Fantastyka · 8 min czytania
The Infinite Cat Project
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Zapalił jedno oko, przebiegł na drugą stronę ulicy. Zarysował pazurami blaszany śmietnik, wskoczył na pokrywę. Zdążył wylizać tylko lewą łapę, gdy usłyszał kroki. Płasko przywarł do pokrywy i zgasił oko. - Myślisz pewnie, że nie jest mi przykro – powiedział mężczyzna – Wiesz, dla mnie to wszystko też jest trudne. Kobieta nie odpowiedziała. Po jej twarzy bezgłośnie płynęły łzy, których mężczyzna nie widział. Nie wiedział, co jeszcze mógłby jej powiedzieć. Czuł się niezręcznie, najchętniej już by sobie poszedł, tym bardziej, że zaczynał być zmęczony i śpiący. Niestety było coś, co nie pozwalało mu odejść. Coś, co rodziło się w dolnych partiach klatki piersiowej, rozsadzało żebra od środka, samowolnie i niezależnie od niego żyło własnym życiem, rozwijało się wewnątrz jak robak wykluty z kawałka zepsutego mięsa, nadzianego na widelec i włożonego do ust. Poczucie winy, które w noc taką jak ta powoduje bezsenność. W mroku nie widział jej twarzy. Gdy podniósł rękę, by dotknąć kosmyka jej włosów, obydwoje usłyszeli hałas dobiegający z drugiej strony ulicy. Coś czarnego zeskoczyło z pokrywy śmietnika i wystrzeliło w ich kierunku, jak kamień wypuszczony z procy. Mocno otarło się mężczyźnie o nogi i zniknęło w mroku. Mężczyzna wzdrygnął się i krzyknął cicho. Czuł, jak szaleńczo łomocze mu serce. - To tylko kot – powiedziała kobieta otwierając kluczem drzwi od klatki schodowej. Bez słowa pożegnania zatrzasnęła je za sobą.
***
{i}Nie wracaj do niej nigdy więcej. Nie mów słów wplątujących się we włosy jak martwe słowiki. Nie parz skóry dotykiem gorącym jak dusza wykradziona ze starego żelazka. Nie zatruwaj życia oddechem, nie wytrącaj gwiazd ukrytych w dłoni, nie wygrzebuj ziaren słonecznika z kieszeni płaszcza. Odejdź. Pozwól jej o sobie zapomnieć. Nigdy więcej nie wracaj. Nigdy więcej nie wracaj. I nie wracaj do niej nigdy więcej.{/i} Wymruczał mantrę siedząc na blaszanej pokrywie śmietnika, wpatrzony w okno na pierwszym piętrze, czwarte od lewej strony. Widział, jak bez celu chodzi po mieszkaniu, widział, jak załamuje ręce stając przed lustrem, widział, jak płacze opierając czoło o futrynę drzwi. Widział, jak otwiera szufladę kuchennej szafki, widział błysk ostrza kuchennego noża, widział, jak podciąga rękaw specjalnie dla niego kupionej bluzki. I widział też, jak z wściekłością rzuca nóż na podłogę, jak szybciej zaczyna chodzić po mieszkaniu, jak podnosi do ucha słuchawkę telefonu, jak siada w fotelu i zaczyna krzyczeć. I widział, jak zamyka oczy napuchnięte od płaczu i w fotelu przy zapalonym świetle zasypia ze zmęczenia. A gdy upewnił się, że śpi już bardzo głęboko, siłą woli zgasił w jej mieszkaniu światło. I zamknął jedno oko.
***
- Pojaśniały ci włosy. - To od słońca. Klęczał na trawie, a ona leżała na jego kolanach i mrużąc oczy patrzyła na źdźbło trawy, które trzymał w ustach. Wyciągnęła rękę, żeby go dotknąć i Wyciągnęła rękę, żeby go dotknąć i natrafiła na pustą przestrzeń. Zapaliła lampkę nad łóżkiem, podeszła do okna. Doznała dziwnego wrażenia, że w ciemności za szybą coś jest, coś, czego nie potrafiła wyłowić wzrokiem ani zrozumieć, coś, co wiedziało o jej istnieniu, obserwowało każdy ruch i filtrowało sny. Wzdrygnęła się i zaciągnęła zasłony. Gdy wracała do łóżka, gdzieś na dworze zamiauczał kot.
Część 22 / 2
***
Sunął ulicą trzymając się blisko murów i omijając snopy świateł latarni. Miękko i bezszelestnie, odganiając ogonem jej nieprzyjemne myśli. W kącie przy schodach usiadł na kartonowym pudle. Zapalonym okiem spokojnie rejestrował otoczenie. Czekał na niego. Wiedział.
***
{i}Nie wracaj do niej nigdy więcej. Pozwól…