Inne · 3 min czytania
Tkwiła niezdecydowana...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niezdecydowana Zosia żyła w mętliku swoich bujnych wyobrażeń. Czasami jeździła konno, czasami latała na perskim dywanie. Bywały chwile, że Niezdecydowana Zosia rozmawiała z wymyślonymi przyjaciółmi. Był Franek, który uwielbiał pić z nią niedzielną herbatkę w czasie, kiedy reszta rodziny wychodziła do kościoła. Zosia wstydziła się chodzić do kościoła, więc zostawała z wymyślonym Frankiem. Było on oczytanym Duńczykiem, który lubił lody waniliowe i dobrą muzykę. Zosia wstydziła się kościoła, bo wątpiła w istnienie Boga, jednak niezdecydowanie i agnostycznie miała nadzieję na Jego istnienie. A więc pijała te herbatki z Frankiem i swoją Nadzieją. Był też Antek, który podkochiwał się w Niezdecydowanej Zosi. Przynosił jej wymyślone róże i przyjeżdżał na swym wymyślonym rumaku. Prowadzili długie wieczorne rozmowy, kiedy dziewczyna nie mogła zasnąć. Antek wielokrotnie prosił ją o rękę, tak bardzo ją kochał, lecz Zosia nie potrafiła odpowiedzieć na, mogłoby się zdawać, proste pytanie: „Kochasz mnie?”. Milczała, bała się odpowiedzi. Myślała, znaczy, wiedziała, że nie kocha Antka, bo on przecież nie istnieje, ale nie chciała mu tego mówić, bo mógłby