Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

The Ciuchcia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszystkie prawa do tekstu zastrzeżone. Copyright © 2009 by Mariusz Zimoński. All rights reserved.

Warszawa 10 luty 2009r.

Mariusz Zimoński

„THE CIUCHCIA”

Kaszel zza ściany wyrwał mnie ze snu. Rozejrzałem się wokół siebie. Obskurny The Przedział klasy II pociągu pośpiesznego otaczał mnie z wszystkich stron, tak jak stłoczeni i śpiący w nim ludzie. Wciśnięty w swój mały obszar siedzący czułem, jak mój własny The Pot spływający po karku i plecach zaczyna bratać się poprzez koszule z potem poprzednich użytkowników tego miejsca. Brzydki nieokreślony zapach unosił się wszędzie i jeszcze ta przeklęta, gorąca nie do zniesienia The Noc.

The Kaszel, znów ostry kaszel zza ściany tak cienkiej jak żyletka, przez którą mógłbyś usłyszeć nawet przełykanie pitej wody. Swój wzrok, utkwiony w mrok i migoczące gwiazdy za oknem, przeniosłem na postać młodej kobiety, bawiącej się przez cały czas telefonem, który oświetlał jej buzię. Wydawała się atrakcyjna, ale ciężko było dostrzec coś więcej oprócz twarzy i The Banana, którego przy okazji jadła budząc miłe skojarzenia. Trwało to chwilę.

- Co się kurwa gapisz?! - The Piorun z jej ust dotarł do mnie błyskawicznie.

Oderwałem wzrok i wstałem, właściwie to z ulgą. Skierowałem się do drzwi przedziału, przeskakując ostrożnie, jak tylko mogłem, przez skłębiony ludzki nogopłot. Wyszedłem na wąski jak nora dżdżownicy korytarz i od razu The Ściana dymu papierosowego uderzyła mnie w czoło, tak samo, jak uderzała w oznaczenia o zakazie palenia. Wszędzie faje, pety, kiepy. Właściwie wszyscy stojący lub siedzący na rozkładanych siedzeniach pasażerowie zaciągali się w stoickim spokoju. Żołnierze, studenci, dresiarze, starsze panie rozprawiające, że wszyscy na górze to złodzieje, a młodzież jest taka „be”, bo słucha Yoko Ono. Spróbowałem otworzyć The Okno.

- Mistrzu! - odezwał się jeden z wielu. - Zostaw to okno, bo komary nam nalecą do środka.

Zostawiłem i tak było zepsute. Przy prędkości, z którą się właśnie nasz The Pociąg poruszał, zbliżonej do tempa spacerującego człowieka, komary faktycznie miałyby co robić. Chciałem pójść do toalety. Przeszedłem do przedsionka wagonu i ledwie postawiłem pierwszy krok, już poczułem ten cudowny The Fetor dobywający się z ubikacji.

- Mniam, mniam - powiedziałem do siebie.

Postanowiłem przejść do ubikacji w I klasie, która była obok. Przy wejściu do wagonu wyższej klasy od razu zaskoczyły mnie obrotowe drzwi, trochę jak w hotelu, tylko o mniejszym promieniu. Przez chwile patrzyłem na nie, ale smród na korytarzu popchnął mnie do czynu.

Na początku drzwi nie chciały się ruszyć, były trochę zardzewiałe, ale przy mocniejszym nacisku drgnęły i obróciły się, lekko skrzypiąc. Mogłem spokojnie przejść. Znalazłem się w obszernym korytarzu, w którym było dość schludnie, unosił się ładny zapach. Nawet pociąg znacznie szybciej jechał. Nie namyślając się długo, wszedłem do ubikacji, która okazała się dość przestronna. Nagle usłyszałem pojedynczy krótki odgłos, przypominający sklepową kasę fiskalną. Pomyślałem, że może ten dźwięk dobiega z jakiegoś głośnika zawieszonego nad przedziałami. Coś jednak było nie tak. Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to krzywe lustra, zawieszone na ścianach wszędzie, nad i obok pisuarów. W każdym wyglądałem dość karykaturalnie. W jednym mały korpus, gruba ręka i szyja, w innym długie nogi i głowa jak kropka. Uśmiechnąłem się. Tak to mogę sikać. Wtem coś w lustrach przykuło moją uwagę. Gdy przyjrzałem się im dokładnie, zobaczyłem, że w każdym z nich pływają żywe czerwone rybki. Oprócz tego coś dziwnego odbijało się jeszcze, ale nie potrafiłem od razu określić, co to jest.

– Niech sika! – dobiegł mnie niespodziewanie głos z prawej strony. Zdziwiony, obróciłem głowę i spojrzałem.

– Co się patrzy? Niech sika. Przez bramkę przeszedł, to i tak musi zapłacić!

Z usytuowanego za ostatnim lustrem okienka z napisem „Kasa” wyglądała kobieca głowa obwiązana chustą, w okularach. Kasa była sprytnie umiejscowiona, nie rzucała się w oczy tak od razu przy wejściu.

– A od kiedy to kasy są w pociągowych toaletach? – spytałem dość ironicznie.

– Od tygodnia, a co? – odparła kobiecina, robiąc na drutach sweter w kropki. – No, niech sika, mówię.

Stanąłem przy pisuarze. Po chwili zauważyłem, że w jednym z luster odbija się moja mocno pokręcona ręka, trzymająca dwa siusiaki, z których biły trzy strumienie. Co chwila ten obraz mąciły pływające wkoło tego odbicia rybki. Przeszło mi przez myśl, że może to jakieś lustra kwantowe, a rybki są wyświetlane, ale nie miałem pojęcia, jak to wszystko funkcjonuje razem i czy to prawda. W tym samym momencie zauważyłem w lustrze, intensywnie wpatrującą się we mnie kobietę zza kasy.

– Jak mam sikać, gdy się pani ciągle na mnie patrzy?! – wkurzyłem się.

– A co mam robić? Książki czytać? Muszę patrzyć, czy mi ściany nie zachlapie. Kto ma to potem sprzątać?

Zasłaniając się, jak tylko mogłem, skończyłem swoją czynność. Umyłem ręce.

– Wie pani co? Ja myślę, że to jakiś żart z tą kasą i nie zapłacę! – powiedziałem stanowczo, po czym skierowałem się ku drzwiom. Chwyciłem za klamkę, ale drzwi ani drgnęły. Poczułem się jakoś dziwnie i nieswojo, otoczony krzywymi lustrami, przez które babcia mogła mnie obserwować z każdej strony.

– Jak nie zapłaci, to drzwi nie otworzę. Elektroniczne są – usłyszałem z okienka, po czym dostrzegłem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
The Ciuchcia — czytnik · opowiadania