włosy, w nocy ci je ukradnę – zawsze śmiała się Jessi. Dzięki niej Jenna stała się jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole wraz z dziewczynami, które wybrała Jessi. Ruda Agnes, śmieszna blondynka Charlie oraz nieśmiała Libby i na deser Jenna. Jessi jest przecież doskonała, miła, przyjacielska, piękna i przyciągająca. Jedyną jej wadą było to, że kochała być w centrum uwagi. Zawsze podczas imprez nocnych kiedy tańczyły wszystkie w sypialni krzyczała „Patrzcie na mnie!”, a w gwiazdkę gdy Jenna chwaliła się rodzicom co dostała od wujka nagle w jej drogę wchodziła Jessica i mówiła „Zobaczcie jaki cudny prezent mam! Od babci!”. Jenna westchnęła, jej mama spytała czy chce może szklankę wody. - Tak, proszę – stęknęła nastolatka usiłując wstać. Gdy już wstała nogi się pod nią ugięły, ale brnęła dalej. Chciała iść w końcu spać. Cały jej dzień zawirował jej przed oczami zostawiając ślady w pamięci; to jak była na seansie kinowym z Charlie, jak poznała Noami, nową dziewczynę w szkole, wyprowadziła swoje dwa miniaturowe Yorki, które próbowały odgryźć smycz; i naukę oraz ucieczkę Jessi. Niewinnej Jes. Pani Evans podała jej szklankę wody, a ona wypiła całą. Odetchnęła z ulgą, tego było jej trzeba. - Mam nadzieje, że Jessice nic się nie stanie – powiedziała od niechcenia. No racja, że jej się nic nie stanie. Pewnie pójdzie wraz z jej starszym bratem na piżama party do Trish, dziewczyny Matthewa, brata Jenny, Jessi oraz Luke’a. Brata bliźniaczego Jenny. - Mam złe przeczucia, nigdy takiego czegoś nie robiła – łkała pani Evans kryjąc twarz w swoich bladych dłoniach. Jenna pokiwała głową i objęła mamę. Nie wiadomo co strzeliło Jessice do głowy. Pani Evans czuła się okropnie, nie dopilnowała swoich dzieci, mogła przecież zauważyć, iż coś jest nie tak. - Spokojnie mamo, Matthew dopiero co wyszedł jej szukać albo już zabawia się w jakimś klubie – wzruszyła ramionami Jenna. Często chodziły na późne imprezy, ale nie aż tak późne. Tylko wtedy kiedy prowadził je DJ Joe, w którym podkochiwała się Agnes. Zobaczyła, że mama ma jeszcze bardziej zaniepokojoną minę. – Albo jest u Libby – prychnęła. Pani Evans usiadła przy stole i oparła się dłońmi. Stwierdziła, że Jenna powinna już iść spać i wykurować obolałe plecy. Jenna przyznała jej rację i prawie, że na czworakach wdrapała się na piętro. Ba! Na dwa piętra. Dyszała ciężko, skąd taka mała istota jak Jessi ma tyle siły, aby popchnąć Jennę aż tak mocno? Weszła do swojego pokoju z ciemnokremowymi ścianami, dwuosobowym łóżkiem w rogu, z wielkim oknem z olbrzymim parapetem, na którym poukładane były kolorowe poduszki. Rozsuwana, biała szafa, a raczej drzwi od szafy, prowadziły do różowej garderoby, drugie drzwi zaś do prywatnej łazienki. Jasne biurko z IKEI stało blisko szafy i okna, a na środku znajdował się włochaty, miękki, biały dywan, na którym wylegiwały się psy Jenny. Usiadła na parapecie, a potem położyła na nim nogi i je wyprostowała. Wpatrywała się różowo-pomarańczowe niebo i wschodzące słońce.. Owczarek pani Marshall zaszczekał, tak samo jak trzy inne psy. Spojrzała się na pokryty rosą trawnik, była już prawie czwarta, a Jessi ani Matthewa jeszcze nie było. W zasadzie nie