Fantastyka · 22 min czytania
The Other Life Of Mine - Rozdział 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
LINK DO PROLOGU: http://opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=48127
----------------
Rozdział 1 Chaos, Chaos In My Head
Już wiele słów wypłynęło z jego ust. Usłyszała szereg epitetów na swój temat, jednak tym razem coś było innego w tym jak o niej mówił. Nie tylko w słowach, które wychodziły z jego ust, ale w sposobie w jakim z nią rozmawiał. Mogła znieść obelgi, nawet najgorszą prawdę. Obojętności jednak nie udało jej się znieść. Może jakieś szczątki 'ludzkich' uczuć odezwały się w jej sercu, a może to była jedynie urażona duma. Jedno jest pewne. Iris czuła się zraniona przez mężczyznę, którego swoim własnym stylem, ale jednak kochała, a przynajmniej wierzyła mocno w to, że tak właśnie jest.
Jego słowa dotarły do niej tak bardzo, że jak jeszcze nigdy dotąd wybiegła z mieszkania, niezdolna do żadnej riposty w jego kierunku. W jej głowie szalało wiele myśli i tylko jedna była zupełnie jasna. Musi wyjechać, schować się by nikt, a w szczególności Adam nie mógł jej znaleźć. Jako że od kilku tygodni była 'szczęśliwa' właścicielką domu w górskiej wiosce w Kanadzie, to miejsce wydawało jej się idealne do tej ucieczki. Prosto z mieszkania udała się na lotnisko i kupiła bilet na najbliższy samolot do Kanady. Chciała jak najszybciej stracić z oczu zatłoczone ulice Londynu, które tak bardzo przypominały jej o tym przed czym chciała uciec.
Już będąc w samolocie nie potrafiła przeżyć bez tabletek uspokajających z którymi nie mogła się rozstać na krok, ani bez alkoholowych wspomagaczy, które pozwalały jej spotęgować uczucie błogości w jej ciele. Dzięki temu prawie cały lot przespała. Na lotnisku w Yellowknife czekał już na nią samochód, który kazała podstawić jeszcze będąc w Londynie.
Nie bacząc na inny ruch panujący w Kanadzie zdecydowała się na samotna podróż. Jej postać jednak była za bardzo pogrążona w swej chorej rozpaczy by myśleć rozsądnie. Zaraz po wyjściu z lotniska kupiła sobie alkohol, który powoli sączyła jadąc dość szybko w stronę Wrigley. Nie zdawała sobie sprawy z tego jak trudne może być dotarcie do celu w tym stanie.
Część 22 / 3
Po dobrych dwóch godzinach słońce powoli zaczynało zachodzić, a razem z nim trzeźwe myślenie Iris. Sama sobie wmawiała możliwe wytłumaczenia dla tej okrutnej wrogości jaką potraktował ją Adam. „Na pewno ma inna.”, „Znudziłam się mu.” Przewijało się przez jej głowę mnóstwo podobnych do tych myśli, a z każdą następną jej organizm chłonął coraz to więcej alkoholu, ona sama natomiast traciła ostrość widzenia.
Kiedy otworzyła oczy jej ciało przytłoczył ogromny ból paraliżujący ją całą. Nie była w stanie przypomnieć sobie tego co się stało, jednak rozpoznała swoją sypialnie i wiedziała, że znajduje się w swoim domu we Wrigley. Jedynie okoliczności w jakich się tu znalazła, nie były dla niej jasne. Iris próbowała wstać jednak przy każdym pojedynczym ruchu jej ciało kompletnie nieruchomiało paraliżowane przez ból. Nagle otworzyły się drzwi i do sypialni weszła kobieta, która na jej widok uśmiechnęła się radośnie.
- Jak dobrze widzieć panią przytomną, już zaczynaliśmy się martwić! - oznajmiła z ciepłem w głosie siadając przy jej łóżku - Co się stało i kim pani jest? - Iris była zdenerwowana i kompletnie zdezorientowana , bo jej pamięć kończyła się na drodze do Wrigley, jednak nie zawierała żadnych informacji na temat tego, jak dotarła na miejsce i dlaczego jest tak bardzo obolała - Nic pani nie pamięta? Miała pani wypadek kilka km przed Wrigley. Znalazł panią mój mąż. Znaleźliśmy również przy pani klucze do domu no i od razu poznałam w pani tą pisarkę. Uwielbiam pani książki! - nie czekając na żadną odpowiedź ze strony Iris ciągnęła kobieta szczerze zachwycona jej obecnością w miasteczku - Wypadek? Jaki wypadek?! - Tak mi przykro... Pani samochód rozbił się zbaczając z urwiska. Pewnie dlatego niczego pani nie pamięta, ale lekarz nas o tym uprzedził. Za kilka dni wszystko wróci do normy i będzie pani zdrowa jak ryba! - zaśmiała się przyjacielsko jednak Iris wcale nie miała ochoty się śmiać -Kim pani jest? - zapytała już łagodniej niż poprzednio - Oh, przepraszam! Powinnam była się przedstawić... Jestem Kate. Prowadzę w miasteczku sklep. Mój mąż, Samuel jest mechanikiem i zajął się pani samochodem. Już niedługo powinna pani dostać nowy. - Acha... Dziękuje. - wysiliła się na uprzejmość i przymknęła na chwilę swoje oczy - Tak. Niech pani odpoczywa. Gdyby pani coś potrzebowała proszę zawołać. - oznajmiła po czym wyszła z pokoju jak najciszej
Przez kilka następnych dni Iris nie ruszała się z łóżka. Częściowo przez upartość kobiety, która się nią opiekowała, ale również dlatego, że nie była wstanie. Dni mijały szybko i z każdym następnym czuła się coraz lepiej. Kate przychodziła kilka razy dziennie sprawdzić jak się czuje i przynieść zakupy, jednak zaraz po tym wracała do siebie, co niezwykle cieszyło Iris. Ostatnią rzeczą jakiej potrzebowała to obecność nadgorliwej i bardzo gadatliwej kobiety. Do końca nadal nie pamiętała tego jak doszło do wypadku. Mimo to trzeźwość umysłu, która powróciła do niej już podpowiadała jej, że jadąc w tym stanie jakim była, wszystko mogło się stać. I to był kolejny powód do tego, by jeszcze bardziej się nad sobą użalać.
W mniemaniu Iris to nie ona była ta „zła”. To wszyscy inni, którzy w którymś momencie wytykali jej błędy czy wady. Ona sama była dla siebie ofiarą. Po tygodniu spędzonym we Wrigley zdołała jednak uporać się ze swoim bólem w jakże typowy dla siebie sposób. Teraz już nie chciała się chować czy uciekać. Wręcz odwrotnie. Pragnęła wrócić do Londynu i pokazać wszystkim, że nie zdołają jej zniszczyć.
Była gotowa wyjechać natychmiast, jak tylko ta myśl zawitała do jej umysłu, jednak musiała spędzić jeszcze jeden dzień we Wrigley ponieważ podstawienie jej samochodu nieco się przeciągało. Była sama, odizolowana od świata i zupełnie nie wiedziała co ze sobą zrobić. Z braku innej formy zabicia czasu wybrała się na spacer. Długo chodziła po lesie zatopiona w swoich myślach. Niewytłumaczalnie, otoczenie przyrody odrobinę ją uspokajało. Jej stopy kierowały się same i doprowadziły ją w głąb lasu, gdzie znajdowało się stosunkowo niewielkie jezioro, które jednak od pierwszego momentu Iris w swoich myślach nazwała 'magicznym'.
Bez pośpiechu weszła na pomost i usiadła zatapiając swoje nogi w wodzie. Dzień wydawał się idealny. Słońce umiejscowione na błękitnym niebie, tylko gdzieniegdzie ozdobionym urokliwymi obłoczkami, grzało jej odsłonięte ramiona oraz tańczyło wraz z wiatrem w jej włosach, które dzięki temu lśniły jak jeszcze nigdy dotąd. „Jakby to miejsce było stworzone specjalnie dla mnie.” Myślała, nie zdając sobie nawet sprawy jak wiele prawdy jest w tych słowach.
Część 33 / 3
Przez moment wpatrywała się w wodę. Na jej ustach malował się nieśmiały uśmiech, którego pochodzenia nie rozumiała. W pewnym momencie usłyszała rżenie konia i podniosła głowę. Niemal natychmiast zauważyła po drugiej stronie jeziora mężczyznę, który czyścił stojącego obok wierzchowca. Wydawało jej się że spogląda w jej stronę, jednak odległość, która ich dzieliła, nie dawała jej pewności. Chciała go zignorować i udawać, że jest tu sama jednak to wydawało się jej niemożliwe. Czuła na sobie jego wzrok i nie potrafiła się już rozluźnić jak wcześniej. Dlatego też wstała i chciała odejść. Przed zejściem z pomostu obejrzała się jeszcze. Ten intrygujący mężczyzna, który swoją obecnością zakłócił jej odpoczynek teraz stał już wyprostowany i patrzył w jej stronę czego mogła być już pewna. Iris ostentacyjnie odwróciła się na pięcie i powolnym krokiem weszła wgłąb lasu myśląc, że to zapewne następna osoba, która „uwielbia jej książki”.
Następnego ranka jak tylko się obudziła zanotowała obecność nowego samochodu pod domem. Odnalazła kluczyki pod wycieraczką i chwilę później siedziała już za kierownicą. W głębi duszy nie chciała opuszczać tego miejsca, jednak zawziętość i duma nie pozwoliły jej zostać. Miała swój cel. Wrócić do Londynu i pokazać wszystkim, że nie zdołają jej zniszczyć. A kiedy już się z nimi rozprawi, wróci tutaj, by napisać nową książkę, jeszcze lepszą od poprzednich.
Od momentu kupna tego domu, Iris była we Wrigley dwa razy. Zdążyła przez ten czas zapoznać się z okolicą na tyle, by wrócić do Yellowknife bez pomocy mapy. Tym razem jednak było inaczej. Kręciła się w kółko, jakby okrążała miasteczko i zawsze mijała ten sam dom. Niewielki, drewniany i przypominający swoim wyglądem jakaś opuszczoną chatkę pustelnika. Za każdym razem dostrzegała dym z kominka, co pozwalało jej uważać, że owy dom jest przez kogoś zamieszkany.
Kiedy kolejny już raz mijała to miejsce nie mogąc w żaden sposób wyjechać z miasteczka, mocno poirytowana zatrzymała się i wysiadła z samochodu. Ze zmarszczonymi brwiami i wzrokiem, który niemal potrafił zabijać ruszyła w stronę drzwi drewnianej chatki. Była już na schodach i powoli wyciągała rękę by zapukać, kiedy drzwi się otworzyły. Stanęła w nich dziewczyna z długimi, ciemnymi włosami, która była mniej więcej w jej wieku. Wyglądała jednak na zmęczoną i niezwykle nieszczęśliwą. Iris widziała w niej niewyobrażalną ilość bólu, nie zamieniając z nią jeszcze ani słowa. Lekko się jej nawet przestraszyła. Być może bladość jej skóry, sińce pod oczami i niemal martwe spojrzenie dziewczyny sprawiło, że odczuła niepokój.
- Wreszcie jesteś! - zaczęła ochoczo i na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech – Zastanawiałam się właśnie, kiedy do mnie dotrzesz. Wejdź proszę, porozmawiajmy. Na pewno masz do mnie szereg pytań... - Kim jesteś? - Iris po tym co usłyszała była jeszcze bardziej zaniepokojona i ostatnią rzeczą jaką była gotowa zrobić to skorzystanie z zaproszenia tej kobiety - Jestem Amy. Zapewne się dziwisz dlaczego na Ciebie czekałam, ale pozwól, że zaparzę nam kawy i wszystko Ci wyjaśnię. - Nie. Chcę się dowiedzieć tu i teraz co tu się dzieje. I co to ma znaczyć, że na mnie czekałaś?! - Spokojnie... - próbowała ją uspokoić, jednak Iris była bliższa furii aniżeli spokoju. Nie ważne, zapytam kogoś innego o drogę... - mruknęła pod nosem i chciała odejść jednak zatrzymały ją słowa Amy - Możesz jeździć w kółko i mijać mój dom całą wieczność, albo uspokoić się, wejść do środka i mnie wysłuchać.
Iris zastygła w bezruchu. Zdawała sobie sprawę, że Amy mogła po prostu widzieć jej samochód, który raz po razie mijał jej dom, ale czuła że w tym wszystkim jest jeszcze coś innego. Niepewnie spojrzała na nią i dostrzegła w jej oczach odrobinę błagania o to, by nie utrudniała jeszcze bardziej czegokolwiek, co ma jej do powiedzenia. Bez słowa zmusiła swoje nogi do ruchu i weszła do środka.
Był to jeden…